niedziela, 24 sierpnia 2014

Prologue

No One's POV
Po więziennej celi rozszedł się dźwięk uderzającego w linię wysokiego napięcia pioruna. Chłopak zerwał się na równe nogi i podszedł do malutkiego okienka, następnie zasłaniając je grubą zasłoną, przez co pomieszczenie -o ile można nazwać pomieszczeniem więzienną celę- pogrążyło się w mroku. Brunet ponownie opadł na łóżko i wpatrywał się w sufit. To ten sam dzień.. Ten sam dzień, w którym wszystko się zaczęło tylko rok później. Tego właśnie dnia Justin wracał z pracy. Spieszył się do domu, więc nie zwracał uwagi na ogromne kałuże, które pod wpływem opon jego fishera karmy rozbryzgiwały na boki mocnymi strumieniami. W pewnym momencie dostrzegł, że pod migoczącą latarnią stoi atrakcyjna, brunetka. Obok niej znajdowała się jedna z największych kałuży. Justin wiedział, że nie da rady jej ominąć. Wiejał więc w nią i zatrzymał się. 'Nic ci nie jest?' zapytał, spoglądając na przemoczoną i zmarzniętą dziewczynę. Wtedy doszło do niego, że jest to dziewczyna, jakiej szukał i jakiej potrzebował...
Ze wspomnień wyrwał go dźwięk klucza. Usiadł i zmrużył oczy gdy strażnik zapalil światło.
-Bieber, list do ciebie.- mruknął podając mu koperte, a następnie wychodząc. Justin odwrócił ją i spojrzał na dane nadawcy. 'Emily Wood', tyle wystarczyło, aby jego serce zabiło szybciej, a on wrócił do rzeczywistości.

'Cause mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
It's physical
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love the guy

niedziela, 27 lipca 2014

*Thirty: Epilogue*

" Kary dożywocia zażądał prokurator w precedensowym procesie o zabójstwo dwójki ludzi. Obrońca żąda uniewinnienia podejrzanego 20 letniego Justina B. Argumentując to złym stanem psychicznym oskarżonego oraz niepoczytalności podczas zabójstwa. W mieszkaniu na podłodze leżała kobieta wraz z mężczyzną. Wezwany na miejsce lekarz stwierdził ich zgon. Z ustaleń policjantów wynika, że zginęli od postrzału. Podejrzany o przetrzymywanie kobiet i znęcanie się nad nimi oraz podwójne zabójstwo 20 letni Justin B. stanął w dniu dzisiejszym przed sądem. Mężczyzna przyznał się do popełnionych zbrodni. Sąd wziął to pod uwagę przy ustaleniu wyroku."

Emily's POV

-Kurwa!- Krzyknęłam budząc się. Powoli otworzyłam oczy, ale światło padające przez szpitalne okna było zbyt jasne. Tak, dokładnie.. jestem w szpitalu. Okazało się, że strzykawka, którą wbił mi Justin zawierała niegroźny dla zdrowia środek nasenny. Pomimo tego zrobili mi zestaw badań. Za kilka dni mam stąd wyjść. Nie zostane jednak sama. Wracam do domu Justina do Alyson i Mark'a, którzy codziennie mnie odwiedzają. A Justin? Nie wiem co z nim. Ale zdobędę sposób aby jakoś się do niego dostać i skontaktować znim. Muszę wiedzieć co się wydarzyło w jego życiu. A przede wszystkim..dlaczego ich zabił.

No One's POV

Brzdęk kajdan i uderzanie w kraty więzienej celi. To codzienne odgłosy, które słyszy nasz Justin. Leży spokojnie w celi i spogląda w sufit myśląc nad całym swoim życiem.Co chwilę uśmiecha się do siebie wspominając te miłe chwile ze swojego życia. Po chwili słyszy kroki i brzdęk kluczy, co oznacza, że policjant zmierza w jego kierunku. Powoli wstaje i podchodzi do krat, iśmiechając się do strażnika.
-Tylko spokojnie Bieber.. -Mruknął z kiepkim akcentem, trzymając między zębami wykałaczkę. Chłopak posłuszne wychodzi o daje sobie skuć ręce. Powolnym tempem zmierza przed policjantem do wielkiej sali gdzie siedzi już kilku jego 'kolegów' z sąsiednich celi. Siada na środku, a Policjant odpina jego kajdanki, po chwili wręczając mu gitarę. Brunet bierze ją, a po więzieniu rozchodzą się pierwsze akordy piosenki. Chłopak otwiera usta i powoli zaczyna śpiewać...

You had a lot of crooks try to steal your heart/ Było wielu kanciarzy, którzy próbowali skraść twoje serce
Never really had luck, couldn't ever figure out/ Nigdy nie miałaś szczęścia, nigdy nie mogłaś rozgryźć
How to love/ Jak kochać
How to love/ Jak kochać

You had a lot of moments that didn't last forever/ Było sporo momentów, które nie trwały wiecznie
Now you're in a corner tryna put it together/Teraz jesteś na krawęci, starając się to poskładać
How to love/ Jak kochać
How to love/ Jak kochać

For a second you were here/ Byłaś tutaj na chwilę
Now you over there/ Teraz jesteś tam
It's hard not to stare, the way you moving your body/ To trudne nie gapić się na to jak poruszasz ciałem
Like you never had a love/ Jakbyś nigdy nie miała miłości
Never had a love/ Nigdy nie miała miłości

When you was just a youngin' your looks were so precious/ Kiedy byłaś młodą dziewczyną wyglądałaś tak pretensjomalnie
But now your grown up/ Ale teraz dorosłaś
So fly it's like a blessing but you can't have a man look at you for five seconds/ Twoja znakomitość jest jak błogosławieństwo ale nie możesz mieć mężczyzny, który patrzyłby na ciebie przez 5 sekund
Without you being insecure/ A ty nie czuła byś się niepewna
You never credit yourself, so when you got older/ Nigdy nie odznaczałaś się, więc kiedy stałaś się starsza
It's seems like you came back ten times over/ To wygląda jakbyś wróciła ponad 10 razy
Now you're sitting here in this damn corner/ Teraz siedzisz tutaj, na tej cholernej krawędzi
Looking through all your thoughts and looking over your shoulders/ Spoglądasz przez pryzmat wszystkich swoich myśli, spoglądasz ponad swoje ramiona

(Refren sie powtarza wiec nie bede tlumaczyc dwa razy)

See you had a lot of crooks try to steal your heart
Never really had luck, couldn't ever figure out
How to love
How to love

See you had a lot of moments that didn't last forever
Now you're in this corner tryna put it together
How to love
How to love

For a second you were here
Now you over there
It's hard not to stare the way you moving your body
Like you never had a love
Had a love

Oh, you had a lot of dreams that transformed to visions/ Masz sporo marzeń, które przemieniają się w wizje
The fact that you saw the world affected all your decisions/ To prawda, że widziałaś świat, który wpływał na wszystkie Twoje decyzje
But it wasn't your fault/ Ale to nie była twoja wina
Wasn't in your intentions/ To nie były twoje intencje
To be the one here talking to me/ żebm był jedynym z którym możesz porozmawiać,
Be the one listenin'/Był jedynym, który wysłucha
But I admire your popping bottles and dippin'/ Ale podziwiam twoje alkoholowe wyczyny i pijaństwo
Just as much as you admire bartending and stripping/ tak samo jak Ty podziwiasz barmanów i striptizerki
Baby, so don't be mad/ kochanie nie bądź zła
Nobody else tripping/ Nikt inny nie oszaleje
You see a lot of crooks and the crooks still crook/ Widzisz wielu kanciarzy i ci kanciarze wciąż kantują

See you had a lot of crooks try to steal your heart
Never really had luck, couldn't ever figure out
How to love
How to love

See you had a lot of moments that didn't last forever
Now you in this corner tryna put it together
How to love
How to love

Oh,
See I just want you to know/ Po prostu chcę żebyś wiedziała
That you deserve the best/ Że zasługujesz na najlepsze
You're beautiful/ Jesteś piękna
You're beautiful/ Jesteś piękna
Yeah

And I want you to know, you're far from the usual/ I chcę żebyś wiedziała, że jesteś daleko od bycia zwykłą
Far from the usual/ Daleko od bycia zwykłą

You see you had a lot of crooks try to steal your heart
Never really had luck, couldn't ever figure out
How to love
How to love

See you had a lot of moments that didn't last forever
Now you in this corner tryna put it together
How to love
How to love

See you had a lot of crooks try to steal your heart
Never really had luck, couldn't ever figure out
How to love
How to love

odkłada gitarę i patrzy w górę uśmiechając się szeroko na myśł o szczupłej brunetce, która odmieniła jego życie. Może i teraz jest w więzieniu ale wkrótce zamierza stąd wyjść. Pytanie tylko.. Jak pokochać kryminalistę?

