Zanim zaczniecie wysylac mi pytania na asku albo pytac na twitterze w zwiazku z data dodania nastepnego rozdzialu to od razu odpowiem. ROZDZIAL NIE POJAWI SIE DOPOKI NIE BEDE WIDZIALA ODPOWIEDNIEJ ILOSCI KOMENTARZY. Wiem ze mozecie zebrac ich ogromna ilosc bo wiele razy juz to pokazaliscie. tym czasem z 47 spadlo na 20 pozniej ponizej 20 i 8. Ja wiem ze nie zawsze chce wam sie dodac komentarz. Tez jestem czlowiekiem i tez czytam rozne ff. Ale wiem jak wiele pracy trzeba wlozyc w napisanie rozdzialu. Poza tym trzeba poswiecisc swoj czas. I naprawde cholernie milo mi czytac wszystkie wasze opinie. Wiem wtedy, ze interesuje was to co pisze . Wiec dopoki nie pojawia sie komentarze pod rodzialem to po prostu nie dodam 25. Jezeli jednak ich nie bedzie to zawiesze HTL, bo rozumiem to tak, ze was juz ta historia nie ciekawi... Lov ya ♡♡
piątek, 4 kwietnia 2014
czwartek, 27 marca 2014
*Chapter Twenty Four*
Po ciemnym, pustym korytarzu rozchodziły sie ciche odgłosy kapania. Justin przemierzał ciemności w całkowitym zdezorientowaniu, rozglądając się po bokach i odwracając aby upewnić ,że nikt go nie śledzi. Przyśpieszył tempo marszu, który zamienił się po chwili w bieg. Teraz był już pewny. Wiedział , że tu są. Że przyszli po niego zapłacić mu za wszystkie jego przewinienia. Wiedzieli, że to wszystko jego wina. Wiedzieli o wszystkich jego sekretach i o jego ciemnej stronie. Nie dali sie zmylić miłym uśmiechem lub łapówką. To sprawiło, że Bieber bał sie ich najbardziej. Justin jeszcze raz odwrócił się do tyłu i ujrzał je. Dusze tych, którym zawinił. Dusze, które wiedziały o wiele więcej niż my wszyscy. Chłopak potknął się o pròg w przejściu do następnego pokoju. Wpadł do środka i zamknął drzwi. Czuł, że teraz jest już bezpieczny. Powoli uniósł głowę, a jego serce przyśpieszyło tempa.
-Czekałeś na nas? -Wyszeptały chórem blade kobiety, całe we krwi. Na rękach miały kajdany, a nogi związane sznurami.
-Nie! -Krzyknął Bieber kuląc się w kącie. Kobiety jednak z łatwością zmierzały do niego.- Odejdźcie! -Powiedział zrozpaczony czując na sobie ich dłonie. Zaczęły rozszarpywać jego ubrania, po czym zrzucały z niego kolejne warstwy odzienia..
-Panie Bieber!- Mężczyznę zbudził dość realistyczny głos. Zerwał się na równe nogi i rozejrzał dookoła. Zauważył tylko drobną pielęgniarkę stojącą przed nim.
-Tak? -Zapytał uspokajając oddech i przecierając twarz dłonią.
-Wszystko w porządku? Krzyczał pan..- Mòwiła spokojnie gładząc jego ramię dłonią.
-Tak.. Dziekuję..- Powiedział posyłając jej jeden ze swoich czarujących uśmiechów. Kobieta spuściła zawstydzona głowę i powoli odeszła. Justin przeczesał swoje rozczochrane włosy dłonią i podszedł do automatu z kawą. Kupił jedną i pijąc ją udał się pod salę, gdzie leżała Emily. Spała spokojnie, a na jej wcześniej pobladłą z bólu twarz wstąpiły kolory. Była podłączona do urządzenia kontrolującego pracę jej serca. Jest młoda, ma zaledwie 18 lat, a już poroniła. To nie było dla niej bezpieczne. Justin natomiast mało przejmował się tym co miało się stać z nią dalej lub też już się stało. Gdy usłyszał od lekarza 'dziewczyna poroniła' wszystkie jego problemy zniknęły, a on mógł żyć jak dawniej. Jego zachowanie jest egoistyczne ale czego spodziewać się po 19 letnim milionerze, do którego należy pół miasta. Mało tego, milioner ten posiada wiele mrocznych sekretów ,a jeden z nich przyjdzie nam poznać już w krótce. Justin stał przed salą patrząc na Emliy przez cienką szybę. Jedyne czego teraz żałował, to że nie może poznać jej myśli. Z zamyśleń wyrwał go dźwięk telefonu. Wyciągnął z kieszeni swojego iPhone'a i odebrał.
-Bieber.- odezwał się, tak jak zwykle następnie czekając na odpowiedź.
-To ja Channel..-odezwała się jego sekretarka.
-Coś się stało? -Zapytał zdezorientowany.
