poniedziałek, 3 marca 2014

Chapter Twety Two 2/2

 Proszę przeczytajcie notkę pod rozdziałem xo

No One's POV
Podczas gdy zadowolony i dumny z siebie Justin tryumfował, Emily płakała skulona w rogu swojego ogromnego pokoju. Nie była pewna tego co robi i bała się tego, co przyniosą następne dni. Ciągle brała pod uwagę nieobliczalność Justina. Poza tym nie chciała zostać matką. Nie była na to gotowa, a nawet jeśli tak myślała to musiała być w błędzie. Nie wiedziała jak zająć się dzieckiem a nawet teraz nie mogła liczyć na wsparcie Justina.Otarła podpuchnięte oczy i podniosła się. Wyszła na korytarz i zauważyła ,że Justin musi być na dole. Nigdy nie zostawiał uchylonych drzwi od sypialni gdy w niej przebywał. Zacisnęła swoją drobną dłoń w pięść walcząc z pokusą, wejścia tam. Uczucie jednak wygrało. Zdjęła swoje wysokie szpilki i na palcach weszła do jego pokoju. Rozejrzała się i uważnie podeszła do łóżka. Sama nie wiedziała czego szuka. Była przerażona i niepewna wszystkiego co robi. Chciała jak najszybciej stamtąd wyjść. Wtedy jednak stwierdziła ,że weźmie sobie jakąś książkę. Chwyciła pierwszą lepszą z półki i równie szybko wróciła do swojej sypialni. Zamknęła drzwi na kluczyk i rzuciła książkę na łóżko. Czuła się jak gówno, więc postanowiła wziąć długą i relaksującą kąpiel... Przynajmniej miała nadzieję ,że taka będzie. Podczas gdy Emily starała się zapomnieć o ostatnich wydarzeniach, Justin w spokoju jadł kolację i jak to miał w zwyczaju żartował z Alyson.
 -Panie Bieber.. Wiem ,że to nie moja sprawa ale coś się dzieje miedzy panem a Emily? Chodzi ostatnio taka nieobecna... często płacze..- Powiedziała Alyson spoglądając na Justina , który lekko się napiął.
-Też to zauważyłem. Nie mam pojęcia jest zamknięta, a ja nie wiem jak do niej dotrzeć...- Udał smutek. Co jak co ale Justin Bieber był mistrzem kamuflażu i udawanych emocji. W sumie było to jedną z jego zalet. Mógł kłamać ile wlezie, a i tak nikt by tego nie zauważył.
-Dobrze... ja spróbuję z nią porozmawiać... może to coś pomoże..- Patrzyła na niego mówiąc to.
-Dziękuję Alyson..- Sztucznie się uśmiechnął i odwrócił, przewracając oczami. Skierował się na górę do swojego pokoju, gdzie postanowił wziąć kąpiel. Przeciągnął się idąc przez sypialnię i wchodząc do łazienki. Jak zwykle zatrzymał się przed lustrem i spoglądając w nie przeczesał swoje gęste włosy. Głośno wypuścił powietrze z ust i odkręcił gorącą wodę pod prysznicem, podczas gdy on sam zaczął pozbywać się ubrań. Był nieświadomy tego co właśnie działo się za ścianą, która dzieliła jego sypialnię i sypialnię Emily. Dziewczyna właśnie leżała na łóżku z telefonem w dłoni, przeglądając portale społecznościowe. Przeciągnęła się i odkręciła ręcznik, którym była owinięta. Naga, udała się do garderoby po pidżamę. Gotowa do snu zgasiła światło i usiadła na łóżku, następnie zapalając małą lampkę, stojącą na szafce nocnej. Oparła się wygodnie i zakryła kołdrą, biorąc w ręce książkę, którą zabrała z pokoju Justina. Westchnęła spoglądając nas nią. Nie różniła się praktycznie niczym od innych. Miała skórzaną okładkę w starym stylu, kartki, zakładkę.. coś co posiadała każda książka. Jedyna różnica polegała na braku tytułu. Przykuło to uwagę dziewczyny. Nigdy nie spotkała się z książką bez tytułu. Zmarszczyła czoło i otworzyła ją po chwili żałując, że ją wzięła. Na środku pierwszej strony, pochyłym pismem, pisało:

,,Pamiętnik Justina Biebera. Jeżeli nie jesteś jego posiadaczem radzę ci go odłożyć."

