poniedziałek, 20 stycznia 2014

*Chapter Nineteen*

Mój oddech był szybki i nierówny podczas gdy próbowałam przetworzyć wszystko co się dzieje. Byłam cholernie przerażona. Miałam cichą nadzieje, ze jak w każdym z filmów zza rogu wyjedzie Justin i mnie uratuje ale to było głupie. On nawet nie jest ciekaw tego co się ze mną dzieje. W sumie to czemu miałoby go to interesować? Ma swoje życie. Z pewnością znajdzie kolejną chętną i naiwną laskę, którą będzie pieprzyć do nieprzytomności. Szczerze nienawidzę tego człowieka. Szarpałam się próbując im wyrwać ale to nic nie dawało. Czułam ,ze nie może być gorzej. Ci ludzie chcieli seksu... ewentualnie- co jest mniej prawdopodobne- tylko zastraszyć. Pieprzyć to. Jestem tylko dziwką. Większość życia się tym zajmowałam.
-Odsuńcie się! Proszę!- Krzyknęłam zrozpaczona.
-Czemu niby mielibyśmy to zrobić?- Zaśmiał się gorzko jeden z nich przyprawiając moje ciało o dreszcze.
-Mam dla was propozycje... Nie ucieknę z resztą i tak mnie dogonicie...- Mówiłam przez łzy. Jeżeli mój plan nie wypali... nie będzie już dla mnie żadnego ratunku. Mężczyźni popatrzyli na siebie i powoli odsunęli zastawiając mi ewentualną drogę ucieczki.
-J-jeżeli mnie puścicie... załatwię wam dziwki... dużo dziwek. w sumie jestem jedną z nich. Wystarczy, ze pojedziecie ze mną na Down Street. -Przygryzłam wargę czekając na ich ruch.
-I ty myślisz ,że ci uwierzymy?-Jeden z nich się zaśmiał.
-Musicie... jeżeli nie... to w dalszym ciągu mnie macie...- Zagryzłam wnętrze policzków. Powoli pokiwali głową, a jeden z nich szepnął coś drugiemu na ucho.
-Dobra. Ale jeżeli nas wkręcasz to przysięgam ci suko marny twój los..- Warknął odsuwając się i otwierając drzwi do właśnie zatrzymującej się taksówki. Wepchnęli mnie do środka i wsiedli. Byłam przerażona ale chociaż miałam nadzieję, że wyjdę z tego cało.

Justin's POV

Po tym, jak Emily wyszła dopiero dotarło do mnie to, co zrobiłem. Nie, żebym żałował, bo zawsze to robiłem i nie przywiązuję do tego zbyt wielkiej wagi ale ..WYSZŁA. Rozumiecie kurwa?! Wszystko co do tej pory osiągnąłem może się zepsuć przez jednego jebanego paparazzi, który znajdzie ją tam, gdzie poszła. Szybko zerwałem się na równe nogi i pomyślałem gdzie mogła pójść. Nie miała wielu takich miejsc , a jednym z najbardziej oczywistych był burdel, w którym wcześniej mieszkała. Zabrałem marynarkę i zbiegłem po schodach wkładając ją.
-Mark!- Zawołałem swojego kierowcę, ponieważ piłem dzisiaj alkohol i nie mogłem prowadzić.
-Słucham Panie Bieber.- Odezwał się głos za mną, a ja lekko podskoczyłem.
-Kurwa wystraszyłeś mnie..-Złapałem się za serce.
-Przepraszam.-Powiedział stojąc w bezruchu z kamienną twarzą. Nie wiem co z tym człowiekiem jest nie tak ale nie wiem czy żartuje, mówi poważnie czy też chuj wie co. 
-Spoko... Zawieziesz mnie na Down Street?- Zapytałem oblizując usta.
-Oczywiście Proszę Pana.- Odpowiedział i skierował się na zewnątrz, zapewne aby odpalić auto. W tym czasie ja włożyłem buty i zabrałem telefon.
-Alison, wychodzę! -powiedziałem do gosposi.- Przypilnuj aby ekipa sprzątająca zrobiła to co do nich należy. Dom ma się błyszczeć, poza tym za to im płace.- Powiedziałem na co pokiwała głową. Później już wyszedłem i wsiadłem na tylne siedzenie auta czekając , aż dojadę na miejsce. Dziewczyna podniosła mi ciśnienie i będzie musiała sprawić, ze ono się zmniejszy.

Emily's POV

Po około 15 minutach byliśmy na miejscu. Powoli wysiedliśmy z taksówki. Moje nogi były jak z waty. A co jeżeli mój kochany alfons ich nie wpuści albo powie, że mnie nie zna? Z trudem przełknęłam ślinę pukając do drzwi, tak dobrze znanego mi domu. Tak jak myślałam otworzyła Megan jedna z największych szmat jakie znam.
-Proszę , proszę... kogo nam tu przywiało...- Powiedziała piskliwym głosem przeżuwając gumę.
-Zamknij się Meg. Muszę pogadać z Georgem..- Przepchnęłam się i skierowałam do jego gabinetu. Wtargnęłam tam bez pukania, czego od razu pożałowałam. Stał półnagi pieprząc od tyłu jakąś dziwkę. Przewróciłam oczami głośno chrząkając. Nie przeszkadzał sobie jednak i doszedł w niej dopiero później się odwracając. Zmierzył mnie wzrokiem zapinając pasek swoich spodni.
-Spierdalaj..- Warknął do dziewczyny, a ta pośpiesznie zebrała swoje rzeczy i wyszła.-Co ty tutaj robisz? Chyba umówiliśmy się ,ze zostajesz u Biebera i nie zawracasz mi dupy?- Powiedział siadając w fotelu.
-Sprawy się skomplikowały... nawet bardzo...- Powiedziałam przygryzając wargę.-Musisz mi pomóc.
-Ja nic nie muszę dziecinko..- Powiedział ze sztucznym uśmiechem.
-Proszę...- Powiedziałam ostatkiem sił, zanim kilka łez nie wypłynęło z moich oczu.
-Dobra... nic nie obiecuje ale mów o co chodzi.- Westchnął.
-Widzisz tamtych kolesi...- Wskazałam przez szybę na ludzi, z którymi tu przyszłam.
-Tak.. co z nimi?- Zapytał przyglądając się im.
-Bo widzisz... Chcieli mnie zgwałcić albo nie wiem co jeszcze... Daj ich do jednego pokoju ze wszystkim dziewczynami.... Oddam ci za to... zrobię co zechcesz.. proszę..- Mówiłam zrozpaczona gotowa upaść na kolana i błagać.
-Nie stać cię.. -Prychnął.
-Zrobię wszystko... proszę...- Jęknęłam masując skronie.
-Dobra.. Mówisz ,że wszystko? -Zmarszczył brwi. Na co w odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową.
-W takim razie poczekaj tutaj...- Powiedział i wyszedł z gabinetu. Moje serce lekko przystopowało swój rytm, a ja opadłam na fotelu dziękując Bogu ,ze to wszystko tak się skończyło.
Nie wiem jak długo tak siedziałam ale zastanawiałam się czego w zamian będzie chciał Georg. Wiedziałam ,ze zawsze był pieprzoną świnią i zrobił z mojego życia piekło, dlatego bałam się jego oczekiwań. Ziewnęłam przeciągając się i patrząc jak wchodzi do środka.
-Więc... czego chcesz w zamian?- Zapytałam.
-Dziewczyny przez najbliższe kilka dni mają wolne... będziesz obsługiwać klientów za nie wszystkie aż nie zbierzesz odpowiedniej sumy..- Oblizał usta.- Myślę, ze to najuczciwsza propozycja.- W sumie miał racje. To było całkiem w porządku ale nie chciałam wracać do bycia dziwką... przynajmniej nie milionów facetów...- Wchodzisz w to?- Zapytał na co ponownie pokiwałam.
-Idź do swojego pokoju... Znowu mieszkasz tam sama. Margaret miała już remont..- Westchnął odwracając się i włączając telewizor. Wstałam i udałam się tam gdzie mi kazał. Zamknęłam za sobą drzwi i położyłam się na łóżku czekajac na nadchodzący dzień i rozmyślając nad wszystkim co się stało.