-Chciałam ci tylko przypomnieć, że masz spotkanie z właścicielem firmy, która z nami konkuruje.-powiedziała wesoło. Justin wziął głęboki wdech,a następnie wyrzucił powietrze z płuc.
- O której? -zapytał oschle pragnąc tylko potrzebnych mu informacji.
-Za dwie godziny.- Odpowiedziała, na co Bieber przewrócił oczami.- ale nie musisz się spieszyć. Przygotowałam już wszystko i ustaliłam kto ma ci pomagać.- chłopak trochę się rozluźnił.
-I jak ja mam ci sie odwdzięczyć? - westchnął opadając na jedno z krzeseł.
-Tak jak zwykle..-wymruczała.
-Czyli zostajemy po godzinach, a ja zafunduje ci kolejny niezapomniany orgazm...- wyszeptał popuszczając zacisk krawatu.
-Już nie mogę się doczekać..-cicho się zaśmiała. Justin przewrócił oczami.
-Ja też..- mruknął po chwili się rozłączając. Nie lubił Channel, irytowała go ale również nie musiał jej o nic prosić. Dziewczyna sama rozkładała przed nim nogi. Regularnie z nią sypiał co trzymali w tajemnicy tak bardzo to ukrywając, że ten pół roczny romans nie miał jeszcze okazji się wydać. Bieber oblizał usta i dopił kawę, następnie wyrzucając papierowy kubek do kosza. Poprawił kołnierz swojej marynarki i udał do wyjścia ze szpitala. Stanął na zewnątrz biorąc głęboki wdech czystego i świeżego powietrza. Wyciągnął z kieszeni kluczyki od swojego Fishera i podszedł do niego, następnie otwierając. Nie skupiając się na niczym innym niż na spotkaniu, ruszył prosto do firmy. Zajęło mu to niewiele czasu, ze względu na to, że szpital leżał zaledwie 15 kilometrow od. ,,Bieber Company". Mężczyzna zajechał pod wieżowiec i wysiadł, udając się prosto do swojego gabinetu. Mijający go ludzie witali go skinieniem głowy lub po prostu stali sparaliżowani bijącą od niego władczością. Jego wizyta wstrzymała jakikolwiek ruch albo szmer w firmie. Dopiero po zamknięciu za sobą drzwi, Bieber wprowadził tam ponownie życie. Justin rzucił swoją teczkę na kanapę i opadł na wygodnym krześle. Przeczesał włosy dłonią w tym samym momencie słysząc pukanie do drzwi.
-Wejść! -Powiedział z pokerową twarzą, całą swoją uwagę skupiając na drzwiach.
-Wszyscy już na pana czekają. - Powiedziała wesoło Channel.
-Już idę.- Odpowiedział chłopak zabierając wszystkie potrzebne dokumenty i idąc z nią do sali konferencyjnej. W tym samym czasie Emily zdążyła się obudzić. Mało tego dziewczyna nawet nie pomyślała o Justinie. Powód tego był prosty. Chwilę po wyjściu chłopaka do dziewczyny przyjechał nikt inny jak Paul. Idealnie zapełniał cały jej czas, rozśmieszając lub po prostu szczerze z nią rozmawiając. Nie wszyscy jednak mieli tak miły poranek. Bieber musiał się bardzo namęczyć aby zdobyć poparcie zebranych. Ostatecznie jednak nie udało mu się wykupić wszytkiego co należało do konkurencji. Był jednak na tyle sprytny aby zrobić z tych kilku budynków nowe kopalnie złota. Wiedział, że swoją ciężką pracą da radę wykrzesać z tego chociażby ostatnie pieniądze. W razie niepowodzenia- co zapewne się nie zdarzy- zawsze miał pod sobą pół miasta. Po całym spotkaniu zmęczony ale również zaspokojony seksualnie, przez swoją sekretarkę, Bieber wyszedł z budynku, a chłodne, wieczorne powietrze uderzyło w jego nozdrza. Zaciągnął się nim i przystanął na chwilę aby zapalić papierosa. Oparł się o ścianę i zaciągnął dymem, po chwili go wypuszczając, a ten z kolei utworzył wokół niego opadającą "chmurę". Palenie go odstresowywało i pozbawiało wszelkich emocji, rozluźniało go. Zaciągał się raz za razem sprawiając, że papieros zaczął się zmniejszać, a po chwili całkowicie się wypalił. Justin rzucił go na ziemię i przydeptał po czym wsiadł do auta i skierował się do szpitala. Z mniejszym już zapałem zaparkował samochód na szpitalnym parkingu i uprzednio przeglądając się w lusterku, wysiadł. Zamknął auto i poprawił krawat, następnie równym i pewnym krokiem idąc do budynku. Z łatwością przemknął do sali gdzie znajdowała się Emily. Czekała tam na niego jednak niespodzianka. Niczego nieświadomy Bieber uniósł głowę aby po chwili doznać szoku. Dziewczyna się śmiała, mało tego, nie była sama. Justin bardzo szybko rozpoznał w młodym mężczyźnie swojego ogrodnika. Przymknął powieki i delikatnie uśmiechnął. Znowu poczuł to samo co kilka lat temu. Sam nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo tęsknił za tym uczuciem. Czy była to nienawiść, zazdrość lub chęć zemsty? Odpowiedź na to pytanie znał tylko on. Z gracją przekroczył próg sali, a oczy Paula i Emily spoczęły na jego sylwetce.