Dziewczyna zamknęła go szybko i z trudem przełknęła ślinę. Czuła jak jej serce przyspiesza swój rytm. Przymknęła powieki próbując odsunąć od siebie chęć przeczytania chociażby jednej strony.Ostatecznie pragnienie wygrało. Ponownie wyciągnęła pamiętnik spod kołdry i otworzyła na pierwszym wpisie.

Poniedziałek, 1 marca 2012r.

Pamiętniku... w sumie nie wiem czy właśnie tak powinienem zaczynać wpisy... ale trudno. Nazywam się Justin Bieber i mam 18 lat. Słysząc 18 lat każdy myśli ,,O nierozsądny i głupi dzieciak, który myśli ,że wszystko mu wolno" Otóż nie. Może i jestem "dzieciakiem" ale napewno osiągnąłem na ten czas więcej niż ktokolwiek mógłby sobie wymarzyć. Jestem miejscowym biznesmenem, do którego należy połowa miasta. Większość firm jest moja, a ja można by powiedzieć.. "śpię" na forsie.  Dzisiaj są moje urodziny ,więc jak zaplanowałem to właśnie tego dnia zawrę umowę z pierwszą uległą. To dobra zabawa... jej cierpienie będzie sprawiało mi ogromną przyjemność. Jestem zimnym skurwielem,któremu zależy tylko na seksie. Ale powiem jedno. Jest mi z tym cholernie dobrze!

Informacja, którą znalazła na pierwszej stronie spowodowała ciarki na całym jej ciele. Wypuściła drżący oddech i rozejrzała się aby upewnić , czy aby napewno jest w pokoju sama. Przeleciała kilka kartek do przodu na jeden z najkrótszych wpisów.

Czwartek, 15 kwietnia 2012r.

Nie piszę tu systematycznie ale to dlatego, że albo zapominam, albo mam dużo roboty.. lub też jestem po prostu leniwy. Tak jak pisałem Elena była moją pierwszą uległą... Tak, BYŁA. W tym momencie jestem na etapie negocjacji z kolejną. Elena była uparta i kilka razy mnie okłamała. Chyba myślała, że połączy nas miłość, a ja zmienię się pod jej wpływem. Nic z tego. Skończyła w mojej piwnicy..martwa... Ale spokojnie nie jestem zabójcą.. Po prostu użyłem metody psychologicznej. Wykończyłem ją psychicznie, a ona sama zadała sobie cios nożem, prosto w serce. Jedyny minus był taki, że zrobiła to na moich oczach, a ja musiałem później sprzątać. Dzisiaj "wypróbuję" Evę. Mam nadzieję, że będzie ostra..

Emily pokręciła głową nie dowierzając temu co przeczytała. Nigdy nie pomyślała, że Justin byłby zdolny do opisywania takich rzeczy.. mało tego... że w ogóle go to nie ruszało i uważał to za coś normalnego. Przeczesała włosy dłonią i otworzyła pamiętnik mniej więcej w połowie.Zastanawiała się czy powinna to czytać... ale wiedziała, że jest już za późno. Ten wpis był stosunkowo niedawno dodany. Ale również najgorszy...

Środa, 4 Czerwca 2013r.

Kurwa, kurwa, kurwa. To jedyne co mogę powiedzieć. Pierdolona szczeniara doprowadziła mnie szału. Od początku wiedziałem ,że wzięcie tak młodej dziewczyny na uległa był głupim pomysłem. Szmata próbowała uciec. Mało tego. Wrzeszczała, że jestem mordercą i inne gówna. To prawda z mojej ręki zginęło kilka kobiet ale czy to powód żeby nazywać mnie MORDERCĄ? Tym bardziej ,ze same mnie o to prosiły. Wręcz błagały o śmierć. Gdyby tego jeszcze było mało jakimś dziwnym cudem wydostała się z piwnicy gdzie ją przetrzymywałem. Wbiegła z kawałkiem szkła do mojego gabinetu i pierdoląc na mnie przeróżne głupoty podcięła sobie żyły. Widział to Mark. Kurwa.... Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Na całe szczęście nie przejął się tym... mało tego pomógł mi pozbyć się jej ciała i wszystko zatuszować. To było trochę... za wiele. Nawet jak dla mnie. Chyba znudziło mi się bycie Panem... Od jutra idę na terapię. Może to mi w czymś pomoże...

