Emily's POV
Kropelki deszczu uderzały o maskę samochodu ,gdy mijaliśmy kolejne uliczki i
byliśmy o krok od spotkania z rodzicami Justina. Zerknęłam w bok lustrując go
wzrokiem by móc stwierdzić czemu jest taki spięty. Panowała dziwna cisza co nie
było naturalne dla nas obojga, a w przestrzeni było wyczuwalne napięcie. Nie
byłam do końca przekonana czy to moja wina ale coś mi podpowiadało, że właśnie
tak było. Poprawiłam swoją sukienkę i założyłam nogę na nogę co wyraźnie
zirytowało Justina. Zresztą jak wszystko w tym momencie. Chciałam zapytać Marka
jak długo jeszcze będziemy jechać ,ale zrezygnowałam czując szarpnięcie
oznaczające koniec trasy. Odpięłam pasy i wysiadłam z auta, czekając na
Justina. Mężczyzna wysiadł zaraz po mnie i zamknął drzwi.
- Zadzwonię po Ciebie.. -Mruknął do Mark’a i wziął mnie pod rękę, udając się
w stronę domu rodziców.
-Nie musiałeś być dla niego taki oschły..- oznajmiłam patrząc na jego
zaciśniętą szczękę.
-Musiałem. - Powiedział tym samym tonem co do Mark'a. Zdenerwowało mnie to.
Od zawsze wiedziałam ,że jest zmienny lecz ostatnio przechodzi moje najśmielsze
oczekiwania.
-Co się z tobą dzieje, huh? - wbiłam w niego spojrzenie, które wskazywało na
moje zirytowanie.
-Nie twój zasrany interes..- warknął, a drzwi otworzyła jego matka. Całe
szczęście, że to zrobiła w innym wypadku powiedziałabym coś czego później bym
żałowała.
-Dobry wieczór..- Powiedziałam do kobiety, uśmiechając się do niej.
-Witajcie kochani..- Na jej twarzy rozprzestrzenił się szeroki uśmiech ,a
jej oczy zabłyszczały gdy zobaczyła stojącego obok mnie Justina.
-Cześć mamo..- Powiedział zachowując się bardzo spokojnie co utwierdzało
mnie w przekonaniu ,że jest to najbardziej zmienny i bipolarny człowiek na
świecie.
-Cieszę się, że przyszliście.. -uśmiechnęła się szeroko wpuszczając nas do
środka.
-My również Alice. Dziękujemy za zaproszenie. - skinęłam głową i rozejrzałam
się po domu. W środku było pełno ludzi. Nie dziwiło mnie to jednak. Państwo
Green czyli adopcyjni rodzice Justina są dosyć znani nie tylko w okolicy ale i
w całym mieście. Zdziwił mnie za to fakt, że drzwi otwierała Alice ,a nie jej
mąż, który sami ich zaprosił na swoje urodziny. W tej samej chwili gdy miałam
zapytać gdzie jest ojciec Justina, poczułam mocny uścisk na ramieniu. Uniosłam
głowę i zobaczyłam zaciśniętą szczękę oraz zimne spojrzenie Biebera. Odszedł ze
mną na bok, gdzie nie było ludzi.
-Posłuchaj mnie kurwa. Od teraz słuchasz się mnie.- próbowałam wyrwać się z
jego uścisku.
-Co cie kurwa napadło? -Spojrzałam na niego zmieszana.
-Nic. -Mruknął wyciągając z kieszeni maskę.- Masz.. -podał mi ją, a sam
założył drugą.
- Od teraz trzymasz maskę przez cały pieprzony czas. Najlepiej nie gadaj z
nikim ale jeśli będziesz musiała to nie opowiadaj o niczym co nie może wyjść z
poza naszego domu.. - mruknął, po czym poszedł zostawiając mnie samą. Gdy
zginął w tłumie, powoli ruszyłam w poszukiwaniu Jake'a czyli jego ojca. Uważnie
rozglądałam się i przyglądałam wszystkim mężczyznom lecz zadanie nie było takie
proste, ze względu na to, że każdy z nich miał maskę. Westchnęłam biorąc od
kelnera kieliszek szampana i odwracając się. Nagle poczułam jak moje ciało
zderzyło się z innym. Uniosłam głowę i.. bingo! Przede mną stał Jake Green
czyli osoba, której szukałam.