-Witam. - Powiedział chłodno Bieber opadając na fotel, znajdujący się obok łóżka dziewczyny.
-Co tu robisz? -Dziewczyna zmarszczyła czoło. Justin przymknął powieki starając się nie krzyczeć.
-A nie powinno mnie tu być? Skoro zwykły ogrodnik może sobie tutaj wchodzić to ja tym bardziej. - Wysyczał siedząc niewzruszenie w fotelu.
-Justin nie mów tak o nim..-Zaczęła dziewczyna co oczywiście zostało jej przerwane.
-A jak mam mówić? Gdyby nie ja prawdopodobnie zaćpał by się gdzieś na ulicy.- Prychnął Justin.
-Nie znasz go! -Oburzyła się dziewczyna, ponieważ komentarz uraził także i ją. Jej przeszłość była bardzo podobna do tej Paul'a.
-Ty tym bardziej.-Warknął unosząc się.- Więc ty-wskazał na dziewczynę- Zamknij się i czekaj na wypis, a ty- wskazał na Paul'a- wypierdalaj. Nie sądzę żebyś uporał się z całą robotą, którą ci dałem. No chyba, że ktoś inny ma zająć twoje miejsce.-zakpił wychodząc z sali. Zacisnął szczękę idąc po wypis dla Emily.
-Stój! -usłyszał za sobą krzyk
-Myślisz, że ujdzie ci to na sucho?!- krzyczal Paul idac do niego.
-O co ci chodzi człowieku... lepiej stąd idź i zajmij się trawnikiem..- Zaśmiał się Bieber i odwrócił z zamiarem oddalenia się. Poczuł jednak jak ktoś popycha go na ścianę. Uniósł głowę zauważając przed sobą ogrodnika.
-Dobrze wiem, że to twoja sprawka.- Warknął.
-Bingo! a teraz stąd spieprzaj.- warknął odpychając go, a ten uderzył o ścianę.
- O wszystkim powiem. Zginiesz w pierdlu skurwysynie! -Krzyknął co spowodowało, że Justin'owi puściły nerwy.
-Myślisz, że kim jesteś żeby mnie pouczać, hmm? -Przycisnął go do ściany.-Lepiej trzymaj się ode mnie z daleka i nie wtykaj nosa gdzie nie potrzeba.-Mocno scisnal jego szyje i uderzyl jego glową o ścianę.
-Gra dopiero sie zaczyna.-Mruknal odchodzac.
sobota, 22 marca 2014
*Chapter Twenty Three*
Justin wszedł na korytarz pełen, oczekujących na swoją kolej pacjentów. Na samym jego końcu siedziała Emily, trzymając w dłoniach biały, plastikowy kubek z wodą.
Chłopak z trudem przełknął ślinę, czuł jakby coś utknęło w jego gardle. Co ciekawsze wcale nie było to poczucie winy. W sumie to nawet jeszcze niczego nie zrobił. Lecz zamierzał, a jego jedynym zmartwieniem była świadomość, że cały plan może się wydać. Mocniej zacisnął dłoń znajdującą się w kieszeni marynarki, w której to też trzymał tabletki. Wziął głęboki oddech i podszedł do dziewczyny.
-Zbieramy się.- Mruknął oschle, idąc do wyjścia. Dziewczyna zerwała się i poszła za nim.
-Tylko tyle masz mi do powiedzenia?! -Powiedziała na tyle głośno aby niektórzy ludzie zwrócili głowy w ich stronę. Justin przymknął powieki odrzucając od siebie chęć uderzenia jej za ten ton. Podszedł do niej i położył dłonie na jej biodrach. Nachylił się nad nią, a jego gorący oddech obijał się o jej szyję co spowodowało, że wzdrygnęła się.
-Nie tym tonem suko. I nie przy ludziach. Nie mam ci nic więcej do powiedzenia. Teraz masz udawać, że wszystko jest okej. Jeszcze jedna akcja, a policzę się z tobą w domu i chuj mnie obchodzi, że jesteś w ciąży. Zrozumiano?-Wyszeptał. Dziewczyna przerażona niepewnie skinęła głową. -Świetnie. A teraz grzecznie oddasz pocałunek.- Zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć Justin zaatakował jej usta swoimi brutalnie je dociskając. Nie mając wyboru, Emily delikatnie rozchyliła wargi z czego skorzystał Justin, wsuwając tam język. Owinął go wokół jej i lekko pociągnął. Następnie odsunął się i splótł palce ich dłoni, wychodząc z nią na zewnątrz.