Justin's POV

Po około godzinie jazdy byliśmy na miejscu. Poprawiłem swój garnitur i wysiadłem z auta kierując się w stronę budynku. Zapukałem lecz nikt mi nie otworzył. Zmuszony byłem wejść sam.Od razu ruszyłem do gabinetu Georga, gdzie akurat się znajdował.
-Jest Emily?- Powiedziałem od progu nawet się z nim nie witając.
-Może by tak dzień dobry?- Zapytał odwracając się w moją stronę.
-Zadałem pytanie.- Nie miałem ochoty na te jego jebane gierki. Wkurwiał mnie i nie miałem ochoty z nim gadać.
-Jest.- Odpowiedział oschle. Ja tylko zawróciłem i poszedłem do jej pokoju bez pukania wchodząc do środka. Dziewczyna zerwała się gdy mnie tylko zobaczyła.
-J-Justin? Co ty tu robisz?- Zapytała podkulając nogi i wciskając się w ścianę.
-Jak to kurwa co?! Przyjechałem po ciebie!- Odpowiedziałem zirytowany. Nie wiem co tak bardzo wyprowadzało mnie z równowagi ale z każdą sekundą robiłem się coraz bardziej wściekły.
-To nie możliwe. Musze zostać i spłacić dług u Georga.- Odpowiedziała kpiącym tonem.
-Jaki znowu kurwa dług?!- Zapytałem, a ona opowiedziała mi wszystko od początku. Byłem zły. Mało. Wkurwiony. Popatrzyłem na nią i trzasnąłem drzwiami wychodząc. Wróciłem do gabinetu robiąc to samo z jego drzwiami.
-Ile jest winna?- Zapytałem od progu oblizując usta.
-Chyba nie chcesz za nią płacić?- Prychnął.
-A jeśli nawet to co? Pytam się ile?- Warknąłem
-10 000$.- Odpowiedział patrząc na mnie zdziwiony.
-Dobra.- Powiedziałem wyciągając telefon i wykonując przelew.- Miło się gadało.- Mruknąłem idąc po Emily.- Wychodzimy.- Powiedziałem podchodząc do niej. Patrzyła na mnie zszokowana.
-Skąd ta pewność ,że chcę z tobą iść?- Zapytała. Westchnąłem siadając obok niej na łóżku.
-Zapłaciłem za ciebie 10 000$. Poza tym nie chcesz tu być. Wiem o tym.- Powiedziałem patrząc jej w oczy.
-Pójdę pod jednym warunkiem.- Powiedziała przygryzając wargę. Uniosłem brew ciekawy jej propozycji.
-Wprowadzam zasadę..zero bicia. Nie masz prawa mnie już uderzyć..- Powiedziała patrząc mi w oczy.
-Okej...- Odpowiedziałem patrząc jak staje i wychodzi. Poszedłem zaraz za nią. Zgodziłem się ale przecież zasady są po to, aby je łamać.

Po około 40 minutach byliśmy pod domem. Wszedłem do niego i powolnym krokiem udałem się do sypialni, gdzie wziąłem prysznic oraz przebrałem w luźną pidżamę. Westchnąłem przeczesując włosy i wychodząc na balkon gdzie zapaliłem papierosa.
-Palenie szkodzi zdrowiu...- Usłyszałem głos za sobą. Byłem pewny, ze to Emily, ponieważ nikt ze służby nie odważyłby się tutaj wejść.
-Jebie mnie to...- Wzruszyłem ramionami zaciągając sie po raz kolejny. Dziewczyna stanęła przede mną,a ja mogłem ujrzeć ją w całej okazałości. Jej włosy były jeszcze wilgotne a ubrana była w jedną z koszuli nocnych od VS, która ostatnio jej kupiłem. Moje oczy dokładnie ją skanowały. Zgasiłem papierosa w popielniczce i podszedłem do niej chwytając ją w biodrach.
-Wyprowadziłaś mnie dziś z równowagi jak nigdy.- Szepnąłem i poczułem jak jej ciało zadrżało.
-I co z tym zrobisz?- Zapytała uwodzicielsko.
-To zależy co możesz mi dać...- Szepnąłem na co z jej ramion spadł szlafrok.
-Wiele..- Powiedziała, a ja nie czekając ani chwili dłużej wpiłem się w jej usta i zaniosłem ją na łóżko. Szybkimi i zwinnymi ruchami pozbyłem się reszty jej ubrań i zacząłem całować jej szyję , a następnie piersi jeżdżąc językiem wokół jej sutków co sprawiało, że cicho jęczała ugniatając kolanem moje krocze. Czułem jak moje ciało napina się pod jej dotykiem. Pozwoliłem jej przejąć na chwilę kontrolę i kiedy ona pozbywała się mojej pidżamy wyciągnąłem z szafki prezerwatywy podając jej jedną. Szybko włożyła ją na mojego kutasa, a ja zawisłem nad nią wbijając się w nią mocno i szybko co sprawiło, że krzyknęła moje imię. Z każdym moim uderzeniem coraz mocniej wbijała swoje paznokcie w moje plecy i jęczała. Lizałem i składałem mokre pocałunki na jej szyli podczas gdy ona wiła się pode mną i kręciła biodrami sprawiając ,ze odczucia były jeszcze mocniejsze. Czułem jak jej ścianki zaciskały się wokół mnie, a przez mój członek zaczęło przechodzić mrowienie, wiedziałem ,ze byliśmy blisko. Przyśpieszyłem tempo uderzając w jej punkt kiedy rozpadła się pode mną, a jaj ciało wygięło w łuk pod wpływem orgazmu, który bądź co bądź zawładnął także mną. Wydałem z siebie warknięcie przedłużając to uczucie tak długo jak tylko mogłem. Po wszystkim opadłem obok niej próbując unormować swój oddech. Przypomniałem sobie moment, w którym ją uderzyłem. Poczułem...poczucie winy?
Nah... Bieber.. Przecież ty nie masz serca.


Od Autora: Joł! Tak więc. wygrał piątek aaale rozdziały będą w weekendy tzn piątek- poniedziałek. Dlaczego? Otóż nowy plan lekcyjny :)))) Tak. też uważam że kulka w łeb i do piachu srdjgslkdhrgkjfdg ugh -.- No ale rozdział jest i bedzie co tydzień ba dum tsy. End Nał. Podziękujcie @huuugmee za to ,że:
a) jest wrzodem na dupie ale ją kocham tak ja wszystkich czytelników <3
b) Dzięku niej jest +18. azała napisać ze na specjalne życzenie)
 Tak więc jak widzicie ja nie gryzę więc walcie do mnie na tt :))) KCKCKCKCKCK 

Ps: Rozdziały będą co tydzień ale jest warynek- Każdy z wask komentuje. Pis Joł.