-Emily?- Zapytał uśmiechając się szeroko.
-Jake.. -Odwzajemniłam ten uśmiech i przywitałam z nim uściskiem.
-Jak udało ci się zaciągnąć tu mojego syna?- Zaśmiał się cicho, patrząc na
mnie.
- Łatwo nie było..- delikatnie się zaczerwieniłam. Jake musiał to zauważyć,
bo głośno się zaśmiał.
-Dobrze, rozumiem...- Uśmiechnął się i rozejrzał.- Nie wiesz przypadkiem
gdzie jest moja żona?- Zapytał marszcząc brwi.
-Nie mam pojęcia..- Pokręciłam głową.- Justin też gdzieś zniknął.
- Pewnie są razem w ogrodzie..- Wywnioskował, wzruszając ramionami.- Nie ma
co im przeszkadzać.
-Dokładnie- Oblizałam usta i dopiłam szampana.
-Chodź pomożesz mi witać gości..-Wziął mnie pod rękę i ruszył w stronę
drzwi.
Justin’s
POV
Wziąłem głęboki wdech i powoli wypuściłem powietrze ze swoich płuc aby się
zrelaksować. Może i pomysł matki na spacer po ogrodzie nie był taki zły?
Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów i zapaliłem jednego, zaciągając się
dymem.
-Wiesz, że nie lubię jak palisz?- Matka wbijała we mnie swoje surowe
spojrzenie myśląc ,że jakoś to na mnie zadziała albo przynajmniej go zgaszę.
Zaśmiałem się gorzko i ponownie zaciągnąłem tym razem dmuchając jej dymem w
twarz.
-Trudno..- Uśmiechnąłem się i szedłem dalej, paląc swojego papierosa.
-Zawsze jesteś taki arogancki?- Zapytała idąc obok mnie.
-Raczej tak… - Mruknąłem i kopnąłem leżący na ścieżce kamień.
-Jestem twoją matką
mógłbyś mi
okazywać chociaż trochę szacunku…-Powiedziała patrząc mi w oczy.
-Nie jesteś moją matką i nigdy nią nie byłaś. Adoptowaliście mnie tym samym
wciągając w największe gówno jakie mogło spotkać małe dziecko.- Warknąłem.
-Skąd mogliśmy..- Nie dałem jej skończyć.
-Mówiłem wam… Cały czas wam mówiłem ale zwalaliście wszystko na moją
wyobraźnię. Mało tego. Ojciec zlał mnie twierdząc ,że kłamię.- Wskazywałem na
kobietę palcem cały czas utrzymując na niej zimne spojrzenie.
-Justin my nie mieliśmy pojęcia, ze ona może taka być..- Miała łzy w oczach.
-Wiesz co? Bóg miał racje nie dając wam dzieci ale wy musieliście zrobić mu
na złość i posunąć się do adopcji. Nie nadajecie się do wychowywania dzieci.
Byliście chujowi, a jedyna osoba, która mnie wychowała to Alyson.- Wyminąłem ją
idąc dalej i nerwowo zaciągając się papierosem.
-Dlaczego taki jesteś Justin? Zamknięty w sobie.. jest w tobie tyle agresji…
- Mówiła idąc za mną.
-Zapytaj Isabel. Na pewno się tu dziś pojawi.-Prychnąłem i poszedłem dalej
po chwili siadając na ławce.
-Nieważne.. nie chce się z tobą kłócić…- Usiadła obok mnie.
-Już to zrobiłaś..- Odparłem zrzucając wypalonego papierosa na ziemię i
przydeptując go. Matka zmierzyła mnie wzrokiem. Przewróciłem oczami i
podniosłem go, wyrzucając do kosza i ponownie siadając na ławce.
-Jak wam się układa z Emily?- Spojrzała na mnie oczekując odpowiedzi.
-Dobrze.. – Oblizałem usta patrząc przed siebie. ‘Oczywiście, ze dobrze
tylko ty musisz to wszystko spierdolić Bieber. Jak zawsze’ Pomyślałem.