Od Autora: PŁACZE BARDZIEJ JEZUS MARIA EPILOGI TO MASAKRA. 'Jak pokochać kryminalistę?' No właśnie. Trudne zadanie stanie przed naszą bohaterką. A wszystko to w drugiej części czyli 'How To Love Criminal?'  HSBDHSBXUSSBHSSXYBHBSD KOCHAM WAS. A TERAZ:
1. potrzebuje aby ktos zrobil zwiastun drugiej czesci.
2.potrzebuje szablonu ale jestem w tym ciemna wiec help mi.
3. Rozdzialy zamierzam dodawac po wakacjach ale sie zobaczy.
4. POZEGNAJMY SIE JAK NALEZY. NIECH KAZDY DODA KOMENTARZ A JA KAZDEMU NA TEN KOMENTARZ ODPISZE !!! 
5. Jesli nacie pytania to ask ktory jest kilka notek nizej.
6.DZIEKUJE ZA WSZYSTKO.

sobota, 26 lipca 2014

*Chapter Twenty Nine*

                                                  Justin's POV
-Isabel? - moje źrenice się powiększyły z chwilą gdy ujrzałem tą kobietę. Nie to żebym, był zaskoczony ale naprawdę miałem cichą nadzieję, że jej nie spotkam. Jak to mówią nadzieja matką głupich.
-Brawo.. Jeszcze poznajesz swoją starą opiekunkę... -zaśmiała się cicho ale w jej głosie mogłem wyczuć przebiegłość.
-Masz dopiero 40...parę lat.. Nie jesteś aż taka stara.-oblizałem usta lustrując ją wzrokiem. Hej, to nie jest tak że jestem jakimś zboczeńcem aby brać się za starsze kobiety ,a szczególnie za Isabel ale cholera, ona ma 40...Ileś lat a ciało którego pozazdrościć mogą jej niektóre z modelek VS. Jestem tylko człowiekiem i pomimo wspomnień z nią związanych oraz wstrętu do jej osoby nadal podziwiam jej tyłek i cycki.
-Dziekuję Justin ale twój sarkazm nie jest mi potrzebny..-Prychnęła na co przewróciłem oczami. Zawsze mogłem jej powiedzieć że wyglada jak wysuszony banan.
-Cokolwiek. Co tutaj robisz? - Powiedziałem unikając kontaktu wzrokowego i skupiajac sie na poprawieniu swojego krawatu, który się poluzował.
-Są urodziny twojego ojca...- wyjaśniła ale oboje dobrze wiedzieliśmy, że to bullshit.
-No tak... Isabel McQueen nie mogłaby opuścić takiego wydarzenia.. -Ponownie przewróciłem oczami co wiem, że nie jest grzeczne tylko ja naprawde nie mogłem się powstrzymać.
-Nie uczono cię, że nie przewraca się na ludzi oczami? -uśmiechnęła się bezczelnie i przysięgam że byłem bliski wybuchu.
-Pewna niania coś wspominała ale później i tak zaczęła bawić się moim kutasem. -warknąłem.
-Miałeś 5 lat napewno coś ci się przyśniło-Prychnęła.
-Tylko nie zmieniło się to nawet jak miałem 16 lat. - splunąłem gdy obok mnie pojawiła się Emily.
-Coś nie tak? - zapytała spoglądając raz na mnie, raz na Isabel i kładąc dłoń na moim ramieniu w celu uspokojenia mnie co nie ukrywam trochę pomogło.
-Wszystko w porządku... -powiedziałem odwracając się.
-Nie przedstawisz nas sobie?- zapytała Isabel w momencie gdy miałem odejść razem z Emily i wykonać taniec za który bądź co bądź zapłaciłem grubą kasę. Westchnąłem i spojrzałem na nią.
-To jest Emily.. -wskazałem na dziewczynę.- Emily.. To jest Isabel. -mruknąłem, a dziewczyna lekko zbladła. Kurwa nie mówcie, że ona o czymś wie.
-Miło mi poznać..-Emily wyciągnęla w jej strone dłoń, a Isabel ją ścisnęła.
-Mnie również... Nie będę wam dłużej przeszkadzać... Bawcie się dobrze..-uśmiechnęła się pod nosem i odeszła, a ja razem z Emily poszliśmy na parkiet.
-Znałaś ją wcześniej?- Zadałem pytanie, które już od dłuższego czasu siedziało mi w głowie.
-Nie, czemu tak myślisz?- Zmarszczyła czoło, patrząc mi w oczy.
-Po prostu zachowałaś się jakbyś skądś ją znała.. -mruknąłem i pochyliłem Emily nad swoim kolanem pozując do zdjęcia.
-Po prostu... Kiedyś przez sen krzyczałeś jej imię..- wyjaśniła. Kurwa.
-Możliwe.. -odpowiedziałem chłodno chcąc zakończyć ten temat. Nie zamierzałem opowiadać Emily o swoim wcześniejszym życiu, a tym bardziej o dzieciństwie.
-Coś cię z nią łączy?-zapytała, podczas gdy ja nią obróciłem.
-Można tak powiedzieć... Była moją nianią.. - odpowiedziałem, na co skinęła głową. Muzyka ucichła więc ukłoniliśmy się wzajemnie i wróciliśmy na miejsca przy stoliku. Rozejrzałem się po ogrodzie aby znaleźć wzrokiem kogoś z kim mógłbym porozmawiać. Niestety nikogo takiego nie widziałem. Westchnąłem i wziąłem od jednej z kelnerek kieliszek szampana po czym wypiłem go jednym ruchem. Odetchnąłem i oparłem wygodnie na krześle. W pewnym momencie do Emily podszedł jakiś chłopak i poprosił o taniec. Wydawał mi się znajomy ale nie przyglądałem mu się ze względu na natłok myśli w mojej głowie. Skinąłem i pozwoliłem aby Emily poszła z nim na parkiet. Nalałem sobie czegoś mocniejszego i powoli sączyłem trunek czując przyjemne i niosące ulgę pieczenie w gardle.
-Cóż to... Wielki Justin Bieber zapija smutki? - nawet nie zauważyłem kiedy Isabel się do mnie przysiadła.
-Nie mam smutków.. -odpowiedziałem i dopiłem do końca nalewając sobie następną szklankę.
-Więc czemu pijesz?- Zapaliła swojego papierosa i dmuchnęła mi nim w twarz przez co poczułem się jak w czasach kiedy byłem małym dzieckiem.
-Nie należy pytać alkoholika czemu pije. -zaśmiałem się i ponownie napiłem, wbijając wzrok w Emily, która tańczyła z następnym mężczyzną.
-Ale ty nie jesteś alkoholikiem..- zaczęła.
-Nie znasz mnie Isabel.. -warknąłem.
-Jesteś tego taki pewny?- uśmiechnęła się przebiegle.
-Posłuchaj mnie... To że jesteś chora psychicznie i skrzywdziłaś wiele dzieci bo nie uwierzę, że jestem jedynym nie zrobi z ciebie pierdolonego medium. Nie wiesz wszystkiego więc zamknij sie i odpierdol ode mnie. -mruknąłem.
-Nie wyglądałeś jakbyś narzekał..-szepnęła mi do ucha i powoli odeszła. Zacisnąłem dłonie w pięści i wstałem idąc za nią w stronę lasu. Dobrze wiedziałe, że będę za nią szedł. Czasami w życiu przychodzi moment kiedy chcemy odciąć się od przeszłości. Myśle , że to właśnie ten moment. Nie można żyć ze świadomością, że ktoś kto zniszczył ci psychikę i zmarnował dzieciństwo nadal jest w pobliżu...