sobota, 11 stycznia 2014

Chapter Eighteen

Goście przychodzili jeden po drugim. W przeciągu następnych 30 minut dom był pełen ludzi. Byli tu sławni prawnicy i miejscowi przedsiębiorcy. Im bliżej przyjazdu rodziców Justina tym bardziej się denerwowałam. Czułam jak coś przekręca mi się w brzuchu, a serce zaczyna bić coraz szybciej. Nie byłam w stanie wypić ani łyka szampana z kieliszka, który trzymałam już dobre 20 minut. Odłożyłam go i wzięłam głęboki oddech. To było dla mnie za dużo. Nie byłam gotowa ich poznać. W sumie to nawet nie chciałam. Nie jesteśmy z Justinem razem, a z własnego doświadczenia wiem, że rodzice moich partnerów mnie nie lubią. To po prostu nie mogło się udać. Ja- miejscowa prostytutka, której się poszczęściło, miałam udawać dziewczynę Justina Biebera- Największego biznesmena w mieście, a możliwe, że i kraju. To przecież niedorzeczne.Nikt w to nie uwierzy. Justin może mieć każdą dziewczynę. Z trudem przełknęłam ślinę odwracając się. Przeszłam kilka kroków wpadając na kogoś. Uniosłam głowę i ujrzałam Justina. Był tak samo zestresowany jak ja.
-Przepraszam.- Powiedziałam cofając się. Pokiwał tylko głową posyłając mi delikatny uśmiech.- Justin.. ja .. musimy pogadać.- Powiedziałam patrząc na jego zmieszany wyraz twarzy.
-Okey..- Powiedział opierając się o ścianę i patrząc na mnie.
-Na osobności..- Powiedziałam oblizując usta.
-To aż tak ważne? Nie możemy porozmawiać o tym jak już wszyscy pójdą?- Zapytał podchodząc do mnie bliżej. Przymknęłam oczy próbując uspokoić swój oddech.
-Nie Justin. Nie może.- Powiedziałam stanowczo napotykając się z jego zimnym, surowym i pełnym władczości spojrzeniem.
-Więc chodźmy..- Wychrypiał podchodząc do Marka i szepcząc mu coś na ucho. Ten pokiwał głową,a Bieber ruszył schodami na górę. Poszłam zaraz za nim uważając aby się nie przewrócić. Weszliśmy do jego gabinetu,a chłopak zamknął za nami drzwi. Usiadłam na blacie biurka i założyłam nogę na nogę obserwując jego ruchy.
-Więc... O czym chciałaś porozmawiać?- Zaczął Bieber stając przede mną z założonymi rękami. 
-To się nie uda... - Powiedziałam na wydechu. Justin zmarszczył brwi obdarzając mnie swoim słynnym lodowatym spojrzeniem.
-Nie uda się co!? - Delikatnie uniósł głos.
-Wszystko... Nikt w to nie uwierzy. To nie może się udać Justin...- Oznajmiłam biorąc głęboki wdech. Chłopak stał w bezruchu po chwili chichocząc.
-Masz rację...nikt. Może oprócz tych 150 osób, które przed chwilą życzyły mi jebanego szczęścia w związku!- krzyknął na co się wzdrygnęłam.
-Ne krzycz na mnie do cholery!- Odpowiedziałam tym samym tonem co on. Podszedł do mnie i chwycił za gardło.
-Będę robił co tylko mi się podoba.!!- Warknął zaciskając dłoń. Powoli zaczęłam się dusić.-Zrozumiano kurwa!?- Zapytał na co wydusiłam z siebie coś brzmiącego jak "tak". Bieber uśmiechnął się szeroko w końcu mnie puszczając. Opadłam na podłogę tracąc czucie w nogach. Zachłysnęłam się powietrzem głęboko oddychając i masując szyję.- Posłuchaj księżniczko... Masz prawa ale masz też i obowiązki. Jednym z nich jest słuchanie tego co mówię i robienie tego, co ci każę bez sprzeciwów. -Mówił nachylony nade mną z obłąkaniem w jego oczach. Dopiero teraz zauważyłam, że jego źrenice pociemniały i powiększyły się. Drżąc ze strachu na podłodze, nieśmiało pokiwałam głową.Wtedy to doszło do mnie, jak przerażająca jest ta ciemniejsza strona Justina. Ta, którą ukazywał gdy któraś z jego uległych sprzeciwiła mu się. A ja? Byłam kolejną z nich. Najgorsze jest to, że na własne życzenie.Nikt nie zmuszał mnie abym wsiadała do jego auta.  Bałam się. Tak cholernie się bałam...
                                           
                                                                 *Justin's POV*                                                               

Ja pierdole! Co ja robię!? Nie chciałem jej tak wystraszyć. Mogłem wyładować się na czymś innym nie na niej. Ale cóż. Zawsze robiłem to na kobietach. Jestem zimnym skurwielem bez uczuć. I wiecie co w tym najlepsze? Dobrze mi z tym. Ale oprócz tych wszystkich- w oczach innych złych- cech jestem wychowany na uczciwego przedsiębiorcę, pracodawcę, pracownika i miliony innych . W interesach jestem uczciwy. Zapomniałem, że "związek" z Emily jest w pewnym sensie interesem. Ostatnio obiecałem jej, że przez miesiąc pomogę jej się w tym wszystkim połapać. Zawsze dotrzymuję obietnic. Tej także dotrzymam. Muszę tylko naprawić to co teraz zjebałem. Kucnąłem przy jej drobnym ciele, które było zwinięte w kolke i całe drżało.
-Emi- Próbowałem coś powiedzieć ale przerwała mi.
-Zostaw mnie!- Krzyknęła, a z jej dużych brązowych oczu wytoczyły się łzy, które wyznaczyły wilgotne linie na jej pobladłych policzkach.
-Emily.. przepraszam. J-Ja nie chciałem...- Powiedziałem z trudem przełykając ślinę i spuszczając głowę.
-Gówno Prawda! Chciałeś!-Krzyknęła wstając na równe nogi.- Bardzo dobrze wiedziałeś co robisz. Ale nie dziwmy się. Każdą ze swoich dziwek tak traktowałeś. Dlaczego w ogóle pomyślałam ,że przy mnie mógłbyś się inaczej zachowywać?!- Powiedziała siadając na blacie mojego biurka i chowając twarz w dłoniach.
-Masz racje.- Odpowiedziałem wstając do jej poziomu.
-Tylko tyle? Tylko tyle masz do powiedzenia?- Powiedziała unosząc głowę.
-A czego ty oczekujesz? Wiedziałaś na co się piszesz. Pomimo tego wszystkiego co ci powiedziałem nadal tu jesteś. Nikt nie kazał ci wsiadać do mojego auta. Sama to zrobiłaś.- Powiedziałem zaciskając szczękę.
-Gdybym wtedy wiedziała ,że to wszystko będzie tak wyglądać nigdy bym tego nie zrobiła. Trzymałabym się od ciebie z daleka. Jesteś pierdolonym psychopatą. Zasypiam ze strachem ,że następnego dnia znajdą mnie w twojej piwnicy pociętą na kawałki.- Powiedziała machając rękami. Zaśmiałem się gorzko oblizując przy tym usta.
-Nie mam piwnicy. -Powiedziałem wbijając w nią swoje surowe spojrzenie.-Ale czasem żałuje bo mogłaby się przydać.- Warknałem.
-Jesteś nienormalny.Powiniemeś się leczyć!- Wysyczała.
-Gówno mnie obchodzi co sobie o mnie myślisz. Poza tym.. Czego ty się spodziewałaś? Że zabiorę cię do siebie do domu, wybuchnie wielka miłość ,wyjdziesz za mnie będziemy mieć gromadkę dzieci i psa?! Myliłaś się suko! Wy kobiety jesteście tak głupie i naiwne. Nadajecie się tylko do pieprzenia. - Powiedziałem tym samym tonem co ona.
-Dlaczego jesteś takim skurwysynem, co?! Powiedz mi. Może wtedy będę wiedziała jaki jest z tobą problem!- Powiedziałą podchodząc do mnie bliżej.
-Problem jest jeden. Jesteś małą wkurwiającą szmatą.- Warknąłem popychając ją na ścianę i wychodząc z pokoju. Będąc za drzwiami poprawiłem krawat i włosy po czym zszedłem na dół.Przywitałem nowych gości i uśmiechałem się do każdego. Byłem mistrzem ukrywania emocji, choć założę się , że moja twarz była lekko zaczerwieniona ze złości. Poczułem czyjąć rękę na swoim ramieniu co sprawiło ,ze szybko się odwróciłem.
-Synu..- Powiedziała moja matka uśmiechając się do mnie radoście.
-Mamo..- Powiedziałem przytulając ją, a następnie ściskając rękę ojca.
-A gdzie jest Emily? -Zapytała mama marszcząc czoło i rozglądając się po domu.
-Zrobiło jej się słabo i poszła na chwile się położyć.- Skłamałem oblizując usta.
-Mam nadzieję ,ze to nic poważnego..- Powiedziała cicho, głosem pełnym troski.
-Też mam taką nadzieję.. -Westchnąłem wsadzając ręce do kieszeni, ale mrożące spojrzenie matki sprawiło ,że szybko je wyciągnąłem.- Zaprowadze was do stołu.- Powiedziałem chywtając moją matkę pod rękę i prowadząc do reszty gości. Wszystko szło po mojej myśli... Jest tylko jeden problem... Gdzie do kurwy jest Emily!?