Emily zaczęła przekręcać kartki ale niczego więcej nie znalazła. Czuła jak jej ciało drżało, a żołądek się zaciska. Schowała pamiętnik Justina w łóżko i zgasiła lampkę. Bała się ,ze spotka ją to samo co inne dziewczyny. Wiedziała jednak ,że jest od nich silniejsza..i nie da się mu zniszczyć. Po jakimś czasie zasnęła. Justin jednak siedział do świtu nad papierami i rozliczeniami poszczególnych firm. Zmęczony zasnął z głową na biurku. Obudził się dopiero koło południa. Przebrał się w czysty garnitur i spakował wszystko do teczki. Zszedł na dół i usiadł przy stole.
-Dzień dobry Alyson..- Powiedział popijając swoją mocną kawę.
-Dzień dobry Panie Bieber. Jak się spało?- Zapytała z uśmiechem, stawiając przed nim drożdżówkę.
-Szczerze to prawie wcale nie spałem..- Westchnął przecierając twarz dłonią.
-Stanowczo za dużo Pan pracuje..- Kobieta westchnęła, wycierając blat w kuchni.
-Nikt tego za mnie nie zrobi...-Wzruszył ramionami i złapał kolejnego łyka kawy... jeżeli można było nazwać to kawą. Było piekielnie gorzkie i mocne. Zapewne w tym tkwiła magiczna moc napoju, która stawiała na nogi nawet najbardziej zmęczonego człowieka.
-Może powinien pan załatwić sobie jakiegoś zastępce... lub drugą sekretarkę?- Zaproponowała kobieta,
-Dobrze wiesz ,ze nie lubię zmian..- Mruknął wypijając do końca i chwytając drożdżówkę.
-No tak... Woli się Pan przemęczać i faszerować tymi pomyjami.- Wskazała na kubek.
-Dokładnie.- Zaśmiał się cicho i pomachał jej wychodząc z domu. Kobieta tylko pokręciła głową i zabrała pusty kubek aby go zmyć. Chwilę po Justinie na dół zeszła Emily. Miała na sobie letnią sukienkę w drobne kwiatki i baleriny. Włosy miała rozpuszczone i cicho nucąc usiadła przy stole.
-Widzę ,ze masz dzisiaj dobry humor kochanie..- Powiedziała Alyson uśmiechając się do niej szeroko.
-Jak najbardziej Alyson..- Odpowiedziała Emily posyłając jej szczery uśmiech.
-Cieszy mnie to. Ostatnio byłaś strasznie przygnębiona..- Powiedziała patrząc na nią.
-Każdy miewa gorsze dni...- Odpowiedziała wzruszając ramionami.
-No tak...- Odpowiedziała, [podczas gdy telefon Emily wydał charakterystyczny dźwięk przychodzącej wiadomości. Dziewczyna otworzyła smsa.

Od:Justin
Mam nadzieję ,ze się wyspałaś. Bądź gotowa na 15. Przyjadę i ruszamy na misję.

Dziewczyna cicho zaśmiała się na określenie "misja". Wahała się nad tym czy odpisać ale po chwili namyśleń zdecydowała się to zrobić.

Do:Justin
Jaką misję?

Od:Justin
Zobaczysz :)