-Grzeczna dziewczynka.- Szepnął prowadząc ją do zaparkowanego nieopodal auta. Wsiadł i zaczekał aż ona to zrobi po czym ruszył. W głowie miał wiele myśli,a jego ręce zaczęły się pocić. Wiedział, że już za chwile jego misja dobiegnie końca. Mknął przez ulice szybciej niż zazwyczaj. Pogrążony w myślach ominął kilka ulic, którymi mógłby dojechać szybciej. Jednakże jego czas i tak był dobry. Drogę na ogół zajmującą około godziny, przebył w niecałe 30 minut. Z piskiem opon zahamował przed domem i wysiadł, trzaskając drzwiami. Poczekał aż brama się zamknie i zasłoni jego podwórze. Cały dom ogrodzony był wysokim żywopłotem co chroniło jego prywatność- nie zapominając także o jego mrocznych sekretach. Przeciągnął się i wszedł do domu nie zwracając uwagi na Emily, która szła za nim.
-Coś się stało?- Zapytała kobieta zauważając to.
-Nie, czemu?- Justin posłał jej jeden ze swoich udawanych uśmiechów, które zawsze odbierane były jako prawdziwe.
-Stoi pan tak i mnie obserwuje..- Powiedziała rozbawiona.- Spokojnie, robię tylko kolacje i zapewniam pana, że trucizny tutaj nie dosypie..- zaśmiała się cicho wracając do pracy.
-Och Alyson dobrze wiesz ,że nie to miałem na myśli..- Udał rozbawionego, wewnętrznie wywracając oczami.
-A teraz poważnie. Potrzebuje pan czegoś?- Zapytała chowając niektóre produkty z powrotem do lodówki.
-Nie, tak tylko przyszedłem ale widzę, że przeszkadzam...-Oblizał usta wychodząc z kuchni.- Miłego gotowania!- Krzyknął wchodząc po schodach na górę. Niektórym mogłoby się wydawać ,że Justin zszedł na dół tylko po to aby się przejść. Nic bardziej mylnego. Justin Bieber w każdym swoim ruchu ma ukryty jakiś cel. Tak było i tym razem. Sprawdził co przygotowuje Alyson aby pomyśleć do czego podrzucić Emily tabletki. Położył się na łóżku myśląc, a po jakimś czasie szeroko uśmiechając. Miał kolejny genialny pomysł, z którego był dumny. Postanowił podrzucić je do soku. Sam natomiast będzie pił wino, którego nie można ciężarnej Emily. Głośno odetchnął i podciągnął rękawy swojej bluzy kładąc na kolanach laptopa i ponownie rzucając się w wir pracy. Było to dla niego normalne. Rzadko kiedy zajmował się czymś innym niż praca czy spotkania biznesowe. Oczywiście na drugim miejscu był seks. Coś od czego Justin był uzależniony i coś co już dawno powinien leczyć. I leczył, do czasu gdy nie spotkał Emily... i nie postanowił zabrać jej do swojego domu. Po tym wszystko zakończył, a w jego planach na przyszłość nie ma powrotu na terapie. Po kilku godzinach pisania umów i innych dokumentów wstał z łóżka i przeciągnął się. Oblizał usta podchodząc do biurka i zabierając z niego tabletki. Wiedział ,że są teraz sami w domu, a Alyson i Mark pojechali na zakupy tak, jak to mieli w zwyczaju. Wyszedł z sypialni i zbiegł na dół po schodach. Na stole stała już gotowa kolacja, a obok talerzy napełnionych jedzeniem dwie szklanki z sokiem. Justin rozejrzał się po pomieszczeniu i zabrał je wymieniając na kieliszki. Do swojego wlał wina, a do jej soku malinowego. Uprzednio odstawiając swój kieliszek aby ich nie pomylić, wyciągnął pojemnik z tabletkami i otworzył go. Patrzył raz na kieliszek, raz na swoją drżącą rękę. Cały czas zastanawiał się czy dobrze robi. Po raz pierwszy w swoim życiu poczuł coś... czego do tej pory nie znał. Oblizał usta ignorując to i powoli przechylając pojemnik. W tym samym momencie usłyszał jak ktoś biegnie po schodach. Wystraszony chciał zabrać rękę znad kieliszka ale jedyne co z tego wyszło to wsypanie do niego, z pewnością, więcej niż dwóch tabletek. 'Kurwa' pomyślał chowając pozostałości do kieszeni i patrząc na kieliszek, w którym nie było już śladu po tabletkach. Zacisnął szczękę, a jego oczy ponownie biły chłodem. Uniósł głowę i zobaczył Emily, która siadała do stołu. Wziął do ręki jej kieliszek i postawił przed nią.
-Proszę. -Powiedział, a nawet bardziej wymamrotał, siadając na przeciwko niej.