*Emily's POV*

Gdy tylko Justin wyszedł wstałam i weszłam do swojego pokoju. Miała tego wszystkiego serdecznie dość. Nie chcaiałam iść na tą całą imprezę ale nie jestem taką suką za jaką mnie uważa. Naprawiłam swój makijaż i rozczesałam włosy. Gotowa stawić czoła wszystkiemu co spotka mnie na dole nałożyłam na swoją twarz sztucznu uśmiech i zeszłam po schodach na dół. Doszło wielu ludzi co sprawiło ,że pozułam się jeszcze bardziej przestraszona niż wcześniej. Nerwowo zaczęłam trzeć dłonie i wzrokiem szukać Justina. Znalazłam go stojącego na gońcu salonu z dwójką starszych ludzi. Wyglądał na szczęśliwego i beztroskiego. Jego bipolarność była jego zaletą. Nie wiem czy nauczył się tego dzięki interesom i temu ,że musiał zachować "pokerową twarz" ale był mw tym cholernie dobry. Nie dziwię się ,ze tyle osiągnął. Potrafi zmanipulować człowieka jak nikt inny. Głośno odetchnełam i pewnym krokiem ruszyłam w ich stronę.
-Państwo Green?- Zapytałam stojąc tuż za nimi. Szybko poczułam na sobie przeszywajace mnie na wylot spojrzenie Justina.
-Och Emily!- Powiedziała jego mama przytulając mnie, co oddałam z takim samym szerokim uśmiechem co ona.- Cieszę się ,że cię widzę.- Powiedziała puszczając mnie.
-Cała przyjemność po mojej stronie Pani Green.- Powiedziałam oblizując usta.- Panie Green..- Kiwnęłam głową w jego stronę , co odwzajemnił.
-Och słonko.. Mówiłam ci żebyś mówiła do nas po imieniu..- Zachichotała. Ta kobieta była niesamowita. Tak ciepła, tak dobra, a przede wszystkim miała w sobie tyle klasy...
-Um..dobrze.. Alyson?- Powiedziałam niepewnie na co kiwnęła.
-Już wszystko w porządku? Justin powiedział nam ,ze źle się poczułaś..- Powiedziała , na co spojrzałam na ukrywającego swoje uczucia Justina.
-Tak, dziękuję za troskę. Po prostu miałam dość...Ciężką noc..- Westchnęłam.
-Rozumiem.. -Alyson uśmiechnęła się przyjaźnie.- Chodź Jake..P[rzywitamy się z resztą..- Powiedziała do swojego męża i odeswzła z nim w głąb domu, znikając z nim w tłumie.
-W co ty co cholery grasz?!- Warknął Justin ściskając moją dłoń tak, ze krew przestała do nie dopływać. 
-W nic! Cholera Justin puść mnie.- syknełam cicho z bólu. Na całe szczęście puścił i odetchnął, co pozwoliło mu ochłonąć.
-Dobra.. ale jeżeli coś kombinujesz to poniesiesz ostre konsekwencje.- Szepnął mi do ucha.
-Nic nie kombinuje.. Najwyraźniej nie jestem taką suką jak uważasz..- Także szepnełam chwytając jego dłoń i idąc z nim do stołu z szerokim uśmiechem na twarzy. Co z tego ,że był fałszywy? Ważne ,że nikt się nie połapał. Ludzie wznosili toasty, rozmawiali, gratulowali nam i dobrze się bawili, łącznie z Justinam. A ja? Ja cierpiałam przy każdym słowie dziękuję, świetnie, Kocham cię, czy też gdy musiałam całować się z Justinem. Czułam jak wypala mi twarz. Miałam wtedy ochotę rzucić to wszystko w cholere i wyjść bez słowa pożegnania. Goście powoli opuszczali dom i robiło się w nim pusto. Z jednej strony dziękowałam Bogu, że to wszystko już się skończyło, lecz z drugiej bałam się co Justin zrobi gdy zostaniemy sam na sam. Udałam się na górę i przebrałam w luźniejsze ciuchy. Chciałam pomóc przy sprzątaniu ale zostało mi to zabronione, możecie się domyśleć przez kogo. Usiadłam na łóżku i włączyłam telewizor równo z otwierającymi się drzwiami. Spojrzałam w ich stronę i odłożyłam pilot widząc w nich Justina.
-Mogę wejść?- Zapytał będąc już w pomieszczeniu.
-Skoro już tutaj jesteś..- Westchnęłam.
-Nie bądź suką..-Powiedział siadając na łóżku obok mnie.
-Znowu zaczynasz? Jak tak to najlepiej stąd wyjdź.- Przewróciłam oczami.
-Nie zapominaj kurwa ,że to jest mój dom.-Warknął.
-Nie unoś się tak Bieber..- Mruknęłam. Pewnie zastanawiacie się , skąd ten mój nagły przypływ odwagi.. Trochę kokainy nikomu nie zaszkodziło..
-Na twoim miejscy uważałbym na słowa..- Syknął patrząc mi prosto w oczy.
-Bo co mi zrobisz? Zgwałcisz? Całe swoje życie tak pracowałam. Bądźmy szczerzy.. nic nie możesz mi zrobić. Jesteś po prostu zagubionym dzieckiem , który chce zniszczyć zycie każdej kobiecie i pokazać jej, że jest nikim. To dlatego ,że twoja matka oddała cię do adopcji , czyż nie tak, Bieber?- Zaśmaiałm się drwiąco.
-Nic o mnie nie wiesz..- Warknął kręcąc głową.
-To może mi powiesz, co? Przestań żywić mnie tymi swoimi kłamstwami straszyć!- Wrzasnęłam, przez co mój prawy policzek wszedł w kontakt z jego lewą pięścią. Odrzuciło moją głowę, a ja upadłam na poduszki. Łzy zaczęły wypływać z moich oczu.-Proszę! Uderz jeszcze raz skurwielu!-Bardzo szybko po tym, ponownie oberwałam. Szybko zerwałam się na równe nogi.-Wiedziałam ,ze to zrobisz.. Jesteś nikim tylko kupą gówna. Przemoca niczego nie osiągniesz. Jesteś nikim! Rozumiesz? Nikim!- Wykrzyczałam mu w twarz wychodząc z pokoju i idąc na dół. Włożyłam swój płaszcz i buty, wychodząc na dwór. Ruszyłam ścieżką do drogi i szłam poboczem do miasta. Przemierzałam oświetlone ulice Nowego Jorku cicho płacząc. To całe moje pierdolone życie. Zawsze muszę trafiać na psychopatów i innych popierdoleńców.Najgorsze jest to, że wsiadając do samochodu Justina pomyślałam o tym ,ze moje życie wreszcie się zmieni, że będę mogła żyć jak zwyczajna dziewczyna i nie martwić się ilu klientów dziennie będę miała. Chciałam się od tego wszystkiego uwolnić. Miałam szczerze dość. Weszłam do jednego ze sklepóc całodobowych i kupiłam w nim butelkę wódki. Kontynuowałam moją drogę popijając ją. Nie wiedziałam dokąd idę i gdzie obecnie jestem. Mimo wszystko ucieczki z domu Justina nie uważałam za błąd. W sumie cieszyłam  się ,że moje życie wreszcie się ustabilizuje.
-Hej Mała!- Usłyszałam głos jakiegoś chłopaka, co sprawiło ,ze się rozejrzałam. Z jednej z z uliczek wyszło kilku pijanych mężczyzn. Przyśpieszyłam lekko krok aby im uciec ale to nie działało. Słyszałam ich kroki coraz głośniej gdy nagle poczułam jak ktoś przyciska mnie do ściany.
-Gdzie się tak śpieszysz kochamie..- Szepnął jeden z nich wypuszczając na mnie powietrze pachnące alkoholem. Moje ciało zadrżało. Zmieniam zdanie. To był błąd.

Od Autora: Tak więc. Zbyt rzadko dodaje rozdziały i stwierdziłam ,ze zrobę taką akcje: W komentarzach napiszcie jeden dzień tygodnia w którym mam dodawać rozdziały. Obiecuje ,że będę się go trzymać, chyba ,ze wypadnie mi serio coś ważnego. Ten który będzie najczęściej wymieniony- W ten będę dodawała. Odpada tylko Środa bo kończę lekcje o 17.00 :c.
Tak , więc. Dziękuję za życzenia tym , którzy mi je złozyli i wgl. Rozdział jest za krótki moim zdaniem ale za to następny napiszę dłuższy.. teraz po prostu mało czasu...Mam nadzieję ,ze nie zawaliłam AŻ tak.. to chyba na tyle. 
ZAPISUJCIE SIĘ DO ZAKŁADKI ,,INFORMOWANI" ORAZ PODAWAJCIE MI SWOJE BLOGI W ZAKŁADCE ,,INNE OPOWIADANIA"!

sobota, 21 grudnia 2013

*Liebster Award *

Zostałam nominowana do Liebster Award Blog przez http://to-the-end-of-my-days.blogspot.com
 Dziękuje <3



Nominacja do Liebster Award Blog jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za
''dobrze wykonaną robotę''. po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.