"-Wiesz gdzie poszła mamusia?- kobieta kucnęła przede mną i patrzyła jak rysuję mój wymarzony samochód.
-Do sklepu..- odpowiedziałem i wziąłem jedną z kolorowych kredek i zacząłem kolorować obrazek.
-A chcesz zobaczyć coś fajnego?- Uśmiechnęła się.
-Tak!- Pisnąłem i zerwałem się podając jej moją rączkę i idąc z nią na górę.
-Lubisz czekolade?- szła ze mną na górę do mojej sypialni.
-mhm..- skinąłem głową i wszedłem do pokoju i odwróciłem się aby zobaczyć jak niania zamyka za nami drzwi.
-To dostaniesz ode mnie dużą czekoladę tylko mamusia nie może się dowiedzieć co tu robiliśmy ok?- posadziła mnie na łóżku i kucnęła przede mną.
-Dobrze.. -Patrzyłem na nią. Odpięła moje szelki i ściągnęła moją koszukę, a następnie rozpięła moje spodenki.-Cio ty robisz?-szepnąłem patrząc na nią przestraszony.
-Nic nie mów mamie.. -szepnęła wkładając dłoń za moje bokserki.
-Ja nie chce! - Krzyknąłem i zacząłem biec do drzwi ale złapała mnie i rzuciła na łóżko.
-Masz siedzieć cicho bo inaczej twoja mamusia umrze. -warknęła mocno ściskając moje nadgarstki gdzie też zostawiła bordowe ślady. Zacząłem cicho płakać kiedy ponownie zaczęła to wszystko robić. Boję się o moją mamusię."

Potrząsnąłem głową aby pozbyć się tych obrazów z głowy. Isabel zatrzymała się i oparła o drzewo. Podszedłem do niej i stanąłem z nią twarzą w twarz.
-Co ci to kurwa dawało?!- splunąłem.
-Nie wiem o czym mówisz... -zaśmiała się i zaciągnęła następnie wypuszczając kłęby dymu.
-O molestowaniu małych dzieci. Co ci to kurwa dawało, co?!
-ah to... Zrobiłam z większości dobrych uległych a teraz zapewne są dobrymi panami.. -zdeptała resztki papierosa i podeszła bliżej.
-I odczuwasz z tego satysfakcje? Z tego , że zniszczyłaś im wszystkim psychikę?!
-Od razu zniszczyłaś... Ty chyba z tego co widzę dobrze się trzymasz.. -Wyszczerzyła się.- zostałeś przy brunetkach huh?
-Zamknij się! Nic nie wiesz! Zrobiłaś z mojego dzieciństwa koszmar. -warknąłem.
-Nie przesadzaj Justin...-Zaśmiała się.- A jak tam Emily? Spisuje się?
-Nie twoja sprawa-Patrzyłem na nią uważnie.
-Z tego co wiem to nie słucha się.. -uśmiechnęła się do mnie fałszywie a ja zacisnąłem ręce w pięści.
-Skąd niby możesz to wiedzieć co? -Zaśmiałem się.
-Mam swoje źródła.. - szepnęła mi na ucho i ruszyła z powrotem do domu. Dogoniłem ją i szarpnąłem za ramię, odwracając do siebie przodem.
-Jakie źródła?-Warknąłem.
-Jesteś strasznie głupi Justin... Dziwie się, że jeszcze niczego nie zauważyłeś..
-Trzymaj się z daleka od mojej rodziny.-Wysyczałem i ruszyłem do domu. Usiadłem na swoim poprzednim miejscu i poszukałem wzrokiem Emily. Nie mogłem nigdzie jej znaleźć, więc wstałem i rozpocząłem poszukiwania.

                                                                     Emily's POV

Gdy skończyłam tańczyć, zeszłam z parkietu i podeszłam do stolika, przy którym wcześniej siedział Justin. Rozejrzałam się ale nigdzie go nie widziałam. Oparłam się wygodnie i patrzyłam na tańczące pary.
-oh Emily tu jesteś.... -usłyszałam za sobą kobiecy głos a gdy się odwróciłam ujrzałam mamę Justina.
-Tak.. Coś się stało?-Zapytałam zerkając na kobietę.
-Nie.. Po prostu cię szukałam... A gdzie Justin?-Rozejrzała się, a następnie spojrzała na mnie.
-Nie wiem.. Poszedł gdzieś ale pewnie zaraz wróci...-Uśmiechnęłam się do niej.
-och..-skinęła głową.-Pomożesz mi znaleźć Jake'a?
-Jasne.. -Wstałam i poszłam za kobietą. Na początku wydawało mi się, że poszedł gdzieś z Justinem ale moje przypuszczenia okazały się błędne gdy zauważyłam go jak tańczy z pewną kobietą.
-Tu jest... Ile cię można szukać co?- Alice podeszła do niego, a on tylko się zaśmiał. Uśmiechnęłam się na ten widok i odeszłam. Postanowiłam znaleźć łazienkę. Weszłam do domu i ruszyłam po schodach na górę. Zaglądałam do każdego z pomieszczeń aż nie poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. Pisnęłam przestraszona i odwróciłam się.
-Witaj śliczna.. Mam nadzieję, że tęskniłaś.-Nie.. To nie może być on.
-P..Paul?- wyjąkałam.Ale... On był martwy.
-We własnej osobie..-Uśmiechnął się.
-Ale... Ale jak ty.- Chciałam coś powiedzieć kiedy on odwrócił się.
-Proszę, proszę kogo my tu mamy.. -Ujrzałam Isabel, która z uśmiechem podeszła do nas. Ramię Paul'a owinęło się wokół jej talii, a ona szepnęła mu coś na ucho.
-Co tu się dzieje?-Zapytałam powoli się wycofując ale moje plecy uderzyły o ścianę.
-Nie widać? Paul jest moim uległym..-Powiedziała dumie Isabel.
-Uległym?- Zmarszczyłam czoło patrząc na nich.
-Tak.. Nie mów, że nic o tym nie wiesz.. Justin pewnie dobrze cię już wyszkolił..- Wyszczerzyła się.
-Jakie wyszkolił? Nie wiem o czym pani mówi ale nie zamierzam tego dłużej słuchać..-Chciałam odejść ale  Paul przybił mnie z powrotem do ściany.
-Zapamiętaj sobie. Justin nie jest zwykłym chłopakiem... On nigdy nim nie był i nie będzie. On nie bawi się w miłość. A jeśli byłaś tak głupia , żeby się w nim zakochać to radzę ci jak najszybciej stąd uciec...-Powiedziala do mojego ucha biorąc oddech aby powiedzieć coś jeszcze ale rozległ się huk a jej ciało z hukiem upadło na ziemię. Po chwili rozległ się następny, a ciało Paula, upadło na jej. Szybko znaleźli się w kałuży krwi. Uniosłam głowę i ujrzałam Justina z pistoletem w ręku. Zmierzał w moją stronę.
-J..Justin..-Chciałam coś powiedzieć, ale on zbliżył się do mnie i przystawił mi broń do skroni.
-Żegnaj Emily...-szepnął mi do ucha swoim uwodzicielskim głosem by po chwili odsunąć się i schować broń do kieszeni. Spojrzał na mnie po raz ostatni, gdy zniknął za rogiem. Spojrzałam na leżące pod moimi nogami ciała. Nie mogłam uwierzyć w to co się właśnie stało. Czy to wszystko miało się tak skończyć? Czy to oznacza koniec mojej historii i powrót do Georga? W głowie odtwarzały mi się jego słowa..żegnaj Emily...po czym upadłam na ziemię zauważając wbitą w moje biodro strzykawkę. Obraz zaczął się rozmywać a ja zostałam sama z ciszą i ciemnością. Może po drugiej stronie znajdę odpowiedź na dręczące mnie pytanie..Jak kochać?