-Nie, dziękuję nie mogę pić alkoholu..- Powiedziała odsuwając go od siebie.
-Tam jest sok ja mam wino.. - Powiedział biorąc do ręki widelec.
-W takim razie dziękuję. - Powiedziała unosząc kieliszek do ust i biorąc łyka.- Dobry..- Powiedziała uśmiechając się lekko do Justina. Ten natomiast odwzajemnił go, chwile potem spuszczając wzrok na swój talerz. Wszytko poszło zgodnie z planem. Zaczął powoli jeść co chwilę zerkając na Emily, która niczego nie świadoma spokojnie piła sok, tym samym uśmiercając swoje dziecko.
-Masz jakieś plany na jutro? - Zapytał spoglądając na nią.
-Nie.. czemu pytasz?- Odpowiedziała marszcząc czoło.
-Bo chcę zabrać cię do firmy żebyś mi trochę pomogła.. -Odpowiedział spokojnym tonem jakby nic się nie stało.
-Jasne. Z chęcią pójdę.. -Dziewczyna posłała mu uśmiech. -Mam tylko nadzieję ,ze nie będzie tam tel blondyny..- Przewróciła oczami biorąc do ust kawałek mięsa.
- Nie polubiłyście się, prawda?- Zapytał Justin szeroko się uśmiechając.
-No niestety nie.. -Odpowiedziała Emily, na co Justin się zaśmiał.
-Będzie, musi być jest dobra w tym co robi dlatego jej nie zwolnię. Ale postaram się żebyście się jutro prawie wcale nie widziały.. -Odpowiedział biorąc łyk wina.
-Ok..- Dziewczyna wzruszyła ramionami i skończyła swój posiłek.- Mogę już iść?- Zapytała patrząc na Justina.
-Tak? czemu się mnie o to pytasz?- Zaśmiał się odnosząc ich talerze do kuchni.
-W sumie to sama nie wiem... Jak coś to będę w salonie.- Odparła, na co skinął głową. Wsadził talerze do zmywarki i wyrzucił tabletki z kieszeni do zlewu, tam je spuszczając. Cicho westchnął i poszedł do salonu gdzie zastał Emily oglądającą jakiś film.
-Co oglądasz?- Zapytał siadając obok niej.
Nie wiem w sumie... dopiero się zaczął.. -Wzruszyła ramionami.
-Okey... -Chrząknął Bieber i oparł się wygodnie. Po jakichś 30 minutach drzwi się otworzyły i można było usłyszeć głos Alyson.
-Emily, kochanie mogłabyś nam pomóc?- Zapytała kobieta.
Jasne!- Odpowiedziała dziewczyna zrywając się z kanapy i biegnąc jej na pomoc.
-Będziesz ze mną wykładać zakupy?- Zapytała ściągając swój płaszcz.
-Tak.. tylko gdzie one są?- Uśmiechnęła się do niej.
-Już idą.. -Wskazała na Marka i Paul'a niosących zakupy. Dziewczyna uśmiechnęła się widząc chłopaka. Dawno z nim nie rozmawiała, a zdążyła go polubić. Ten uśmiechnął się do niej i postawił torby na ziemi.
-Pomóc wam? -Zapytał Alyson, podciągając rękawy.
-Jasne..- Odpowiedziała wykładając pierwsze produkty na stół. Wszyscy pomagali Alyson najpierw wykładać, a następnie chować rzeczy do szafek. No może wszyscy oprócz Justina, który siedział na kanapie i dalej oglądał filmy. W pewnym momencie Emily zrobiło się niedobrze. Odbiegła od reszty po chwili czując ogromny ból w podbrzuszu.
-Kurwa.-jęknęła przewracając się na ziemie i zwijając z bólu. Wszyscy, którzy obecnie pracowali podbiegli do niej. Dziewczyna zwijała się z bólu, krzycząc przy tym. Justin spojrzał na zegarek i uśmiechnął się.
-Bingo.. - Szepnął i wstał, po chwili wybiegając z salonu.
-Co tu się dzieje?!- Splunął odpychając innych.
-Emily... coś jest nie tak! -Krzyknęła. Justin spojrzał na dziewczynę i obserwował ją, powoli wyciągając telefon. Wybrał numer do szpitala.
-Proszę pana... Ona krwawi!- Krzyknął Paul wskazując na powiększającą się na podłodze plamę krwi. Justin odwrócił się i spokojnie zaczął mówić.
- Proszę karetkę na 7th Down Street ciężarna kobieta zaczęła krwawić.- Powiedział i rozłączył sie wracając do panikujących pracowników.