Pytania:


1. Dlaczego założyłaś bloga ?
W sumie to dobre pytanie. Założyłam go ponieważ pragnęłam napisać jedną z historii, która od dłuższego czasu siedziała mi w głowie :)
2. Ile masz lat ?
Tu du du dum! Otóż mam 13 Lat. NO H8Ale już 6 Stycznia wielka 14 xD
3. Co lubisz najbardziej robić ?
Czytać książki.. Pisać rozdziały no i spotykać się z przyjaciółmi chyba jak każda nastolatka :D
4. Ulubiona piosenka Justina ?
Nie mam. I to jest odpowiedź na którą każdy mówi że :Nie! Jak to?! Musisz mieć jakąś! Ale nie mam. Po prostu kocham każdą piosenkę Justina. Są tak emocjonalne ,ze nie da się lubić którejś bardziej. Wszystkie są inne i na swój sposób piękne. Wszystkie opowiadają inne historie. :)
5. Masz jakiegoś zwierzaka ?
Kota i 2 Psy :)
6. Ile czytasz opowiadań o Justinie ?
O Boże! Pogubiłam się przy 28 hahaha Serio czytam ich tak dużo ze to szok. Ale jest jedna sprawa ,że czytam same tłumaczenia :) Ewentualnie wchodzę na justinbieberfanfictionplus.com i czytam po angielsku :)
7. Od kiedy jesteś Belieber ?
Niestety z wielkim bólem serca mówię ,ze rok i kilka miesięcy :) żałuję ,ze nie byłam Belieber kiedy Justin był 16 z grzywką przed mutacją :')
8. Dlaczego zostałaś Belieber ?
Hahhaha w sumie... Moja znajoma jest Belieber no i chciałam ją wrobić ze też jestem. Obejrzałam NSN żeby wiedzieć coś na jego temat.. wiecie żeby zaszpanowaćW i lepiej ją wrobić..... Tak ją wrobiłam ,ze na nastepny dzień już zakładałam twittera i dawałam follow wszystkim z ekipy Justina xD No wkręciłam się i to bardzo <3 teraz nie wyobrażam sobie życia bez Justina i jego muzyki <3
9. Twoje hobby ?
Justin jest odpowiedzią na wszystkie pytania haha xD nie wiem jakoś nie mam jednej rzeczy takiej... No chyba że kolekcjonowanie i obklejanie plakatami idola ścian w pokoju...To wtedy mam xD
10. Jaki jest twój ulubiony kolor ?
Fiolet! 
11. Twoje ulubione miejsce ?
Dom Justina lol xD Ale tak na serio to Chyba mój dom xD

Niestety nie będę nominować bo czytam tylko tłumaczenia i wszystkie mają tego pełno.... :c