Od Autora: Płacze. Nie wierze że to koniec. Tak bardzo was kocham że jeju.... Bedzie sequeal a jak bedziecie komentować to jutro bedzie epilog.... Um... Kurde nie wiem pierwszy raz co napisać... Dziekuje za ten rok.. Bo tyle zajelo mi pisanie HTL. Dziekuje za kazde wejscie i kazdy komentarz chociazby ten zly... Bo to dzieki wam nadal pisze i staram sie robic to lepiej. Mam tez prosbe... Czy ten jeden raz kazdy kto przeczyta moze zostawic komentarz? To wiele dla mnie znaczy i w ogole... Zadawajcie pytania na asku, ktory podalam kilka notek wczesniej... Kocham was bardzo mocno.. Do nastepnegoo xx 😭❤️💕💞😍



                                             
                     

piątek, 25 lipca 2014

😔😔😔😔😔😔😔

Mam dla was kilka informacji.
1.Jestem beznadziejna.
2.Jestem bardzo leniwa.
Ale to juz chyba wiecie po tym ze nie dodalam rozdzialu przez.. Ponad miesiac (?)... Ale mam juz sporo i dodam dzis/jutro ostatecznie. Macie spoiler xx

"-Nie uczono cię, że nie przewraca się na ludzi oczami? -uśmiechnęła się bezczelnie i przysięgam że byłem bliski wybuchu.
-Pewna niania coś wspominała ale później i tak zaczęła bawić się moim kutasem. -warknąłem.
-Miałeś 5 lat napewno coś ci się przyśniło-Prychnęła.
-Tylko nie zmieniło się to nawet jak miałem 16 lat. - splunąłem gdy obok mnie pojawiła się Emily.
-Coś nie tak?"

Bedzie to ostatni chapter + dodam epilog ktory bedzie 30 notka. Po wakacjach or jeszcze w trakcie rozpoczne sequeal lub nowe opowiadanie. I chcialabym abyscie mi pomogli i w komentarzu odpowiedzieli na dwa pytania.
1. Mam zrobic kontynuacje HTL czy nowe ff?
2. Pisac to na tym samym blogu czy założyć drugi oczywiscie nie usuwajac tego?
Blagam wysilcie sie na ten jeden komentarz aby mi pomoc ;-; kc was i woah.. Dziekuje za 34 komentarze pod 28 euhduehdbus jestescie WIELCY!!!

piątek, 20 czerwca 2014

*Chapter Twenty Eight*



Emily's POV
Kropelki deszczu uderzały o maskę samochodu ,gdy mijaliśmy kolejne uliczki i byliśmy o krok od spotkania z rodzicami Justina. Zerknęłam w bok lustrując go wzrokiem by móc stwierdzić czemu jest taki spięty. Panowała dziwna cisza co nie było naturalne dla nas obojga, a w przestrzeni było wyczuwalne napięcie. Nie byłam do końca przekonana czy to moja wina ale coś mi podpowiadało, że właśnie tak było. Poprawiłam swoją sukienkę i założyłam nogę na nogę co wyraźnie zirytowało Justina. Zresztą jak wszystko w tym momencie. Chciałam zapytać Marka jak długo jeszcze będziemy jechać ,ale zrezygnowałam czując szarpnięcie oznaczające koniec trasy. Odpięłam pasy i wysiadłam z auta, czekając na Justina. Mężczyzna wysiadł zaraz po mnie i zamknął drzwi.
- Zadzwonię po Ciebie.. -Mruknął do Mark’a i wziął mnie pod rękę, udając się w stronę domu rodziców.
-Nie musiałeś być dla niego taki oschły..- oznajmiłam patrząc na jego zaciśniętą szczękę.
-Musiałem. - Powiedział tym samym tonem co do Mark'a. Zdenerwowało mnie to. Od zawsze wiedziałam ,że jest zmienny lecz ostatnio przechodzi moje najśmielsze oczekiwania.
-Co się z tobą dzieje, huh? - wbiłam w niego spojrzenie, które wskazywało na moje zirytowanie.
-Nie twój zasrany interes..- warknął, a drzwi otworzyła jego matka. Całe szczęście, że to zrobiła w innym wypadku powiedziałabym coś czego później bym żałowała.
-Dobry wieczór..- Powiedziałam do kobiety, uśmiechając się do niej.
-Witajcie kochani..- Na jej twarzy rozprzestrzenił się szeroki uśmiech ,a jej oczy zabłyszczały gdy zobaczyła stojącego obok mnie Justina.
-Cześć mamo..- Powiedział zachowując się bardzo spokojnie co utwierdzało mnie w przekonaniu ,że jest to najbardziej zmienny i bipolarny człowiek na świecie.
-Cieszę się, że przyszliście.. -uśmiechnęła się szeroko wpuszczając nas do środka.
-My również Alice. Dziękujemy za zaproszenie. - skinęłam głową i rozejrzałam się po domu. W środku było pełno ludzi. Nie dziwiło mnie to jednak. Państwo Green czyli adopcyjni rodzice Justina są dosyć znani nie tylko w okolicy ale i w całym mieście. Zdziwił mnie za to fakt, że drzwi otwierała Alice ,a nie jej mąż, który sami ich zaprosił na swoje urodziny. W tej samej chwili gdy miałam zapytać gdzie jest ojciec Justina, poczułam mocny uścisk na ramieniu. Uniosłam głowę i zobaczyłam zaciśniętą szczękę oraz zimne spojrzenie Biebera. Odszedł ze mną na bok, gdzie nie było ludzi.
-Posłuchaj mnie kurwa. Od teraz słuchasz się mnie.- próbowałam wyrwać się z jego uścisku.
-Co cie kurwa napadło? -Spojrzałam na niego zmieszana.
-Nic. -Mruknął wyciągając z kieszeni maskę.- Masz.. -podał mi ją, a sam założył drugą.
- Od teraz trzymasz maskę przez cały pieprzony czas. Najlepiej nie gadaj z nikim ale jeśli będziesz musiała to nie opowiadaj o niczym co nie może wyjść z poza naszego domu.. - mruknął, po czym poszedł zostawiając mnie samą. Gdy zginął w tłumie, powoli ruszyłam w poszukiwaniu Jake'a czyli jego ojca. Uważnie rozglądałam się i przyglądałam wszystkim mężczyznom lecz zadanie nie było takie proste, ze względu na to, że każdy z nich miał maskę. Westchnęłam biorąc od kelnera kieliszek szampana i odwracając się. Nagle poczułam jak moje ciało zderzyło się z innym. Uniosłam głowę i.. bingo! Przede mną stał Jake Green czyli osoba, której szukałam.
-Emily?- Zapytał uśmiechając się szeroko.
-Jake.. -Odwzajemniłam ten uśmiech i przywitałam z nim uściskiem.
-Jak udało ci się zaciągnąć tu mojego syna?- Zaśmiał się cicho, patrząc na mnie.
- Łatwo nie było..- delikatnie się zaczerwieniłam. Jake musiał to zauważyć, bo głośno się zaśmiał.
-Dobrze, rozumiem...- Uśmiechnął się i rozejrzał.- Nie wiesz przypadkiem gdzie jest moja żona?- Zapytał marszcząc brwi.
-Nie mam pojęcia..- Pokręciłam głową.- Justin też gdzieś zniknął.
- Pewnie są razem w ogrodzie..- Wywnioskował, wzruszając ramionami.- Nie ma co im przeszkadzać.
-Dokładnie- Oblizałam usta i dopiłam szampana.
-Chodź pomożesz mi witać gości..-Wziął mnie pod rękę i ruszył w stronę drzwi.