Od Autora: długo nie było rozdziału ale tududududm jest. Dziękuję za komentarze i wow.. nabiliście ponad 40 000 wejść. SO GRATEFUL! I dodam jeszcze że nareszcie doczekaliśmy się zwiastunu... który dodam wkrótce... bo jest mały problem i autorkę tego dzieła proszę żeby zgłosiła się do mnie na tt bo ja za cholerę nie znajdę jej w interakcjach sorry XD. To chyba na tyle. Paul powrócił = drama is coming. (Liczę na komentarze bo wiem ,że możecie zebrać ich naprawdę sporo.)
poniedziałek, 3 marca 2014
Chapter Twety Two 2/2
Proszę przeczytajcie notkę pod rozdziałem xo
-Panie Bieber.. Wiem ,że to nie moja sprawa ale coś się dzieje miedzy panem a Emily? Chodzi ostatnio taka nieobecna... często płacze..- Powiedziała Alyson spoglądając na Justina , który lekko się napiął.
-Też to zauważyłem. Nie mam pojęcia jest zamknięta, a ja nie wiem jak do niej dotrzeć...- Udał smutek. Co jak co ale Justin Bieber był mistrzem kamuflażu i udawanych emocji. W sumie było to jedną z jego zalet. Mógł kłamać ile wlezie, a i tak nikt by tego nie zauważył.
-Dobrze... ja spróbuję z nią porozmawiać... może to coś pomoże..- Patrzyła na niego mówiąc to.
-Dziękuję Alyson..- Sztucznie się uśmiechnął i odwrócił, przewracając oczami. Skierował się na górę do swojego pokoju, gdzie postanowił wziąć kąpiel. Przeciągnął się idąc przez sypialnię i wchodząc do łazienki. Jak zwykle zatrzymał się przed lustrem i spoglądając w nie przeczesał swoje gęste włosy. Głośno wypuścił powietrze z ust i odkręcił gorącą wodę pod prysznicem, podczas gdy on sam zaczął pozbywać się ubrań. Był nieświadomy tego co właśnie działo się za ścianą, która dzieliła jego sypialnię i sypialnię Emily. Dziewczyna właśnie leżała na łóżku z telefonem w dłoni, przeglądając portale społecznościowe. Przeciągnęła się i odkręciła ręcznik, którym była owinięta. Naga, udała się do garderoby po pidżamę. Gotowa do snu zgasiła światło i usiadła na łóżku, następnie zapalając małą lampkę, stojącą na szafce nocnej. Oparła się wygodnie i zakryła kołdrą, biorąc w ręce książkę, którą zabrała z pokoju Justina. Westchnęła spoglądając nas nią. Nie różniła się praktycznie niczym od innych. Miała skórzaną okładkę w starym stylu, kartki, zakładkę.. coś co posiadała każda książka. Jedyna różnica polegała na braku tytułu. Przykuło to uwagę dziewczyny. Nigdy nie spotkała się z książką bez tytułu. Zmarszczyła czoło i otworzyła ją po chwili żałując, że ją wzięła. Na środku pierwszej strony, pochyłym pismem, pisało:
-Okej...- Westchnął Justin chowając je do kieszeni.- Dzięki..- Mruknął wychodząc do dziewczyny. Justin nie miał żadnych zahamowań. Ustalił ,ze dziecko ma się nie urodzić i nie dopuści do tego żeby stało się inaczej. Pytanie tylko czy tabletki podziałają ze stu procentową pewnością tak, jak mówi lekarz.
Od Autora: Przepraszam ale zachorowałam i leżałam na łóżku, a następnie wyjechałam na cały tydzień i dopiero wczoraj wróciłam.... Dziękuję za te 11 komentarzy ! + Zbierajcie komentarze także pod tym rozdziałem bo w następnym bedzie się działo :D Jak myślicie Justin da jej te tabletki czy nie ? :D
PS: Znacie kogoś kto robi szablony bo aż mi oczy wypala jak na to patrze hahaha.
PS2: Może ktoś chciałby zrobić zwiastum? :D Najlepsze zamieszczę w zakładce "zwiastuny" Która powstanie jeżeli wy je zrobicie ahahah.
PS3: Piszcie jakieś ciekawe ff w zakładce Inne Opowiadania i zapisujcie się w Informowanych :D
*Chapter Twenty Two* 1/2
Od Autora: Przepraszam ,zę połowa dwójka będzie jutro dziś mam pilny wyjazd i nie zdążę więcej. Przepraszam.
niedziela, 16 lutego 2014
*Chapter Twenty One*
Zupełnie nie wiedziałam co mam robić. Justin stał obok wbijając we mnie swoje pełne gniewu spojrzenie, które tak dobrze znałam. Odsunęłam się od chłopaka i złapałam Justina za rękę.