-To się cieszę. Emily to wspaniała dziewczyna. Pasujecie do siebie..-
Powiedziała to, a w jej głosie można była wyczuć szczerość. Czyżby miała rację?
Ja i Emily… Jesteśmy zupełnymi przeciwieństwami. Ona jest roztargniona,
ciesząca się życiem. Nigdy nie patrzy na konsekwencje. Żyje w swoim własnym
świecie pełnym fantazji. Ja natomiast jestem typem realisty. Nie bawią mnie
jakieś głupoty. Najważniejszy jest dla mnie biznes i dyscyplina oraz posłuszność-
coś czego nie ma Emily.
-Powiedzmy..- Odpowiedziałem poprawiając swoją marynarkę.
-Coś się stało?- Zmarszczyła czoło.- Dziwnie się dzisiaj zachowujecie…
jeżeli to przez to ,ze ja poprosiłam ją aby cię tu zaciągnęła to nie bądź zły
na nią tylko na mnie..- Mówiła szybko.
-Nie mamo, to nie przez to… Po prostu nie czuję się w tym domu najlepiej…
sama wiesz dlaczego. Emily chyba to wyczuwa ,a ja muszę ją od siebie odsuwać
aby nie dowiedziała się za dużo.- Wytłumaczyłem.
-Chodzi ci o Isabel? – Skinąłem głową.- Wisz, ze kiedyś będziesz musiał jej
powiedzieć?
-Tak, wiem. Ale nie sądzę ,że jest na to wszystko gotowa. Postaram się
zachować to dla siebie na tak długo jak będę mógł.- Powiedziałem spoglądając na
nią.
-Rozumiem.. – Odpowiedziała i potarła ramiona.- Idziemy do domu? Robi się
chłodno..- Powiedział wstając.
-Jasne..- Odparłem idąc za nią do budynku. W środku było znacznie cieplej a
z głośników wydobywała się muzyka klasyczna, która niemal wszędzie towarzyszyła
mojemu ojcu. Rozejrzałem się po pomieszczeniu wzrokiem szukając Emily.
Przyglądałem się tańczącym parom aby znaleźć dziewczynę. Po kilku minutach
wytężania swojego wzroku dostrzegłem ją stojącą przy drzwiach z moim ojcem i
witającą gości. Jestem wdzięczny ojcu ,że zajął się nią, a ona nie miała okazji
rozmawiać z niektórymi osobami. Powolnym krokiem ruszyłem w ich stronę po drodze
witając się ze znanymi mi gośćmi lub ‘rodziną’. Nienawidzę takich spędów. Nigdy
nie czuję się na nich dobrze. Każdy przychodzi tylko po to aby dowiedzieć się
nowych plotek, a później zmieszać niewinnych ludzi z błotem. Taka jest
rzeczywistość w świecie biznesu, który jest jednym z najbardziej wywierających
presję i irytujących zawodów. Przynosi natomiast duże pieniądze, sławę i
uznanie. Pytanie tylko czy warto przechodzić przez to wszystko dla nic nieznaczących
papierków albo monet. Podszedłem do Emily i zasłoniłem jej oczy dłońmi.
-Bu..- szepnąłem jej do ucha wyczuwając wkradający się na jej twarz uśmiech.
-Justin..- Zaśmiała się cicho i odwróciła się w moją stronę posyłając mi
pytające spojrzenie.- Gdzie ty się podziewałeś?- Zapytała patrząc mi w oczy.
-Byłem w ogrodzie.. – Uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na ojca.- Dzięki
,że się nią zająłeś.
-Ktoś musiał..- Zaśmiał się i puścił mi oczko. Czasami mam wrażenie, ze Jake
jest moim biologicznym ojcem. Jego myśli krążą wokół seksu, kobiet i biznesu
zupełnie tak samo jak moje. Z wyjątkiem faktu, iż Jake nigdy nie podpisywał ze
swoimi kobietami umów no i się ustatkował.
-No tak.. Bardzo się obrazisz jak porwę Emily?- Zakręciłem dziewczynę wokół
jej własnej osi i uśmiechnąłem się.