Justin’s POV

Wziąłem głęboki wdech i powoli wypuściłem powietrze ze swoich płuc aby się zrelaksować. Może i pomysł matki na spacer po ogrodzie nie był taki zły? Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów i zapaliłem jednego, zaciągając się dymem.
-Wiesz, że nie lubię jak palisz?- Matka wbijała we mnie swoje surowe spojrzenie myśląc ,że jakoś to na mnie zadziała albo przynajmniej go zgaszę. Zaśmiałem się gorzko i ponownie zaciągnąłem tym razem dmuchając jej dymem w twarz.
-Trudno..- Uśmiechnąłem się i szedłem dalej, paląc swojego papierosa.
-Zawsze jesteś taki arogancki?- Zapytała idąc obok mnie.
-Raczej tak… - Mruknąłem i kopnąłem leżący na ścieżce kamień.
-Jestem twoją matką  mógłbyś mi okazywać chociaż trochę szacunku…-Powiedziała patrząc mi w oczy.
-Nie jesteś moją matką i nigdy nią nie byłaś. Adoptowaliście mnie tym samym wciągając w największe gówno jakie mogło spotkać małe dziecko.- Warknąłem.
-Skąd mogliśmy..- Nie dałem jej skończyć.
-Mówiłem wam… Cały czas wam mówiłem ale zwalaliście wszystko na moją wyobraźnię. Mało tego. Ojciec zlał mnie twierdząc ,że kłamię.- Wskazywałem na kobietę palcem cały czas utrzymując na niej zimne spojrzenie.
-Justin my nie mieliśmy pojęcia, ze ona może taka być..- Miała łzy w oczach.
-Wiesz co? Bóg miał racje nie dając wam dzieci ale wy musieliście zrobić mu na złość i posunąć się do adopcji. Nie nadajecie się do wychowywania dzieci. Byliście chujowi, a jedyna osoba, która mnie wychowała to Alyson.- Wyminąłem ją idąc dalej i nerwowo zaciągając się papierosem.
-Dlaczego taki jesteś Justin? Zamknięty w sobie.. jest w tobie tyle agresji… - Mówiła idąc za mną.
-Zapytaj Isabel. Na pewno się tu dziś pojawi.-Prychnąłem i poszedłem dalej po chwili siadając na ławce.
-Nieważne.. nie chce się z tobą kłócić…- Usiadła obok mnie.
-Już to zrobiłaś..- Odparłem zrzucając wypalonego papierosa na ziemię i przydeptując go. Matka zmierzyła mnie wzrokiem. Przewróciłem oczami i podniosłem go, wyrzucając do kosza i ponownie siadając na ławce.
-Jak wam się układa z Emily?- Spojrzała na mnie oczekując odpowiedzi.
-Dobrze.. – Oblizałem usta patrząc przed siebie. ‘Oczywiście, ze dobrze tylko ty musisz to wszystko spierdolić Bieber. Jak zawsze’ Pomyślałem.
-To się cieszę. Emily to wspaniała dziewczyna. Pasujecie do siebie..- Powiedziała to, a w jej głosie można była wyczuć szczerość. Czyżby miała rację? Ja i Emily… Jesteśmy zupełnymi przeciwieństwami. Ona jest roztargniona, ciesząca się życiem. Nigdy nie patrzy na konsekwencje. Żyje w swoim własnym świecie pełnym fantazji. Ja natomiast jestem typem realisty. Nie bawią mnie jakieś głupoty. Najważniejszy jest dla mnie biznes i dyscyplina oraz posłuszność- coś czego nie ma Emily.
-Powiedzmy..- Odpowiedziałem poprawiając swoją marynarkę.
-Coś się stało?- Zmarszczyła czoło.- Dziwnie się dzisiaj zachowujecie… jeżeli to przez to ,ze ja poprosiłam ją aby cię tu zaciągnęła to nie bądź zły na nią tylko na mnie..- Mówiła szybko.
-Nie mamo, to nie przez to… Po prostu nie czuję się w tym domu najlepiej… sama wiesz dlaczego. Emily chyba to wyczuwa ,a ja muszę ją od siebie odsuwać aby nie dowiedziała się za dużo.- Wytłumaczyłem.
-Chodzi ci o Isabel? – Skinąłem głową.- Wisz, ze kiedyś będziesz musiał jej powiedzieć?
-Tak, wiem. Ale nie sądzę ,że jest na to wszystko gotowa. Postaram się zachować to dla siebie na tak długo jak będę mógł.- Powiedziałem spoglądając na nią.
-Rozumiem.. – Odpowiedziała i potarła ramiona.- Idziemy do domu? Robi się chłodno..- Powiedział wstając.
-Jasne..- Odparłem idąc za nią do budynku. W środku było znacznie cieplej a z głośników wydobywała się muzyka klasyczna, która niemal wszędzie towarzyszyła mojemu ojcu. Rozejrzałem się po pomieszczeniu wzrokiem szukając Emily. Przyglądałem się tańczącym parom aby znaleźć dziewczynę. Po kilku minutach wytężania swojego wzroku dostrzegłem ją stojącą przy drzwiach z moim ojcem i witającą gości. Jestem wdzięczny ojcu ,że zajął się nią, a ona nie miała okazji rozmawiać z niektórymi osobami. Powolnym krokiem ruszyłem w ich stronę po drodze witając się ze znanymi mi gośćmi lub ‘rodziną’. Nienawidzę takich spędów. Nigdy nie czuję się na nich dobrze. Każdy przychodzi tylko po to aby dowiedzieć się nowych plotek, a później zmieszać niewinnych ludzi z błotem. Taka jest rzeczywistość w świecie biznesu, który jest jednym z najbardziej wywierających presję i irytujących zawodów. Przynosi natomiast duże pieniądze, sławę i uznanie. Pytanie tylko czy warto przechodzić przez to wszystko dla nic nieznaczących papierków albo monet. Podszedłem do Emily i zasłoniłem jej oczy dłońmi.
-Bu..- szepnąłem jej do ucha wyczuwając wkradający się na jej twarz uśmiech.
-Justin..- Zaśmiała się cicho i odwróciła się w moją stronę posyłając mi pytające spojrzenie.- Gdzie ty się podziewałeś?- Zapytała patrząc mi w oczy.
-Byłem w ogrodzie.. – Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na ojca.- Dzięki ,że się nią zająłeś.
-Ktoś musiał..- Zaśmiał się i puścił mi oczko. Czasami mam wrażenie, ze Jake jest moim biologicznym ojcem. Jego myśli krążą wokół seksu, kobiet i biznesu zupełnie tak samo jak moje. Z wyjątkiem faktu, iż Jake nigdy nie podpisywał ze swoimi kobietami umów no i się ustatkował.
-No tak.. Bardzo się obrazisz jak porwę Emily?- Zakręciłem dziewczynę wokół jej własnej osi i uśmiechnąłem się.
-No nie wiem… zabieraj póki moje serce jeszcze jest w całości..- Zaśmiał się trzymając rękę na piersi. Wyszczerzyłem się i zabrałem Emily na parkiet.
-Cóż za zmiana nastroju Panie Bieber..- Szepnęła do mojego ucha w momencie gdy położyłem dłonie na jej talii, zaczynając z nią tańczyć w rytm muzyki.
-To pani tak na mnie działa Panno Wood..- Odpowiedziałem uśmiechając się pod nosem.
-Miło mi to słyszeć..- Odpowiedziała zmysłowo, bawiąc się końcówkami włosów na moim karku.
-W takim razie mi również jest miło..- Odpowiedziałem zginając kolano i przechylając ją przez nie. Nagle muzyka ucichła, a mój ojciec stanął na środku razem z moją matką.
-Na rozpoczęcie balu tango!- Powiedział, a muzyka znów zaczęła płynąć. Ludzie stanęli wokół mojej matki i ojca, którzy tańczyli ten taniec jakby robili to od urodzenia. Chwilę później następne pary zaczęły się przyłączać. Uśmiechnąłem się i schyliłem przed Emily wystawiając w jej stronę dłoń.
-Zatańczy pani ze mną? - Zapytałem unosząc głowę.
-Oczywiście..- Posłała mi jeden ze swoich czarujących uśmiechów i podała mi dłoń. Wyprostowałem się i położyłem prawą dłoń Nadole jej pleców lewą splatając z jej i unosząc głowę powoli wykonując krok w lewo. Następnie kilka w przód, cały czas patrząc jej w oczy. Po kilku powtórzeniach powoli złączyłem nasze lewe stopy i obróciłem nas powtarzając poprzednie kroki, a  następnie ponownie obracając. Wysunąłem prawą nogę i delikatnie się nachyliłem, a Emily krzyżowała nogi sunąc wokół niej. Przestrzeń wokół nas wydawała się płonąć przez wspólne działanie na siebie naszych ciał. Jej kuszące oczy i moje pociemniałe tęczówki wpatrujące się wprost jej emanowały bijącym pożądaniem i chęcią przejęcia władzy nad drugimi. Ponownie wysunąłem prawą nogę, a Emily przeniosła się na prawo obracając się i idąc ze mną raz do przodu raz do tyłu w zależności od tego , w którą stronę się nachyliłem. Ponownie wróciłem do pierwszych kroków i wysunąłem nogę pomiędzy jej. Dziewczyna uniosła swoją i zgięła ja w kolanie przesuwając nią po moim udzie i opuszczając, aby wrócić do poprzedniej pozycji. Sunęliśmy przez parkiet widząc i czując tylko siebie nawzajem. Jakby nie było wokół nas nikogo innego. Lekko uniosłem nogę, a Emily energicznie uniosła swoją, a następnie przesunęła ją energicznie do tyłu, splatając z  moją. Prowadziłem ją przez parkiet, zatrzymując się na środku i kręcąc ją tak aby chodziła wokół mnie gdy ja kręciłem się powoli wokół mojej osi. Uniosłem dłoń wyżej jej pleców i przyciągnąłem jej ciało do swojego, przejeżdżając nosem po jej szyi. Ponownie wbiłem wzrok w jej oczy i ruszyliśmy poprzez parkiet. Powtórzyliśmy wszystko od początku do czasu aż muzyka zamilkła. Wszyscy zaczęli bić sobie nawzajem brawo. Uniosłem dłoń Emily i delikatnie musnąłem ustami jej wierzch, następnie odsuwając się i klaszcząc z resztą.
-Nie wiedziałam ,że tak dobrze tańczysz..- Powiedziała, gdy odsunęliśmy się od tłumu.
-Ty również mnie zaskoczyłaś, oczywiście pozytywnie..- Powiedziałem biorąc od kelnera dwa kieliszki i jeden podając jej.
-Dziękuję. – Uśmiechnęła się biorąc go ode mnie i zaczynając pić. Spojrzałem na zegarek.
-Zaraz powinna zacząć się aukcja, chodź..- Złapałem jej dłoń i poszedłem z nią do ogrodu gdzie zaczęli zbierać się już goście. Mój ojciec miał w zwyczaju robić aukcje na każde i imprez, a zebrano pieniądze w większości oddawać na cele dobroczynne. Wszyscy pomyślą ‘ Co za wspaniały człowiek’. Gówno prawda. Zaciera tym pobieranie łapówek i kantowanie ludzi na pieniądze. Jest bardziej sprytny niż wszystkim się wydaje.
Po chwili zaczęła się aukcja czyli najbardziej nudna i irytująca część imprezy. Każdy z bogaczy chciał pokazać jak dużo ma pieniędzy i cały czas podbijał stawkę. Nigdy mnie to nie interesowało i szkoda mi pieniędzy na jakiś bezwartościowy badziew. Pod koniec jak zwykle ojciec wystawia na aukcję moją matkę. To nie tak ,że moja matka jest sprzedana jak murzyn podczas handlu żywym towarem co jest zabronione i nieetyczne ale osoba, która ją wylicytuje tańczy z nią jeden taniec. Tym razem jednak ojciec nie zawołał mojej matki, natomiast patrzył na mnie i na Emily.
-Dzisiejszego wieczoru nastąpi pewna zmiana. Otóż zamiast mojej żony na aukcję pójdzie dziewczyna Justina, która sama się zaoferowała.. także Emily? Zapraszamy!- Nie bardzo dochodziło do mnie to co się działo. Zacisnąłem dłonie w pięści i obserwowałem jak Emily wchodzi na ‘scenę’ i staje obok mojego ojca.
-Więc Emily, jaka jest twoja cena początkowa?- Zapytała jej moja matka.
-600 dolarów.- Odpowiedziała patrząc na tłum.
- 600 Dolarów.- Uniósł tabliczkę jeden z biznesmenów.
-700!- Krzyknął ktoś z końca Sali. Ci frajerzy nie będą z nią tańczyć.
-800!
-900!
-1000!- Nagle nastała cisza.
-Tysiąc po raz pierwszy.. tysiąc po raz drugo tys…- Przerwałem mu.
-2000!- Uniosłem tabliczkę.
-2500!- Krzyknął ten sam facet. Wkurwia mnie.
-3000!- Krzyknąłem.
-3500!- Odpowiedział. Zacisnąłem szczękę.
- MILION!- Krzyknąłem i zrobiło się cicho. Mężczyzna usiadł.
-Milion po raz pierwszy, milion po raz drugi i milion po raz trzeci! Justin Bieber wylicytował taniec z Emily Wood!- Ojciec uderzył młotkiem, a Emily zeszła ze sceny. Co ja właśnie kurwa zrobiłem?
-Idę najpierw do łazienki..- Powiedziała i odeszła. No trudno .. stało się.
-Widzę ,że ją kochasz…- Usłyszałem za sobą znajomy, kobiecy głos. Pytanie tylko do kogo on należał. Zaśmiałem się cicho i odwróciłem, doznając szoku.
-Isabel?