Pokręciła rozbawiona głową i schowała telefon do torebki, następnie odkładając ją na krzesło. Zjadła śniadanie i wróciła na górę. Do przyjazdu Justina zostały jeszcze dwie godziny. Miała więc sporo czasu dla siebie. Zeszła na dół do salonu i włączyła telewizor. Oglądała film, a wydawać by się mogło długi czas szybko dobiegł końca, w chwili gdy usłyszała trzask drzwi frontowych wyłączyła wszystko i wyszła na korytarz.Justin odkładał swoją teczkę na stół i wycofał do kuchni gdzie nalał do szklanki wodę i zaczął ją pić.
-Hej..- Powiedziała niepewnie podchodząc do niego.
-Hej... Gotowa?- Zapytał odstawiając szklankę i luzując krawat.
-Jasne.. możesz mi powiedzieć gdzie teraz jedziemy?- Zapytała biorąc do ręki torebkę.
-Nie.. dowiesz się jak będziemy na miejscu.- Odpowiedział z szerokim uśmiechem i wskazał aby szła przodem.
-Ugh.. nie lubię niespodzianek..- Mruknęła otwierając drzwi.
-Więc będziesz musiała polubić...- Odpowiedział idąc za nią. Wsiedli do auta i ruszyli. Emily cały czas pamiętała to, co przeczytała w nocy. Bała się Justina ale udawała, ze wszystko jest w porządku. Jeśli wydało by się.. byłoby już po niej. Czas dłużył jej się w nieskończoność lecz tak naprawdę cała podróż trwała 15 minut. Wszystko przebiegło normalnie. Emily zdziwiła się ,że Justin przyprowadził ją do ginekologa, a nawet ,ze wszedł z nią do środka. Jednak cała ta bańka minęła po jednym pytaniu lekarza.
-Czyli usuwamy je?- Zapytał wyłączając urządzenia. Emily zerwała się i spojrzała na zadowolonego z siebie Justina.
-Tak.
-Nie.- Powiedziała Emily zaraz po Justinie co sprawiło, ze chłopak napiął się. Posłał jej mrożące spojrzenie ale i to nie podziałało.
-Nie, nie chcemy...- Powiedział Justin i uśmiechnął się do lekarza.
-Dobrze w takim razie zapiszę was na kolejną wizytę..- Powiedział zapisując coś w swoim laptopie. Podał Emily kartkę z zaleceniami i pożegnał się z nimi.
-Emily zaczekasz na zewnątrz? Musze jeszcze załatwić z lekarzem kilka spraw biznesowych..-Wytłumaczył, na co dziewczyna skinęła głową i wyszła.
-Co za baba...- Warknął, na co lekarz podniósł się.
-No nie należy do łatwych...- Westchnął.
-Ta...- Mruknął chłopak zakładając ręce na szyi.
-To oznacza ,ze druga opcja?- Zapytał lekarz podając mu tabletki.
-Jaką mam pewność ,ze to zadziała?- Zapytał.
-Dużą... Jedna wystarczy ale możesz dać dwie.. Wtedy nie ma szans... poza tym płód jeszcze się w pełni nie rozwinął..- Powiedział lekarz.
-Okej...- Westchnął Justin chowając je do kieszeni.- Dzięki..- Mruknął wychodząc do dziewczyny. Justin nie miał żadnych zahamowań. Ustalił ,ze dziecko ma się nie urodzić i nie dopuści do tego żeby stało się inaczej. Pytanie tylko czy tabletki podziałają ze stu procentową pewnością tak, jak mówi lekarz.

Od Autora: Przepraszam ale zachorowałam i leżałam na łóżku, a następnie wyjechałam na cały tydzień i dopiero wczoraj wróciłam.... Dziękuję za te 11 komentarzy ! + Zbierajcie komentarze także pod tym rozdziałem bo w następnym bedzie się działo :D Jak myślicie Justin da jej te tabletki czy nie ? :D 

PS: Znacie kogoś kto robi szablony bo aż mi oczy wypala jak na to patrze hahaha.
PS2: Może ktoś chciałby zrobić zwiastum? :D Najlepsze zamieszczę w zakładce "zwiastuny" Która powstanie jeżeli wy je zrobicie ahahah.
PS3: Piszcie jakieś ciekawe ff w zakładce Inne Opowiadania i zapisujcie się w Informowanych :D




*Chapter Twenty Two* 1/2

Co to wszystko do cholery miało znaczyć? Rozumiem, zapomniał albo ja go uwiodłam ale kurwa dobrze wiedział co robi. Uniosłam się i przeczesałam włosy dłonią. Może jednak było to jakieś rozwiązanie. Może wtedy Justin dałby mi pieprzony spokój. To była myśl, która wywołała uśmiech na mojej twarzy. Podeszłam do Justina i spojrzałam mu w oczy szeroko się uśmiechając.
-Mam nadzieję ,ze będę w tej pieprzonej ciąży, a ty już przyzwyczajaj się do roli ojca skurwysynie.- Wysyczałam prosto w jego twarz. Widziałam jak jego szczęka się napina, a prawa pięść unosi.- Dalej! Uderz ciężarną! Pokaż jakim kutasem jesteś!- Wykrzyczałam ponownie w jego twarz. Chwycił mnie mocno za włosy i docisnął do ściany.
-Nie dam ci tej satysfakcji pieprzona zdziro.- Warknął puszczając mnie i wychodząc z pokoju. Przy okazji udało mu się trzasnąć bardzo mocno drzwiami. Dziwię się ,że jeszcze nie wypadły z zawiasów. Oszołomiona i z mieszanymi uczuciami osunęłam się w dół i po prostu zaczęłam płakać. Sama nie wiem jakie to były łzy szczęścia?- Możliwe, w końcu mam szansę na minimalnie normalne życie, smutku?- Moje życie nadal jest jedną wielką kupą gówna, złości?- Napewno. Myślę też, że odegrała tu znaczną rolę bezradność i fakt, iż nie wiedziałam co dalej robić.