-Justin to nie tak jak myślisz...- Próbowałam się tłumaczyć ale najwyraźniej słabo mi to wychodziło, bo odepchnął mnie i zadał jeden mocny cios w twarz mężczyźnie, którego całowałam.-Justin nie!! -krzyczałam próbując go odepchnąć ale na marne. Nic do niego nie docierało. Ja natomiast, oberwałam na tyle mocno aby wylądować dobry metr od nich. Próbowałam wstać ale nie miałam siły. Zamiast tego zalewałam się łzami patrząc jak dwaj mężczyźni, którzy zapewne już zdążyli połamać sobie nosy- co wnioskowałam po płynącej z ich twarzy krwi- są rozdzielani przez ochronę. Patrzyłam i... Nie wierzyłam w to wszystko. Schowałam twarz w dłonie cicho szlochając. Nie chciałam na to wszystko patrzeć. Poczułam jak ktoś próbuje mnie podnieść. Uniosłam sie lekko i przez rozmazany od łez obraz ujrzałam ochroniarza. Nie byłam w stanie mu się wyrwać. Pozwoliłam aby zaniósł mnie do czarnej limuzyny, gdzie na drugim końcu siedział ocierający twarz Justin. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, patrzyłam na niego, a kolejne łzy wyciekały z moich oczu i spływały po policzkach. Lekko otworzyłan usta ale szybko je zamknęłam. W sumie to nie wiedziałam co powiedzieć. Zagryzłam suchniętą od słonych łez wargę i wbiłam wzrok w chłopaka.
-Co sie suko patrzysz!?-warknął posyłając mi mrożące spojrzenie.- Pozwoliłem ci kurwa!? - krzyczał. Nieśmiało pokręciłam głową bardziej szlochając, a moja warga drżała ze strachu. Ten człowiek był nieobliczalny i chyba to najbardziej mnie przerażało. Bieber wziął głęboki oddech i pociągnął mnie brutalnie ,za nogi do siebie. Moje ciało zatrzęsło się pod jego dotykiem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo jestem teraz wkurwiony.- wysyczał rozrywając moją bluzkę i zrzucając jej pozostałości na ziemie.- I wiesz ze musisz teraz ponieść karę.- Powiedział. Przycisnął guzik w drzwiach.- Mark, nie zatrzymuj się dopòki ci nie powiem.- Puścił go i posadził mnie sobie na kolanach.-Wiesz jak cholernie zazdrosny jestem?- pokiwałam głową.- I wiesz jak bardzo nie lubie gdy ktoś to u mnie wywołuje? -wysyczał.
-Ale my nie jesteśmy pa...parą.- Powiedziałam bardzo cicho. Napiął się.
-I co kurwa z tego!?- Wrzasnął.- Tylko ja mogę cię dotykać , tylko mój kutas może znaleźć się w twoim wejściu i tylko ja moge zerżnąć cie tak mocno, że nie będziesz w stanie chodzić.- wywarczał prosto w moją twarz, a jego oczy biły chłodem prosto w moje.
-Rozbierz sie..-powiedział wygodnie sie opierając i zrzucając ze swoich kolan na ziemie.
-ale..-zaczęłam.
-Rozbieraj sie kurwa!! -ponownie wrzasnął. Skuliłam sie powoli rozbierając. Gdy byłam już całkiem naga uniosl sie i uklęknął obok mnie na ziemi.-połóż się.- powiedział oschle. Zrobiłam co kazał i przełknęłam głośno śline. Justin zawisł nade mną, a jego zimny łańcuch opadł na moje piersi przez co syknęłam. Spuścił wzrok zauważając to. Zaśmial sie cicho i ściągnął go, następnie związując nim moje ręce. Swoimi umięśnionymi dłońmi rozsunął moje nogi i wsadził dwa palce w moje wejście. Głośno jęknęłam i wygiełam ciało w łuk. Wypchnęłam biodra w jego stronę prosząc o więcej. Wszystko działo się wbrew mojemu sercu i umysłowi ale moje ciało było mu całkowicie uległe. Za to właśnie go nienawidziłam, że nie mogłam mu sie sprzeciwić chociażby ze strachu. Z każdą sekundą jego ruchy były coraz intensywniejsze. Wiłam się pod nim w ekstazie. Czułam jak zaczyna podszczypywać moje ścianki i drażnić na miliony innych sposobów. Nerwowo zaczęłam zaciskać uda ale szybko je rozsuwał. Głośno jęczałam czując, że jestem blisko spełnienia. Wystarczyłoby kilka mocnych wsunięć i mogłabym dojść. Zamiast tego Justin wyrwał sie ze mnie i zostawił wijącą na podłodze. Nie wiedziałam co mam zrobić potrzebowałam dojść. Postanowiłam sama sobie pomóc jednak zorientowałam się, że mam związane ręce. Justin siedział nade mną przyglądając się temu z szerokim uśmiechem. Tymczasem ja czułam nienasycenie i dzine uczucie pustki. Zaciskałam uda i poruszałam biodrami nawet nad tym nie panując. Łzy zaczęły wypływać z moich oczu gdy chłopak cicho się śmiał.
-J-Justin... Proszę! -wyszlochałam patrząc na niego.
-Nie Emily. To jest twoja kara. Bede przerywał twoje orgazmy.- powiedział podczas gdy uczucie zaczęło ustępować.