-No nie wiem… zabieraj póki moje serce jeszcze jest w całości..- Zaśmiał się
trzymając rękę na piersi. Wyszczerzyłem się i zabrałem Emily na parkiet.
-Cóż za zmiana nastroju Panie Bieber..- Szepnęła do mojego ucha w momencie gdy
położyłem dłonie na jej talii, zaczynając z nią tańczyć w rytm muzyki.
-To pani tak na mnie działa Panno Wood..- Odpowiedziałem uśmiechając się pod
nosem.
-Miło mi to słyszeć..- Odpowiedziała zmysłowo, bawiąc się końcówkami włosów
na moim karku.
-W takim razie mi również jest miło..- Odpowiedziałem zginając kolano i
przechylając ją przez nie. Nagle muzyka ucichła, a mój ojciec stanął na środku
razem z moją matką.
-Na rozpoczęcie balu tango!- Powiedział, a muzyka znów zaczęła płynąć.
Ludzie stanęli wokół mojej matki i ojca, którzy tańczyli ten taniec jakby robili
to od urodzenia. Chwilę później następne pary zaczęły się przyłączać. Uśmiechnąłem
się i schyliłem przed Emily wystawiając w jej stronę dłoń.
-Zatańczy pani ze mną? - Zapytałem unosząc głowę.
-Oczywiście..- Posłała mi jeden ze swoich czarujących uśmiechów i podała mi
dłoń. Wyprostowałem się i położyłem prawą dłoń Nadole jej pleców lewą splatając
z jej i unosząc głowę powoli wykonując krok w lewo. Następnie kilka w przód,
cały czas patrząc jej w oczy. Po kilku powtórzeniach powoli złączyłem nasze
lewe stopy i obróciłem nas powtarzając poprzednie kroki, a
następnie ponownie obracając. Wysunąłem prawą
nogę i delikatnie się nachyliłem, a Emily krzyżowała nogi sunąc wokół niej. Przestrzeń
wokół nas wydawała się płonąć przez wspólne działanie na siebie naszych ciał.
Jej kuszące oczy i moje pociemniałe tęczówki wpatrujące się wprost jej
emanowały bijącym pożądaniem i chęcią przejęcia władzy nad drugimi. Ponownie wysunąłem
prawą nogę, a Emily przeniosła się na prawo obracając się i idąc ze mną raz do
przodu raz do tyłu w zależności od tego , w którą stronę się nachyliłem. Ponownie
wróciłem do pierwszych kroków i wysunąłem nogę pomiędzy jej. Dziewczyna uniosła
swoją i zgięła ja w kolanie przesuwając nią po moim udzie i opuszczając, aby
wrócić do poprzedniej pozycji. Sunęliśmy przez parkiet widząc i czując tylko
siebie nawzajem. Jakby nie było wokół nas nikogo innego. Lekko uniosłem nogę, a
Emily energicznie uniosła swoją, a następnie przesunęła ją energicznie do tyłu,
splatając z
moją. Prowadziłem ją przez
parkiet, zatrzymując się na środku i kręcąc ją tak aby chodziła wokół mnie gdy
ja kręciłem się powoli wokół mojej osi. Uniosłem dłoń wyżej jej pleców i
przyciągnąłem jej ciało do swojego, przejeżdżając nosem po jej szyi. Ponownie
wbiłem wzrok w jej oczy i ruszyliśmy poprzez parkiet. Powtórzyliśmy wszystko od
początku do czasu aż muzyka zamilkła. Wszyscy zaczęli bić sobie nawzajem brawo.
Uniosłem dłoń Emily i delikatnie musnąłem ustami jej wierzch, następnie
odsuwając się i klaszcząc z resztą.
-Nie wiedziałam ,że tak dobrze tańczysz..- Powiedziała, gdy odsunęliśmy się
od tłumu.
-Ty również mnie zaskoczyłaś, oczywiście pozytywnie..- Powiedziałem biorąc
od kelnera dwa kieliszki i jeden podając jej.
-Dziękuję. – Uśmiechnęła się biorąc go ode mnie i zaczynając pić. Spojrzałem
na zegarek.