Justin's POV

Jestem wkurwiony, mało tego jestem w tym momencie zdolny, pójść tam i ją zajebać gołymi rękami. Wcale nie bawił mnie fakt, że mogę mieć bachora. Nie lubię dzieci. Nigdy ich nie lubiłem i myślę , że w najbliższym czasie się to nie zmieni. Poza tym taki szczyl może wszystko zepsuć. Nigdy w takich układach nie miałem problemów. Kobiety były mniej lub bardziej uległe ale zawsze udawało się to jakoś załatwić. Nigdy jednak nie pomyślałbym, że trafi mi się dziwka, która nie dość, ze ciągle będzie się stawiać to zajdzie w ciążę. Mam pieprzoną nadzieję , ze nie będzie, a wtedy dodatkowo ją zerżnę. Warknąłem zirytowany i zrzuciłem wszystko co znajdowało się na moim biurku. Usiadłem w fotelu za nim i wybrałem numer znajomego lekarza.
-Halo? Cześć Robin z tej strony Bieber.- Zacząłem, na co głos po drugiej stronie od razu się odezwał.
-Cześć Justin! Coś się stało, że dzwonisz tak późno?- Zapytał. Słyszałem w jego głosie zmartwienie, chociaż wiem ,ze było udawane. Utrzymywał ze mną przyjazne stosunki tylko dlatego, że kilka miesięcy temu przejąłem klinikę , w której pracuje. 
-W sumie to nic wielkiego. Zależy mi jak zwykle na dyskrecji.- Chrząknąłem podchodząc do drzwi i sprawdzając  czy aby napewno nikt się nie kręci.
-Ma się rozumieć.- Powiedział podchodząc do tego jak do każdego zlecenia, które mu daje.
-Chciałbym abyś zrobił kartę na imię i nazwisko Emily Wood. Ma 18 lat. Dopisz jej jakieś standardowe choroby, badania nie wiem to ty jesteś lekarzem. Jeżeli jutro do ciebie zadzwonię podłożysz tą kartę doktorowi Peterson'owi. Rozumiesz?- Wyszeptałem do słuchawki.
-Tak.. Justin tylko... Zdajesz sobie sprawę ,ze doktor Peterson jest od aborcji?- Zapytał z nutką niepewności w głosie.
-O to chodzi.- Powiedziałem.- Liczę na ciebie.- Dodałem i rozłączyłem się. Czułem się już trochę rozluźniony. Przeciągnąłem się i uśmiechnąłem wiedząc, że już to wygrałem. Żegnaj gówniarzu.