sobota, 30 listopada 2013

*Chapter Seventeen*

Emily's POV

Obudziły mnie, promienie słońca wpadające przez odsłonięte rolety. Ziewnęłam głośno i przeciągnęłam krzywiąc się. Siniaki, które zrobił mi Justin nadal bolały, a wczorajsze zajście temu nie pomogło. Doszły za to następne na biodrach. Westchnęłam ściągając nogi z łóżka i okręcona prześcieradłem wybiegłam z pokoju zabaw do swojego. Miałam szczęście, ze nikt mnie nie widział. To byłoby...żenujące? Tak, myślę ,że to dobre określenie dla takiej sytuacji. Zrzuciłam z siebie materiał i poszłam do łazienki odkręcając wodę. Przejrzałam się w lustrze. Mój makijaż był lekko rozmazany, a włosy poplątane. Westchnęłam wchodząc do wanny z gorącą wodą. Dokładnie umyłam całe swoje ciało i wyszłam owijając się w puszysty, biały ręcznik. Wyszłam tak z łazienki i skierowałam do garderobyWyciągnęłam z niej krótką, kremową sukienkę i szpilki w takim samym kolorze. Rozczesałam włosy i zostawiłam rozpuszczone, po czym wyszłam z pokoju. Skierowałam się do salonu ale nikogo tam nie znalazłam. Z nadzieją ,że nie jestem sama poszłam do kuchni. Bingo! Krzątała się po niej Alison.
-Dzień Dobry!- Powiedziałam siadając na wysokim krześle przy blacie.
-Dzień Dobry kochaniutka... Jak się spało?- Zapytała wsadzając jakieś mięso do piekarnika.
-Umm.. Dobrze,dziękuję.- Odpowiedziałam szeroko się uśmiechając.
-Zjesz coś?- Zapytała otwierając lodówkę. Wstałam i podeszłam do niej patrząc przez jej ramię.
-Jeju.. ile jedzenia..-Szepnęłam otwierając szerzej oczy. Tam było dosłownie wszystko.
-Mark był dzisiaj na zakupach. Pan Bieber go wysłał, ponieważ wieczorem mają przyjść jacyś ważni goście..-Uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Dziwne.. nic mi nie mówił.. ale to nic.. zapewne masz dużo roboty. Nie przeszkadzaj sobie ja zjem coś na mieście. I tak muszę wyjść załatwić kilka spraw.. -Westchnęłam i wróciłam na górę do swojego pokoju zabierając torebkę, a następnie wychodząc z domu. Rozejrzałam się po placu szukając Marka. Wzięłam głęboki wdech i poszłam w stronę męzczyzny, który rozmawiał z Paul'em.
-Witajcie.. -Powiedziałam z uśmiechem spoglądając na Paula. Puścił mi oczko, na co zachichotałam.
-Panno Wood.-Mark skinął delikatnie głową patrząc w moją stronę.
-To ja już lepiej wrócę do pracy.. -Paul zaśmiał się i wrócił do ogrodu.
-Mark.. mam do ciebie prośbę...- Powiedziałam przygryzając delikatnie dolną wargę i patrząc na mężczyznę.
-Jestem do Pani usług Panno Wood..- Powiedział uśmiechając się nieznacznie. Wow. To dopiero wyczyn , szczególnie u tak poważnego mężczyzny jak on. W sumie to chyba drugi raz ,odkąd go znam, gdy to zrobił.
-Mógłbyś zawieźć mnie do pracy Justina?-Zapytałam z uśmiechem i nadzieją spoglądając w jego oczy.
-Oczywiście, tylko najpierw muszę zadzwonić do Pana Biebera i go o tym powiadomić-Powiedział wyciągając z kieszeni swoją komórkę.
-Mark, nie, czekaj.. -Zatrzymałam go.- Chodzi o to, że nie chcę aby Justin o tym wiedział... taka niespodzianka.. -Powiedziałam ponownie z nadzieją na niego patrząc.
-Pan Bieber wyraźnie powiedział,żemam go informować o każdym Pani ruchu oraz odwiedzinach.- Powiedział jak dla mnie zbyt oficjalnie. Przewróciłam oczami.
-Może i tak ale jestem pewna ,że nie miałby Ci tego za złe.Tym bardziej, że potrzebuje małej przerwy w pracy.. -Powiedziałam licząc ,ze może w końcu mi się uda. Mark zamyślił się po chwili głośno wzdychając.
-Niech Pani wsiada.. -Powiedział zrezygnowany i otworzył mi drzwi od samochodu.
-Dziękuję.-Prawie pisnęłam wsiadając i kładąc swoją torebkę na kolanach. Mężczyzna wsiadł na miejsce kierowcy i odpalił auto wyjeżdżając na drogę,a następne autostradę. Nerwowo stukałam palcami o kolana czekając aż dojedziemy. Muszę iść do Justina i zapytać o co chodzi z tymi gośćmi i czemu nic o tym nie wiem. Fakt. Jestem tylko jego dziwką ale powinnam wiedzieć o takich rzeczach. Westchnęłam i oparłam wygodnie głowę patrząc przez szybę. Po około godzinie wreszcie dojechaliśmy. Korki były niesamowicie duże. Wysiadłam z auta i powiedziałam Mark'owi aby na mnie zaczekał. Nie miałam w planie długo tam siedzieć. Chcę po prostu zapytać i wrócić. Weszłam do ogromnego biurowca i skierowałam się do recepcji.
-Dzień Dobry, gdzie jest gabinet Pana Biebera? -Zapytałam wytapetowanej blondyny, której ogromne-zapewne sztuczne- piersi były zbytnio widoczne.
-A była Pani umówiona?- Zapytała swoim piskliwym głosem.
-Nie, ale jestem partnerką Pana Biebera więc proszę mnie po prostu wpuścić...- Mruknęłam zirytowana.
-Pozwoli Pani, że zadzwonię do Pana Biebera i o Panią zapytam.-Powiedziała dzwoniąc. Po chwili zakończyła rozmowę i spojrzała na mnie zabójczym wzrokiem.
-10 piętro.Pokój numer 169-Mruknęła.Och co za ironia.Bez słowa odwróciłam się i ruszyłam w stronę windy, która zawiozła mnie na odpowiednie piętro. Wyszłam z niej i skierowałam się do pokoju. Zapukałam i słysząc odpowiedź weszłam do środka. Justin siedział przy biurku jak zwykle w  garniturze i krawacie. Powoli oblizałam usta i kręcąc biodrami podeszłam do niego. Rzuciłam torebkę na kanapę i usiadłam na krześle zakładając nogę na nogę. Spojrzałam na Justina, który przyglądał mi się nic nie mówiąc.
-Niespodzianka..-Uśmiechnęłam się patrząc na niego.
-Co ty tutaj robisz?- Powiedział ozięble. Otworzyłam szerzej oczy.
-Przyszłam cię odwiedzić , a co nie można? -Uniosłam jedną brew, na co brunet przeczesał swoje włosy dłonią.
-Nie. Nie można. Cholera najpierw widzą nas paparazzi a teraz przychodzisz do mnie do pracy i mówisz sekretarce,że jesteśmy razem. Brawo Emily. Jesteś kurwa mistrzem!- Krzyczał. Cholera... nie pomyślałam.
-No kurwa przepraszam! Nie pomyślałam!-Odkrzyknęłam podnosząc się razem z nim.
-Nie krzycz na mnie suko!- Odpowiedział.
-To samo tyczy się i ciebie "Panie"!- Odpowiedziałam drwiąco. Bieber złapał się za nos i spuścił głowę głośno oddychając.
-Jesteś taką suką Emily.. -Wysyczał przez zęby.
-Ale pieprzyć mnie lubisz.. -Powiedziałam tym samym tonem.
-Bo takie są najlepsze..- Puścił mi oczko. Odwróciłam głowę idąc po torebkę.
-Przegiąłeś Justin... A i jeszcze jedno.. Dziękuję ,ze powiedziałeś mi o swoich ważnych gościach.. - Zaśmiałam się ironicznie i skierowałam w stronę drzwi.
-Stój.- Powiedział, na co się odwróciłam.Westchnął głośno i usiadł na swoim krześle.Zawróciłam i usiadłam przed nim.
-Więc.. zamierzałeś mi w ogóle powiedzieć? -Uniosłam jedną brew.
-Tak, jak wrócę z pracy.-Przewrócił oczami.
-Fajnie ,ze miałabym dużo czasu żeby się przygotować.. -Prychnęłam.
-Daj już spokój...-Wstał i podszedł do mnie.- Wiesz ,że jesteś wkurwiająca?- Uniósł jedną brew chichocząc.
-Dzięki.. -Przewróciłam oczami po chwili także się śmiejąc.
-A wracając do przyjęcia... Przyjdą różni przedsiębiorcy..i- Nie odpowiedział wzdychając.
-I?- Zapytałam wstając i siadając na jego biurku.
-Moi rodzice.. -Powiedział przygryzając wargę. Moja szczęka lekko opadła.
-O cholera.. To... może ja gdzieś pójdę na przykład do hotelu,a ty powiesz ,ze musiałam jechać do rodziny.. -Mówiłam , a Bieber zaczął się śmiać.-Co w tym takiego śmiesznego ? -Zapytałam.
-Ty.. -Odpowiedział podciągając spodnie.- Całe to przyjęcie jest powitaniem ciebie.. Wiesz.. Musiałem coś wymyślić z tą sprawą no i.. Musisz udawać moją dziewczynę..- Powiedział ściskając usta w cienką linię.
-Co?- Spojrzałam na niego zszokowana.
-To co słyszałaś...- Odpowiedział i poszedł po telefon.- Poczekaj chwilę zaraz wracam..- Mruknął odbierając połączenie i wchodząc do sali konferencyjnej.Czekając , aż wyjdzie zaczęłam przeglądać zdjęcia i dyplomy wiszące na ścianach. W sumie ten gabinet był całkiem przyjemny. Westchnęłam kładąc się na kanapie i skubiąc paznokcie. Po jakichś pięciu minutach usłyszałam trzaskanie drzwi. Uniosłam się i ujrzałam blondi, która przyniosła kawę. Dalej leżałam na kanapie. W tym samym momencie szedł Justin.
-Kochanie..- Mruknęłam wstając i podchodząc do niego.Bieber był lekko zmieszany ale także podszedł i chwycił mnie za biodra.- Jedziesz ze mną na lunch?- Zapytałam przygryzając wargę.
-Jasne.. W sumie to wracam z tobą do domu bo tu nic ciekawego sie nie dzieje.. -Westchnął odsuwając się.Spojrzałam na czerwoną ze złości blondynę i uśmiechnęłam się szeroko.
-Kawa nie będzie już chyba potrzebna kochanie..- Zachichotałam i wyszłam za Justinem z pomieszczenia. Zjechaliśmy na dół windą i wsiedliśmy do auta. Siedziałam z tyłu razem z Justinem gdy mój brzuch głośno zaburczał...Ups..nic nie zjadłam..Brunet spojrzał na mnie.
-Co dzisiaj jadłaś?- Zapytał zaciskając szczękę.
-Nic..- Szepnęłam patrząc na niego.
-Jak wrócimy do domu to szykuj się , że wpierdolę ci całą lodówkę do buzi..- Warknął.
-Dobra już się tak nie spinaj..- Mruknęłam przewracając oczami.Po jakiejś godzinie byliśmy na miejscu. Wysiadłam i zabrałam swoją torebkę udając się na górę do pokoju.Zdjęłam szpilki i rzuciłam się na łóżko myśląc o tym co założę na przyjęcie. Musiało być to coś skromnego ale i ekskluzywnego. Szybko zerwałam się wbiegając do garderoby i wyciągając czarną koronkową sukienkę. Do niej wybrałam czarne lakierowane szpilki. Pobiegłam do łazienki i zaplotłam moje włosy w kłosa. Do tego zrobiłam delikatny makijaż i przebrałam się. Łącznie wszystko zajęło mi dobrą godzinę. Zamknęłam za sobą sypialnię i zeszłam na dół. Cała służba i kilka wynajętych "kelnerek" krzątało się po domu. Wszystko było już ustawione na stołach, a Justin stał przed lustrem poprawiając krawat. Uśmiechnęłam się szeroko i podeszłam do niego.
-Już się tak nie przeglądaj bo się w sobie zakochasz.. - Zaśmiałam się i dźgnęłam go w ramię.
-Po prostu chce dobrze wypaść.. Emily jak coś pójdzie nie tak to wszystko się sypnie i jestem skończony..- Powiedział stłumionym głosem.
-Będzie dobrze..- Powiedziałam oblizując usta.
-Mam nadzieje..-Westchnał, po czym usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie i podeszliśmy do nich otwierając je. Cholera. Coraz bardziej się boję.
Od Autorki: YaY jest 17. dbflskbgsdbgdbgd dzis wchodze i mam ponad 15 000 wejsć omfg.. jesteście wspaniali... martwi mnie jednak ze z 33 komentarzy spadliście na 17.. no cóż.. Dajcie swoją opinie :) poza tym..CRAZY NEWS GUYS! w Zakładce ogłoszenia znajdują się ogłoszenia!(fucking logic) to do następnego.. tak mi się wydaje :))

*Bohaterowie*

 Justin Bieber- 20 lat. 