Od Autora: Jest dodaje i po krzyku. Wiem że zajęło mi to dużo czasu ale nie miałam nawet jak dodawać. Musicie to też zrozumieć. Mam jeszcze szkołę i jest dla mnie ważniejsza od pisania ff. Więc darujcie sobie wyzywanie mnie od szmat itp. no bo sorki. Robie to bo chcę. to nie jest mój obowiązek. W sumie to miałam nie dodawać ale wiem ,ze nie wszyscy mnie obrażają itp więc czemu mają cierpieć za waszą bezmyślność. W przyszłym tygodniu dodam dwa rozdziały o podobnej długości or krótsze/ dłuższe. i na 30 rozdziale kończymy HTL tududududum. Ale tak jak wszyscy chcieli będzie Seqeal. Nazwa " How To Love Criminal" Tak więc No woman No cry. Tyle chyba z ogłoszeń. Chciałabym żebyście komentowali te ostatni rozdziały bo to naprawde pomaga. Kc xx

niedziela, 11 maja 2014

*Chapter Twenty Seven*

''Na barwnym balu pozorów
nie z tobą tej nocy zatańczę
miniemy się w półobrocie
masek kolorami
szepnę ci coś krzyżując
na innych ramionach palce
by mnie dłużej nie mamił
nocy czar przysięgami