-Jesteś takim skurwysynem -krzyknęłam gdy ten gwałtownie wsadził we mnie palc powtarzając poprzednie czynności włącznie z odsunięciem się od mnie i patrzeniem jak powoli zabija mnie tymi torturami. Płakałam pragnąc ukojenia, którego raz za razem mnie pozbawiano. Po kilku następnych razach byłam na skraju wytrzymałości. Miałam spuchniętą od płaczu twarz i rozmazany obraz.
-Mam nadzieje, że czegoś cie to nauczyło suko.- warknął.- Teraz cie zerżne.- Wychrypiał gwałtownie we mnie wchodząc. Krzyknęłam i zacisnęłam powieki. Wchodził w mnie całą długością, a jego pchnięcia były niesanowicie intensywne. Krzyczałam jego imie zaciskając się wokół jego kutasa. Poczułam jak we mnie dochodzi, gdy ja już drugi raz szczytowałam. Opadł obok mnie głośno dysząc.- Jeszcze jedna taka akcja i bede robil ci to przez kilka dni. -splunal zapinajac ponownie spodnie i rzucajac mi ubrania. W zasadzie to moją spódnicę i swoją skórzaną kurtkę.- Mark jedź do domu. Zawiadom Alyson, żeby przygotowała kolacje.- powiedział stanowczo i oblizał usta wyciągając fajki. Ja natomiast ubrałam się i usiadłam jak najdalej od niego. Zapalił jedną,zaciągnął się, a następnie wypuścił dym pozwalając aby ten rozszedł się po całym samochodzie. Zakaszałam odwracając głowę. Zauważyłam, że dojeżdżamy na miejsce. Gdy Mark zaparkował wysiadłam i jak najszybciej udałam się do domu. Przemknęłam niezauważalnie przez dom prosto do swojego pokoju. Zamknęłam się w nim i osunęłam po ścianie, zanosząc się płaczem. Miałam dość tego wszystkiego. Przeniosłam się na łóżko i zawinęłam kołdrą. Usłyszałam jak drzwi się otwierają. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina.
-Po co tu przyszedłeś? - Zapytałam pociągając nosem.
-Nie jadłaś nic od obiadu.- powiedział stawiając tacę x jedzeniem na stole.
-Nie jestem głodna.- mruknęłam.
-Masz jeść. Mam na głowie ważniejsze sprawy niż twoja anoreksja ,do której ci blisko.- powiedzial zdenerwowany.
-Dobrze już nie denerwuj sie tak. -przewróciłam oczami i wzięłam kubek. Justin pokiwał głową i wyszedł. Zjadm to, co mi przyniósł i wykąpałam się. Odświeżona leżałam w łóżku z telefonem w ręku. Po chwili usłyszałam trzask, a moje drzwi się otworzyły. Stał w nich rozczochrany i zdenerwowany Bieber.
-Mamy problem Emily.- Powiedzial pociągając za końcówki swoich włosów.
-Paparazzi dowiedzieli się o twojej bójce? - zaśmiałam się gorzko. Dobrze wiedziałam, że tak się to skończy.
-Gorzej Emily..... Nie zabezpeczyliśmy się.- O cholera.
Od Autora: Tak wiec tu du dum. Nastepnych rozdzialach bedzie sie dzialo. Tak wiem zaskoczenie i te sprawy. Zbierajcie komentarze a jestem zdolna napisac nastepny juz jutro. Ale ma byc ich duzo wiec kazdy komentuje. Kocham was <3
sobota, 15 lutego 2014
Informacje ;D
Wiem ze zawalilam i znowu czekacie 2 tygodnie wiec postanowilam wam to jakos wynagrodzic. Mianowicie zaczelam wlasnie ferie i jutro zamierzam dodac rozdzial. Malo tego. Jezeli bedziecie wspolpracowac (komentarze) to bede dodawala moze codziennie/co drugi dzien. (Moje takie skryte marzenie to 40 na HTL ale pewnie zaz tyylu was nie ma) wiecie to zalezy od ilosci komentarzy. Im wiecej tym lepiej dla was ;) a teraz inna sprawa. CZY JEST KTOS TAK BARDZO KOCHANY I DALBY MI NAMIAR NA OOBE ROBIACA SZABLONY ALBO SAM JE ROBI I MOGLBY MI ZROBIC??? (PISZCIE NA TT) CHODZI MI O OSOBE A NIE ADRES SZABLONIARNI ZEBYM ZAMAWIALA I ZAPEWNE NIE ZOSTALA WYBRANA BO 'Z BIEBEREM NIE ROBIMY'. SERIO JAKOS SIE ODWDZIECZE IDK. TO CHYBA NA TYLE. KOCHAM WAS!!!!
(jezu jak piszecie ze mna na tt i macie podjare to mi nie słodźcie mi bo wygladam potem jak niedojebany świstak. XD)