No One's POV

Podczas gdy zadowolony i dumny z siebie Justin tryumfował, Emily płakała skulona w rogu swojego ogromnego pokoju. Nie była pewna tego co robi i bała się tego, co przyniosą następne dni. Ciągle brała pod uwagę nieobliczalność Justina. Poza tym nie chciała zostać matką. Nie była na to gotowa, a nawet jeśli tak myslała to musiała być w błędzie. Nie wiedziała jak zająć się dzieckiem a nawet teraz nie mogła liczyć na wsparcie Justina.Otarła podpuchnięte oczy i podniosła się. Wyszła na korytarz i zauważyła ,że Justin musi być na dole. Nigdy nie zostawiał uchylonych drzwi od sypialni gdy w niej przebywał. Zacisnęła swoją drobną dłoń w pięść walcząc z pokusą, wejścia tam. Uczucie jednak wygrało. Zdjęła swoje wysokie szpilki i na palcach weszła do jego pokoju. Rozejrzała się i uważnie podeszła do łóżka. Sama nie wiedziała czego szuka. Była przerażona i niepewna wszystkiego co robi. Chciała jak najszybciej stamtąd wyjść. Wtedy jednak stwierdziła ,że weźmie sobie jakąś książkę. Chwyciła pierwszą lepszą z półki i równie szybko wróciła do swojej sypialni. Zamknęła drzwi na kluczyki i rzuciła książkę na łóżko. Czuła się jak gówno, więc postanowiła wziąć długą i relaksującą kąpiel... Przynajmniej miała nadzieję ,że taka będzie. Podczas gdy Emily starała się zapomnieć o ostatnich wydarzeniach, Justin w spokoju jadł kolację i jak to miał w zwyczaju żartował z Alyson.
-Panie Bieber.. Wiem ,ze to nie moja sprawa ale coś się dzieje miedzy panem a Emily? Chodzi ostatnio taka nieobecna... często płacze,..- Powiedziała Alyson spoglądając na Justina , który lekko się napiął.
-Też to zauważyłem. Nie mam pojęcia jest zamknięta, a ja nie wiem jak do niej dotrzeć...- Udał smutek. Co jak co ale Justin Bieber był mistrzem kamuflażu i udawanych emocji. W sumie było to jedną z jego zalet. Mógł kłamać ile wlezie, a i tak nikt by tego nie zauważył.
-Dobrze... ja spróbuję z nią porozmawiać... może to coś pomoże..- Patrzyła na niego mówiąc to.
-Dziękuję Alyson..- Sztucznie się uśmiechnął i odwrócił, przewracając oczami. Skierował się na górę do swojego pokoju, gdzie postanowił wziąć kąpiel.

Od Autora: Przepraszam ,zę połowa dwójka będzie jutro dziś mam pilny wyjazd i nie zdążę więcej. Przepraszam.
 