Emily Wood- 18 lat



Mark Trammel- Szofer


Paul Hopkins- Ogrodnik


Alyson Jenner- Pani Domu


Alice Green- Matka


Jake Green- Ojciec



Sam Cross- Strażnik


sobota, 16 listopada 2013

*Chapter Sixteen*

Justin's POV

Dość szybko znalazłem się pod domem. Zajęło mi to stosunkowo niewiele czasu biorąc pod uwage fakt, iż wstąpiłem do sklepu. Potrzebowałem nowej paczki papierosów. Ostatnie cztery sztuki wypaliłem w przeciągu godziny. Westchnąłem dopalając następnego i wychodząc z auta. Trzasnąłem drzwiami idąc do bagażnika i wyciągając z niego walizki pełne ciuchów. Chwyciłem je i wniosłem do domu rzucając na podłoge. Ściągnąłem swoją marynarkę i zawiesiłem ją wchodząc do salonu. Zobaczyłem Emily siedzącą -prawdopodobnie- w samym szlafroku. Z trudem przełknąłem ślinę.
-Emily? Co tak siedzisz? - zapytałem podchodząc do niej bliżej i uśmiechając się. Dziewczyna jednak nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się szeroko unosząc rękę w której trzymała posrebrzane kajdanki, które zrobiłem na zamówienie u najdroższego jubilera w mieście. Zapłaciłem za nie kilka tysięcy ale nie żałuje. Są po pierwsze mocne, a po drugie nie podrażniają skóry i nie zostawiają na nadgarstkach czerwonych śladów. Patrzyłem na dziewczynę delikatnie rozchylając wargi i nawilżając je językiem. Byłem w totalnym szoku. Myślałem, że będzie cicho siedziała w kącie i ignorowała mnie -co by mnie wkurwiło- ale nigdy, że zrobi coś takiego.
-Chodź..Przecież tego chciałeś...- szepnęła wstając i podchodząc do mnie ,uwodzicielsko kręcąc biodrami i pewnie, stawiając kolejne kroki w zabójczo wysokich ,czarnych szpilkach. Jej włosy były rozpuszczone co jeszcze bardziej mnie podniecało. Zawiesiła ręce na mojej szyi i przygryzła płatek mojego ucha. Cicho syknąłem czując jak moje mięśnie się napinają. Ułożyłem swoją lewą dłoń na jednym z jej pośladków ściskając go. Dziewczyna wyprostowała się drżąc. Zachichotałem puszczając ją i odchodząc do kuchni.
-Myślisz , że wszystko ukryjesz? -zapytałem nalewając sobie whiskey.
-Ukryje co? -zapytała podchodząc i rzucając kajdanki na stół. Widać, że była zła. Pewnie nasuwa wam się pytanie... Dlaczego stoisz w kuchni pijąc whiskey, a nie pieprzysz ją chociażby na podłodze? Odpowiedź jest prosta. Ona się denerwuje. Czułem jej strach gdy tylko jej dotknąłem. Z tego seksu nic by nie było.
-Nie ukryjesz swojego strachu..- westchnąłem biorąc kolejnego łyka, który delikatnie szczypał moje gardło.
-Cholera jasna... Justin chcesz mnie pieprzyć? Przecież powiedziałeś mi, że od tego tutaj jestem... Prosze.. -powiedziała wskazując na siebie. Pokręciłem głową z rozbawienia.
-Ty nadal nic nie rozumiesz...-westchnąłem. -Tu chodzi o korzyść dwóch stron... Nie tylko moją. Bez czerpania korzyści przez ciebie, ja też nie będę ich czerpał. Poza tym.. Jeżeli nie jesteś spięta wszystko łatwiej i sprawniej idzie.. -uśmiechnąłem się. Powoli podszedłem do oparcia kanapy i usiadłem na nim i poruszyłem dłonią dając znak Emily aby podeszła. Zrobiła to , a ja chwyciłem ją za biodra przyciągając ją tak, że usiadła na mnie okrakiem. Spojrzałem jej w oczy, chowając pasmo włosów za ucho.
-Nie musisz się mnie bać... Obiecałem ci, że przez jakiś czas nie będzie kar... Jest tylko jeden warunek.. Musisz robić to o co cie poprosze.. Ja będę robił to co ty chcesz... Oczywiście musi być to wykonalne.. -powiedziałem.-Rozumiesz? -zapytałem patrząc jak na jej twarz wpełza delikatny uśmiech, a jej ciało się rozluźnia.-Nie moge uwierzyć, że byłaś prostytutką... Nie zachowujesz się jak one.. Nie wyglądasz jak one...- Powiedziałem przechylając głowę na bok.
-Przy tobie jest co innego niż przy tamtych facetach... Ty jesteś inny... Inaczej sie przy tobie czuje.. I nie mam presji.. Nie muszę zarobić pieniędzy aby iść się naćpać lub upić..-westchnęła spuszczając głowę.
-Okey... Nadal masz ochotę na seks? - zapytałem podnosząc się.
-Yep... -Odpowiedziała z uśmiechem idąc w moją stronę. Zaśmiałem się biorąc kajdanki i okręcając je wokół palca.
-Chodź.-Wykonałem okrężny ruch głową i wszedłem po schodach na górę, skręcając do mojego ulubionego pokoju w tym domu. Widziałem, jak Emily idzid za mną. Popchnąłem drzwi przepuszczając dziewczynę, a następnie zamykając je na klucz. Rzuciłem się na łóżko obserwując dziewczynę.
-Rozbierz się..- Mruknąłem patrząc jak rozwiązuje swòj szlafrok i zrzuca go na ziemie ukazując nagie ciało. Jednym szybkim ruchem ściągnąłem krawat i rozpiąłem kilka guzików koszuli. Wstałem i podszedłem do dziewczyny okrążając ją i klepiąc w tyłek co sprawiło, że pisnęła. Z kamienną twarzą podszedłem do szafki i wyciągnąłem z niej dwie srebrne kulki. Uśmiechnąłem się wracając na łóżko. Poklepałem swoje kolana, a dziewczyna na nich usiadła. Zmieniłem jej pozycje na taką, że leżała przewieszona przez nie.
-Widzisz... Wycofałem kary... Ale odmówiłaś mi czegoś... Więc trochę pocierpisz... Spokojnie będzie to bezbolesne... Wystarczy się odprężyć.. -powiedziałem wchodząc w nią jednym palcem. Cicho jęknęła, a ja wsadziłem drugi delikatnie nimi ruszając. Gdy czułem jak delikatnie zaczyna się napinać wsadziłem w nią obie kulki sznureczek zostawiając na zewnątrz.
-Wstań..- powiedziałem pomagając jej złapać równowagę na drżących nogach. Odszedłem kawałek.
-Chodź? -uśmiechnąłem się szeroko czekając aż podejdzie. Odwzajemniła uśmiech i uniosła nogę robiąc krok.
-Aaa- jęknęła zaciskając nogi.-Cholera Justin co to za kurwstwo?! -mruknęła delikatnie się wyginając. Zachichotałem.
-Kulki analne kochanie... Z każdym twoim ruchem one się przemieszczają powoli doprawadzając cię do orgazmu.. -Uśmiechnąłem się odchodząc i idąc na środek pokoju gdzie zacząłem się rozbierać.
-I co teraz? -powiedziała odchylając głowę i przymykając powieki na co zareagował mój członek. Gdy byłem już nagi usiadłem na łóżku.
-Teraz do mnie przyjdziesz.. Chyba, że chcesz z nimi zostać.. -Powiedziałem, a ona zmroziła mnie wzrokiem.
-Nie nawidze cię ty..Aaaaa- ponownie jęknęła robiąc więcej kroków.- Kurwa.... - ponownie jęknęła delikatnie się poruszając. To było zajebiście podniecające. Po jakiejś minucie szybko podbiegła do mnie rzucając się na łóżko i wijąc.-Z-Zabierz too- jęknęła.
-A co za to będę miał? -zapytałem delikatnie klepiąc ją w tyłek, na co jęknęła.
-Wszystko - Zaczęła się wić. Zachichotałem pociągając za nie i odkładając na stolik. Następnie wpiłem się w jej usta mocno wbijając się w nią. Głośno jęknęła co spowodowało, że zacząłem przyśpieszać i wzmacniać swoje ruchy. Wiła się pode mną głośno dysząc i krzycząc moje imię. Wykonałem okrężne ruchy uderzając w jej punkt "G" czym doprowadzałem ją na krawędzie rozkoszy. Jej mokra cipka była rozgrzana jak cholera, a jej ścianki mocno zaciskały się wokół mojego członka co powodowało doprowadzanie nas do orgazmu. Zjechałem ręką w dół masując jej łechtaczkę podczas zejebiście mocnych uderzeń.
-Kurwa... Ja pierdole tak kochanie..... - Mruczałem czując, że dochodzę.
-Zaraz dojde.... Kurwa mać.. Justin!!!- Krzyknęła moje imie po czym jej ciało zdrętwiało w orgazmie. Mi jednak potrzeba było jeszcze chwili aby dojść. Szybko przekręciłem jej wygięte w łuk ciało nade mnie nabijając ją mocno na siebie.
-Ja... PIEROLE... -Mruknąłem dochodząc i zrzucają ją obok siebie. Myślę, że uda mi się jà wyszkolić... Kto wie... Może nasza umowa będzie już na zawsze...
Autor: Przepraszam za tak długie czekanie... Ale zawsze tak jest soł.... KAHDKSBD DZIEKUJE ZA 33 KOMENTARZE!!!!! Jezu... Jestescie wspaniali... I tyle wejsc... Kocham was normalnie... A teraz... Trzymajcie za mnie jutro kciuki bo dowiem sie czy dostalam sie do takiej agencji czy nie ..... KKCHAM WAAAS!
PS: Ostatnio tak myslalam czy ktos nie chcial by mkze prowadzic kont bohaterow na tt?? Dobra tak pytam jesli tak to piszcie do mnie na asku/twitterze.. Linki podane w zakladce Autorka ;)