Przetną się
w gęstym powietrzu
naszych spojrzeń cięciwy
skrzyżują bezwiednie
oparte o inną pierś skronie
zatrzyma się w ust kąciku
uśmiech smutkiem półżywy
oprę o żal nasz stłumiony
ścianą ciał oddzielone
 nasze głodne dłonie''


Emily's POV

W chwilach kiedy strach miesza się ze współczuciem i nienawiścią nigdy nie wiesz co zrobić. Okazujesz wtedy każdą swoją słabość i jesteś w stanie oddać wszystko co najcenniejsze aby tylko pustka, z którą się zmagasz zniknęła. Tak też jest ze mną. Oddałam swoje życie Justinowi Bieberowi. Na pozór ideałowi mężczyzny. Po mimo jego pięknego wyglądu, zachowaniu gentelmana i masie forsy jest tylko nieczułym, zapatrzonym w siebie potworem. Damskim bokserem i najgorszym skurwielem jakiego kiedykolwiek spotkałam, a jednak coś mnie do niego przyciągało. Nie jestem pewna czy było to jakieś głębsze uczucie, którego sama nie mogłam odgadnąć czy też wdzięczność za poniekąd uratowanie mi życia. Zawsze mogłam przecież nadal stać pod latarnią i pieprzyć się z pierwszym lepszym facetem, który się obok mnie zatrzymał. Powinnam się cieszyć. Teraz mam dach nad głową, rzeczy o których marzy każda kobieta... i swojego Pana. Wiele razy myślałam o tym aby traktować to jak normalną pracę ale zaborczość Justina oraz jego surowe zasady nigdy w pełni nie pozwoliły mi się do tego przyzwyczaić. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że rozmyślam o tym leżąc w jednym łóżku ze swoim problemem, a dokładniej będąc ściskana przez jego silne ramiona. Nie zdarza się to za często. Pierwszy raz widziałam Justina w takim stanie. To co działo się w nocy dało mi dużo do myślenia. Jest coś strasznego, co siedzi w jego głowie, a on sam sobie z tym nie radzi. Coś o czym nie chce nikomu powiedzieć albo też się boi. Nie wiem co to jest. Ale wiem jedno, on mimo tego wszystkiego i całej swojej skorupy bipolarnego skurwiela potrzebuje pomocy, a jego ego nie pozwala mu o nią poprosić. Delikatnie wyplątałam się z jego uścisku i nie budząc go, wróciłam do swojej sypialni. Tam się przebrałam i wzięłam prysznic. Nie miałam nawet pojęcia jak bardzo tego potrzebowałam. Gotowa zeszłam na dół i ujrzałam Alyson, która szła z tacą załadowaną po brzegi jedzeniem  przez salon.