-Zaraz powinna zacząć się aukcja, chodź..- Złapałem jej dłoń i poszedłem z
nią do ogrodu gdzie zaczęli zbierać się już goście. Mój ojciec miał w zwyczaju
robić aukcje na każde i imprez, a zebrano pieniądze w większości oddawać na
cele dobroczynne. Wszyscy pomyślą ‘ Co za wspaniały człowiek’. Gówno prawda. Zaciera
tym pobieranie łapówek i kantowanie ludzi na pieniądze. Jest bardziej sprytny
niż wszystkim się wydaje.
Po chwili zaczęła się aukcja czyli najbardziej nudna i irytująca część
imprezy. Każdy z bogaczy chciał pokazać jak dużo ma pieniędzy i cały czas
podbijał stawkę. Nigdy mnie to nie interesowało i szkoda mi pieniędzy na jakiś
bezwartościowy badziew. Pod koniec jak zwykle ojciec wystawia na aukcję moją
matkę. To nie tak ,że moja matka jest sprzedana jak murzyn podczas handlu żywym
towarem co jest zabronione i nieetyczne ale osoba, która ją wylicytuje tańczy z
nią jeden taniec. Tym razem jednak ojciec nie zawołał mojej matki, natomiast
patrzył na mnie i na Emily.
-Dzisiejszego wieczoru nastąpi pewna zmiana. Otóż zamiast mojej żony na
aukcję pójdzie dziewczyna Justina, która sama się zaoferowała.. także Emily?
Zapraszamy!- Nie bardzo dochodziło do mnie to co się działo. Zacisnąłem dłonie
w pięści i obserwowałem jak Emily wchodzi na ‘scenę’ i staje obok mojego ojca.
-Więc Emily, jaka jest twoja cena początkowa?- Zapytała jej moja matka.
-600 dolarów.- Odpowiedziała patrząc na tłum.
- 600 Dolarów.- Uniósł tabliczkę jeden z biznesmenów.
-700!- Krzyknął ktoś z końca Sali. Ci frajerzy nie będą z nią tańczyć.
-800!
-900!
-1000!- Nagle nastała cisza.
-Tysiąc po raz pierwszy.. tysiąc po raz drugo tys…- Przerwałem mu.
-2000!- Uniosłem tabliczkę.
-2500!- Krzyknął ten sam facet. Wkurwia mnie.
-3000!- Krzyknąłem.
-3500!- Odpowiedział. Zacisnąłem szczękę.
- MILION!- Krzyknąłem i zrobiło się cicho. Mężczyzna usiadł.
-Milion po raz pierwszy, milion po raz drugi i milion po raz trzeci! Justin
Bieber wylicytował taniec z Emily Wood!- Ojciec uderzył młotkiem, a Emily
zeszła ze sceny. Co ja właśnie kurwa zrobiłem?
-Idę najpierw do łazienki..- Powiedziała i odeszła. No trudno .. stało się.
-Widzę ,że ją kochasz…- Usłyszałem za sobą znajomy, kobiecy głos. Pytanie
tylko do kogo on należał. Zaśmiałem się cicho i odwróciłem, doznając szoku.
-Isabel?
Od Autora: Jest dodaje i po krzyku. Wiem że zajęło mi to dużo czasu ale nie miałam nawet jak dodawać. Musicie to też zrozumieć. Mam jeszcze szkołę i jest dla mnie ważniejsza od pisania ff. Więc darujcie sobie wyzywanie mnie od szmat itp. no bo sorki. Robie to bo chcę. to nie jest mój obowiązek. W sumie to miałam nie dodawać ale wiem ,ze nie wszyscy mnie obrażają itp więc czemu mają cierpieć za waszą bezmyślność. W przyszłym tygodniu dodam dwa rozdziały o podobnej długości or krótsze/ dłuższe. i na 30 rozdziale kończymy HTL tududududum. Ale tak jak wszyscy chcieli będzie Seqeal. Nazwa " How To Love Criminal" Tak więc No woman No cry. Tyle chyba z ogłoszeń. Chciałabym żebyście komentowali te ostatni rozdziały bo to naprawde pomaga. Kc xx