sobota, 2 listopada 2013

*Chapter Fifteen*

Odsunęłam się oszołomiona spoglądając na pół nagiego bruneta i jego rozczochrane włosy.
-Chyba kpisz.-prychnęłam gryząc się w język. Nie dobrze Emily... Nie dobrze.
-Co to miało znaczyć ?!-zapytał marszcząc brwi i zbliżając się do mnie.
-N-Nic..- wyjąkałam odsuwając się do tyłu.
-Chyba zapomniałaś po co tu jesteś suko!-Warknął.- Nie zapominaj, że jesteś tylko jebaną dziwką! Mamy układ,a twoim zadaniem jest robić mi dobrze kiedy tylko zapragne rozumiesz kurwa?!- Krzyknął zbliżając się do mnie.
-Justin... -zaczęłam ale mi przerwał.
-Mów do mnie Pan Bieber szmato.. -syknął odwracając się.
-Nie będę tak do ciebie mówiła. Sprawiasz,że to wszystko jest trud...- Nie zdążyłam skończyć gdy poczułam pieczenie i ból w prawym policzku. Pojedyńcza łza wypłynęła z mojego oka gdy uniosłam głowę. Brunet stał nade mną niewzruszony. Jego tęczówki pociemniały, a żyły na szyi stały się widoczne.
-Będziesz robić to co ci powiem dziwko! - mruknął uderzając mnie w brzuch i udając się na górę.

Justin's POV
Co za suka. Wie ze mamy umowe więc czemu do chuja sie nie stosuje?! Byłem grzeczny ale to minęło. Wielkie rzeczy... Media wiedzą o nas ale nie wiedzą o umowie wszystko łatwo się zatuszuje. Poza tym mam znajomości. Westchnąłem popychając drzwi od gabinetu. Usiadłem przy biurku i przeczesałem włosy dłonią. Chwyciłem swojego iPhone'a i wykręciłem numer Georg'a.
-Halo? -Odezwał się jego głęboki głos.
-Zabieram od ciebie Emily. Zatrzymaj sobie kase ale dziewczyna wraca.. -Powiedzialem stanowczo.
-Ale czemu? - Zapytał czym mnie wkurwił. Co on taki ciekawy he?
-Nie twój pierdolony interes. Spakuj ją przyjade zaraz po jej rzeczy.- mruknąłem.
-A co jeśli powiem, że nie?-Wkurwił mnie. W moim słowniku nie ma słowa nie.
-To dopilnuje, żeby ten twój burdel zastał rozpierdolony a ty skończysz siedząc gołą dupą na buku!! -Wrzasnąłem uderzając w biurko.
-Dobra już sie tak nie spinaj... Zaraz ją spakuje.. -I to rozumiem.
-Nara.- Mruknąłem rozłączając się i udając do garderoby gdzie włożyłem swój nowy garnitur. Następnie uczesałem się i zszedłem na dół. Emily siedziała pod ścianą płacząc. Podszedł bym do niej gdybym nie był zimnym skurwielem bez uczuć.. Westchnąłem.
-Wychodze... Przemysl sobie wszystko i powiedz mi co wymyśliłaś jak wróce.. -oznajmiłem bioràc klucze od domu i samochodu. Zamknąłem mieszkanie i wsiadłem do samochodu odpalając go. Ruszyłem po bagaże Em. Teraz pomieszka sobie ze mną. Muszę ją wytresować od nowa. Mruknąłem i wyciągnąłem paczke papierosów ze schowka i zapaliłem jednego zaciągając się jego zawartością. Wypuściłem "chmurke" na zewnątrz pogrążając auto w kłębach dymu. Sam zdziwiłem się, że tak szybko odzyskałem spokój. Zazwyczaj nosiło mnie przez kilka dni. Poza tym dziewczyny odrazu dostawały kary. Emily nie. Niech się cieszy. Teraz jej wybacze. Jest jeszcze nie doświadczona w takich układach. Lecz jak już ją wytresuje będzie jak z innymi. Już widzę ją nagą przykutą do łóżka i bicz sunący między jej udami. Przez moje ciało przeszły dreszcze pidniecenia. Wyrzuciłem szluga przez okno i zajechałem pod mieszkanie Georg'a i jego dziwek. Wysiadłem z auta trzaskając drzwiami. Zamknąłem je i podszedłem do willi pukając. Drzwi otworzyła jedna z jego dziwek patrząc na mnie jak na kawałek mięsa. Spojrzałem na nią z obrzydzeniem przedzierając się do gabinetu Georg'a.
-Gdzie jej rzeczy? -zapytałem na wejściu.
-Tutaj..- wskazał na kilka walizek stojących w korytarzu.
-Ok.-powiedzialem biorąc je i zanosząc do samochodu. Wsiadłem do niego i skierowałem sie w strone domu.

Emily's POV
Gdy Justin tylko wyszedł podniosłam się i udałam do pokoju, który ostatnio do mnie należał. Weszłam do łazienki i nalałam wodę do wanny przygotowując sobie kąpiel. Powoli podeszłam do lusterka i przejrzałam się w nim. Mój policzek był krwisto-czerwony. Podniosłam bluzkę ściągając ją. Pod nią widniała kolejna niespodzianka. Mianowicie bordowy siniak po uderzeniu. Westchnęłam dotykając go. Delikatnie syknęłam z bólu. Wolałam już go zostawić. Rozebrałam się i weszłam do wanny. Gorąca woda delikatnie szczypała moje ciało. Rozluźniłam się opierając wygodnie i nakładając żel na swoje dłonie, po czym dokładnie spieniłam go wcierając w skóre. Gdy byłam już cała pokryta pianą spłukałam ją. Wzdychając wyszłam na dywanik, chwytając ręcznik i dokładnie się nim wycierając. Następnie narzuciłam na siebie satynowy szlafrok i wyszłam z pomieszczenia na korytarz. Rozejrzałam się przypominajàc sobie coś...

-Dlaczego miałabym uciekać? Tylko dlatego, że jesteś uzależniony od ostrego seksu i masz w domu pokój zabaw?- Zapytała z drwiącym uśmiechem.
-Moim problemem nie jest tylko to... Ja kocham kontrole.
-Kontrole? O co ci chodzi ?
-Emily.. Ja jestem panem.- Powiedziałem, przez co w pomieszczeniu nastała cisza.
-Okeyy ale w jakim sensie?- zapytała a ja się zaśmiałem. Tylko patrzeć jak wybiegnie z krzykiem. Ale wtedy ją złapie.. I nie będzie to dla niej przyjemne.
-W sensie.. Moje związki nie były normalne. Ja miałem umowy z kobietami. Były moimi zabawkami seksualnymi. Żadna z nich nie mogła odejść bo wiązało się to z poważnymi konsekwencjami.

Tak.. Jestem w dupie. Najgorsze jest to, że wiedziałam i wszystkim. Sama sie w to wpakowałam. Nic.. Trzeba bedzie przeżyć. Umowa z Justinem nie jest na zawsze.... Przynajmniej tak mi sie wydaje.. Pokręciłam głową zamykając drzwi. Nagle coś przykuło moją uwage.
-PZNZ... -mruknęłam podchodząc do jego drzwi. Delikatnie nacisnęłam klamke tym samym je otwierając. Powoli weszłam do środka rozglądając sie. Podeszłam do jednej z szyflad i otworzyłam ją. Znalazłam tam kajdanki w każdym rozmiarze. Wzięłam takie, które będą dla mnie idealne i szybko wyszłam opierając sie o drzwi. Uniosłam zabrany przedmiot i głośno przełknęłam ślinę.
-Jesteś tylko zwykłą dziwką Emily... Dasz rade...- powiedziałam udając sie do salonu i siadając na kanapie. Czekałam na Justina. Miałam nadzieje, że nie jest już taki zły. W tym samym momencie ukazał się w drzwiach z moimi walizkami. Przyglądałam się mu do czasu aż mnie nie zauważył.
-Emily? Co tak siedzisz? -zapytał podchodzac bliżej. Wyciągnęłam kajdanki i pomachałam nimi.
-Chodź... Przecież tego chciałeś..- Powiedziałam puszczając mu oczko. Nie wiem jak to dalej będzie.. Ale ten człowiek i jego bipolarność mnie przeraża.

Autorka: MATKO ILE KOMOW I WEJSC JEZU KOCHAM WAS. PRZEPRASZAM ZE TAK DAWNO NIE DODAWALAM JEZELI BEDZIE SPORO KOMENTARZY TO MOZE JUTRO JUZ DODAM NASTEPNY... KC <3333