-Dzień Dobry..- Powiedziałam przez co kobieta o mało co nie wypuściła tacy z rąk.
-Ugh.. Dzień Dobry kochanie.. - Powiedziała niespokojnie się
rozglądając.
-Gdzie niesiesz to jedzenie? -Zapytałam podchodząc do niej.- Może ci pomóc?- zapytałam z uśmiechem. Kobieta wyglądała na zmieszaną ale każdy może mieć gorszy dzień.
-Niosłam ją na górę dla Pana Biebera.- Oznajmiła.
-To ja mu zaniosę.. -Uśmiechnęłam się i zabrałam od niej tacę. Ta jednak nie chciała jej puścić.
-To moja praca Emily.. Ja biorę za to pieniądze, więc pozwól ,ze to ja jednak ją zaniosę.- Odpuściłam i schowałam ręce do kieszeni bluzy.
-Niech ci będzie.. - Mruknęłam.
-Ummm Mark cię szukał chciał z tobą porozmawiać..- Powiedziała.- Jest na dworze.. Właśnie naprawia samochód więc jak chcesz to możesz do niego iść.- Skinęłam głową i udałam się na zewnątrz gdzie tak jak mi powiedziano spotkałam Mark'a grzebiącego przy samochodzie.
-Dzień Dobry Mark... Alyson mówiła mi, że mnie szukałeś..- Zaczęłam na co mężczyzna stanął prosto i bacznie mnie słuchał.
-Alyson mówiła Pani, ze ją szukałem? - Zmarszczył czoło.
-A nie?- Spojrzałam na niego zmieszana.- Spotkałam ją dziś rano jak niosła tackę z jedzeniem, chciałam jej pomóc ale powiedziała, ze sama to zrobi i powiedziała, ze mnie szukałeś.- Wyjaśniłam.
-A no tak! - Nerwowo się uśmiechnął i podrapał po głowie.- Tylko niestety nie pamiętam co chciałem... - Westchnęłam zirytowana.
-Dobrze.. to jeśli ci się przypomni jestem w domu.. - Uśmiechnęłam się i wróciłam do domu. Nie widziałam Alyson, więc poszłam od razu na górę do pokoju Justina, będąc pewna, ze już nie śpi. Zapukałam i słysząc ciche 'otwarte' weszłam do środka.
-Cześć.. -Powiedziałam siadając na łóżku obok Justina.
-Witam panią..- Powiedział nawet na mnie nie spoglądając tylko przeglądając jakieś papiery w rękach. Rozejrzałam się.
-Alyson nie przyniosła ci śniadania?- Zapytałam podejrzliwie.
-Huh?- Sukces osiągnięty ten zapracowany mężczyzna zwrócił na mnie uwagę.
-Alyson szła z tacą pełna jedzenia powiedziała, że niesie je do ciebie.. - Przewróciłam oczami.
-Uhm.. Tak przyszła tu z jedzeniem ale nie jestem głodny i powiedziałem ,żeby je zabrała.- Powiedział tak samo niepewnym głosem co Mark. Coś ukrywają ale nie będę się w to zagłębiać. W momencie kiedy miałam coś powiedzieć telefon Justina zaczął dzwonić. Ten jednak nieprzerwanie patrzył w dokumenty.
-Nie odbierasz? -Zapytałam przygryzając wargę.
-Po co?- Zapytał skreślając coś na kartce.
-Może to coś ważnego..- Powiedziałam obserwując go.
-To zadzwoni drugi raz.. -Zaśmiał się i porwał jedną z kartek.
-Ugh.. Justin nie robi się tak... - Przewróciłam oczami.
-Jak ci tak zalezy to odbierz.. - Nie patrząc na mnie sięgnął po telefon i podał mi go. Spojrzałam na wyświetlacz, który pokazywał, ze Justin przed podaniem mi go odebrał. Spiorunowałam go wzrokiem i przystawiłam komórkę do ucha.
-Halo..- Odezwałam się niepewnie czekając na odpowiedź drugiej strony.
-Emily? Kochanie jak dobrze cię słyszeć. Dzwonię do Justina od wczoraj, a on mnie odbiera. Możesz mi powiedzieć co tam u was?- To była matka Justina. Wzięłam głęboki oddech i oparłam się wygodnie o zagłówek łóżka.
-Wszystko jest w jak najlepszym porządku.. Nie dziwię się ,że Justin nie odbierał.. Jest ostatnio bardzo zapracowany.. - Powiedziałam przyglądając się swoim paznokciom, które były w opłakanym stanie.
-Och... ale mam nadzieję, ze przyjdziecie dzisiaj na bal maskowy z okazji urodzin Jake'a?- Zapytała, a ja ponownie posłałam Justinowi groźne spojrzenie.
-Zobaczymy... Niczego nie obiecuję.. - Powiedziałam na co do moich uszu doszło westchnięcie kobiety.
-I tak dziękuję, że chociaż ty znalazłaś chwilę... No nic.. Mam nadzieję, że do zobaczenia.
-Do zobaczenia...- Powiedziałam i poczekałam aż kobieta się rozłączy. Gdy już się to stało wpadłam na genialny pomysł.- A może mi pani poświęcić jeszcze chwileczkę? Bo chciałam panią zapytać czy pani mąż jest dobry w łóżku.. - mówiłam do telefonu.- Bo Justin jest wspaniały..- Chłopak spojrzał na mnie powiększonymi źrenicami.- Naprawdę robi cuda. Często jednak jest nerwowy i potrafi mnie bezlitośnie zerżnąć ale jego kutas jest naprawdę magiczny i działa cuda...- Mówiłam gdy Justin wyrwał mi telefon i spojrzał na ciemny wyświetlacz. Spojrzałam na jego zmieszaną minę i zaczęłam się śmiać tak głośno, że prawdopodobnie było mnie słychać na dole.
-Bardzo zabawne.. - Przewrócił oczami i odłożył telefon na szafkę, wracając do papierów. Po chwili uspokoiłam się i przetarłam wilgotne od śmiechu oczy.
-Gdybyś tylko widział swoją minę.- Ponownie zaczęłam się śmiać. Bieber tylko zmroził mnie wzrokiem i westchnął odstawiając wszystko na podłogę. Przysunął się do mnie i usiadł w tej samej pozycji co ja. siedzieliśmy chwilę w ciszy gdy Justin zaczął się śmiać.
-Jesteś idiotką.. Moja matka gdyby to słyszała zapewne umówiłaby cię do ginekologa, a mi kupiła zapas kondonów na kilka lat.. - śmiał się.
-Czy ja wiem... chyba by się opłacało.. - Zaśmiałam się. Po chwili jednak leżałam na Justinie.
-Magiczny kutas powiadasz? -uniósł jedną brew. Schowałam twarz w dłonie śmiejąc się.
-Tak, a co? Nie pasuje coś?- Zaśmiałam się patrząc na niego.
-Wręcz przeciwnie... z tym ,ze zaraz ten magiczny kutas znajdzie się w tobie...- Powiedział ze swoją stanowczością w głosie i wpił w moje usta co odwzajemniłam. Może to jest lekarstwem na jego problemy? Może potrzebuje tego aby oderwać się od rzeczywistości? Dam mu to lekarstwo.. ale nie za darmo. Odsunęłam go od siebie dysząc.
-Pod jednym warunkiem..- Wydyszałam.
-Jakim?- Przewrócił oczami.
-Idziemy dzisiaj na imprezę urodzinową twojego ojca.- Powiedziałam stanowczo.
-Nie ma mowy.- Prychnął .
-Jestem mokra.- Jęknęłam.
-Co tylko zechcesz.- Syknął i nie mogąc dłużej się powstrzymać wpił się ponownie w moje usta. Był to pocałunek pełen agresji, który oboje odwzajemnialiśmy. Nie przerywając go ściągnął ze mnie koszulkę, a następnie rozpiął mój stanik. Nie pozostałam mu dłużna i ściągnęłam jego koszulkę sprawiając, ze pozostał w samych bokserkach. Przesunęłam dłoń w dół jego brzucha i chwyciłam zawartość jego bokserek lekko ściskając. Z ust chłopaka wydobyło się ciche sapnięcie,a on sam zrzucił mój stanik i chwycił moje piersi w dłonie, krążąc kciukami wokół sutków, czym je drażnił. Jedną wolną ręką zjechał na zapięcie moich spodni i pozbył się ich jednym mocnym szarpnięciem razem z majtkami. Zsunęłam jego bokserki, a on wyciągnął się i sięgnął z szafki prezerwatywę. wkładając ją na swojego członka i przejeżdżając nim po moim wejściu. Cicho jęknęłam i zacisnęłam uścisk na jego ramionach po chwili czując jak jego członek z całej siły wciska się w moje wejście. Zacisnęłam powieki głośno jęcząc. Poruszał się we mnie bardzo powoli doprowadzając tym do szału.
-Sz..szybciej..- Wyjęczałam w jego ucho wypychając swoje biodra do przodu. Zgodnie z moim poleceniem przyśpieszył. Wbijał się we mnie brutalnie pieprząc i obijając o moje ścianki co powodowało u mnie głośne jęki, które można zaliczyć nawet do krzyków. Czułam jak moje ścianki powoli zaczynają się zaciskaj wokół jego członka. Przyśpieszył swoje tempo i w momencie gdy moim ciałem zawładnął orgazm, on eksplodował we mnie i opadł bezwładnie na moje ciało. Wyszedł ze mnie i położył obok, próbując tak samo jak ja uspokoić swój oddech. Gdy już się opanowałam uniosłam się i spojrzałam na niego.
-Czy nie lepiej kiedy robimy to po dobroci?- Zapytał unosząc jedną brew i ściągając prezerwatywę ze swojego członka.
-Tak..- Skinęłam głową i spojrzałam na to co robi.- Możesz tego przy mnie nie robić?- Zapytałam patrząc na jego twarz. On natomiast pomachał mi gumką przed twarzą.
-Fuj! Jesteś obleśny!- Krzyknęłam i wyskoczyłam z łóżka, powoli się ubierając. On natomiast cały czas się śmiejąc wszedł do łazienki. Po jakiejś chwili wyszedł ubrany w szorty i t-shirt z napisem 'dildo or my penis?'. Spojrzałam na niego zszokowana.
-Zamierzasz tak pójść na bal u ojca?- Zaśmiałam się.
-Nie. Tylko na zakupy z tobą.- Odparł  i wziął z szafki kluczyki.
- Ale ja wszystko mam...- Powiedziałam próbując się jakoś wykręcić. On jednak zmierzył mnie wzrokiem.
-To bal maskowy... nie masz ani sukienki ani maski..- Powiedział patrząc na mnie.
-Nie chce mi się jechać... -Westchnęłam.
-Więc..nie idziemy?- Zapytał.
-Chyba śnisz. Pojedziesz sam i mi coś wybierzesz... - Uśmiechnęłam się słodko.
-I  włożysz to co ci kupię bez gadania?- Zapytał z uniesioną brwią. Nie miałam innego wyboru jak się zgodzić.-Okey... Będę wieczorem..- Pomachał mi i wyszedł. Odetchnęłam z ulgą i zeszłam na dół do salonu gdzie spędziłam większość dnia. Czyli czas, podczas którego Justin był na zakupach.

❁❁❁

-Wróciłem!- Krzyknął Justin wchodząc do domu. Wyszłam mu na spotkanie.
-Pokazuj co kupiłeś..- Wyrwałam mu torby. Szybko wyciągnęłam ubrania i ku mojemu zaskoczeniu były...normalne.
-No,no..- Spojrzałam na niego.- Są normalne..- Zaśmiałam się.
-A czego ty się spodziewałaś? Stroju gorącej pielęgniarki albo policjantki?- Zaśmiał się.
-A żebyś wiedział..- Zaśmiałam się. I pobiegłam na górę aby się przygotować. Wyciągnęłam wszystkie rzeczy i rzuciłam je na łóżko. Wtedy moim oczom ukazało się małe  pudełko z logiem Victoria's Secret. Otworzyłam je, a to co ujrzałam w środku zaszokowało mnie. Była tam... bielizna. O ile można ją tak nazwać. To było cholernie cienkie i cholernie prześwitujące.
-To też masz włożyć.- Odezwał się głos za mną. Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego Justina. Ugh... Mówiłam już jak bardzo go nienawidzę?!





sobota, 10 maja 2014

Ask

Założyłam aska na którym możecie pytać się dosłownie o wszystko co związane jest z htl. soł do dzieła <3

 ASK

I Następna rzecz czyli zmieniłam wygląd bohaterki z Niny Dobrev Na.... Care Delavigne! Może tak być?