niedziela, 16 lutego 2014

*Chapter Twenty One*

Zupełnie nie wiedziałam co mam robić.  Justin stał obok wbijając we mnie swoje pełne gniewu spojrzenie, które tak dobrze znałam.  Odsunęłam się od chłopaka i złapałam Justina za rękę.
-Justin to nie tak jak myślisz...- Próbowałam się tłumaczyć ale najwyraźniej słabo mi to wychodziło, bo odepchnął mnie i zadał jeden mocny cios w twarz mężczyźnie, którego całowałam.-Justin nie!! -krzyczałam próbując go odepchnąć ale na marne. Nic do niego nie docierało. Ja natomiast, oberwałam na tyle mocno aby wylądować dobry metr od nich. Próbowałam wstać ale nie miałam siły. Zamiast tego zalewałam się łzami patrząc jak dwaj mężczyźni, którzy zapewne już zdążyli połamać sobie nosy- co wnioskowałam po płynącej z ich twarzy krwi- są rozdzielani przez ochronę. Patrzyłam i... Nie wierzyłam w to wszystko. Schowałam twarz w dłonie cicho szlochając. Nie chciałam na to wszystko patrzeć. Poczułam jak ktoś próbuje mnie podnieść. Uniosłam sie lekko i przez rozmazany od łez obraz ujrzałam ochroniarza. Nie byłam w stanie mu się wyrwać. Pozwoliłam aby zaniósł mnie do czarnej limuzyny, gdzie na drugim końcu siedział ocierający twarz Justin. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, patrzyłam na niego, a kolejne łzy wyciekały z moich oczu i spływały po policzkach. Lekko otworzyłan usta ale szybko je zamknęłam. W sumie to nie wiedziałam co powiedzieć. Zagryzłam suchniętą od słonych łez wargę i wbiłam wzrok w chłopaka.
-Co sie suko patrzysz!?-warknął posyłając mi mrożące spojrzenie.- Pozwoliłem ci kurwa!? - krzyczał. Nieśmiało pokręciłam głową bardziej szlochając, a moja warga drżała ze strachu. Ten człowiek był nieobliczalny i chyba to najbardziej mnie przerażało. Bieber wziął głęboki oddech i pociągnął mnie brutalnie ,za nogi do siebie. Moje ciało zatrzęsło się pod jego dotykiem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo jestem teraz wkurwiony.- wysyczał rozrywając moją bluzkę i zrzucając jej pozostałości na ziemie.- I wiesz ze musisz teraz ponieść karę.- Powiedział. Przycisnął guzik w drzwiach.- Mark, nie zatrzymuj się dopòki ci nie powiem.- Puścił go i posadził mnie sobie na kolanach.-Wiesz jak cholernie zazdrosny jestem?- pokiwałam głową.- I wiesz jak bardzo nie lubie gdy ktoś to u mnie wywołuje? -wysyczał.
-Ale my nie jesteśmy pa...parą.- Powiedziałam bardzo cicho. Napiął się.
-I co kurwa z tego!?- Wrzasnął.- Tylko ja mogę cię dotykać , tylko mój kutas może znaleźć się w twoim wejściu i tylko ja moge zerżnąć cie tak mocno, że nie będziesz w stanie chodzić.- wywarczał prosto w moją twarz, a jego oczy biły chłodem prosto w moje.
-Rozbierz sie..-powiedział wygodnie sie opierając i zrzucając ze swoich kolan na ziemie.
-ale..-zaczęłam.
-Rozbieraj sie kurwa!! -ponownie wrzasnął. Skuliłam sie powoli rozbierając. Gdy byłam już całkiem naga uniosl sie i uklęknął obok mnie na ziemi.-połóż się.- powiedział oschle. Zrobiłam co kazał i przełknęłam głośno śline. Justin zawisł nade mną, a jego zimny łańcuch opadł na moje piersi przez co syknęłam. Spuścił wzrok zauważając to. Zaśmial sie cicho i ściągnął go, następnie związując nim moje ręce. Swoimi umięśnionymi dłońmi rozsunął moje nogi i wsadził dwa palce w moje wejście. Głośno jęknęłam i wygiełam ciało w łuk. Wypchnęłam biodra w jego stronę prosząc o więcej. Wszystko działo się wbrew mojemu sercu i umysłowi ale moje ciało było mu całkowicie uległe. Za to właśnie go nienawidziłam, że nie mogłam mu sie sprzeciwić chociażby ze strachu. Z każdą sekundą jego ruchy były coraz intensywniejsze. Wiłam się pod nim w ekstazie. Czułam jak zaczyna podszczypywać moje ścianki i drażnić na miliony innych sposobów. Nerwowo zaczęłam zaciskać uda ale szybko je rozsuwał. Głośno jęczałam czując, że jestem blisko spełnienia. Wystarczyłoby kilka mocnych wsunięć i mogłabym dojść. Zamiast tego Justin wyrwał sie ze mnie i zostawił wijącą na podłodze. Nie wiedziałam co mam zrobić potrzebowałam dojść. Postanowiłam sama sobie pomóc jednak zorientowałam się, że mam związane ręce. Justin siedział nade mną przyglądając się temu z szerokim uśmiechem. Tymczasem ja czułam nienasycenie i dzine uczucie pustki. Zaciskałam uda i poruszałam biodrami nawet nad tym nie panując. Łzy zaczęły wypływać z moich oczu gdy chłopak cicho się śmiał.
-J-Justin... Proszę! -wyszlochałam patrząc na niego.
-Nie Emily. To jest twoja kara. Bede przerywał twoje orgazmy.- powiedział podczas gdy uczucie zaczęło ustępować.
-Jesteś takim skurwysynem -krzyknęłam gdy ten gwałtownie wsadził we mnie palc powtarzając poprzednie czynności włącznie z odsunięciem się od mnie i patrzeniem jak powoli zabija mnie tymi torturami. Płakałam pragnąc ukojenia, którego raz za razem mnie pozbawiano. Po kilku następnych razach byłam na skraju wytrzymałości. Miałam spuchniętą od płaczu twarz i rozmazany obraz.
-Mam nadzieje, że czegoś cie to nauczyło suko.- warknął.- Teraz cie zerżne.- Wychrypiał gwałtownie we mnie wchodząc. Krzyknęłam i zacisnęłam powieki. Wchodził w mnie całą długością, a jego pchnięcia były niesanowicie intensywne. Krzyczałam jego imie zaciskając się wokół jego kutasa. Poczułam jak we mnie dochodzi, gdy ja już drugi raz szczytowałam. Opadł obok mnie głośno dysząc.- Jeszcze jedna taka akcja i bede robil ci to przez kilka dni. -splunal zapinajac ponownie spodnie i rzucajac mi ubrania. W zasadzie to moją spódnicę i swoją skórzaną kurtkę.- Mark jedź do domu. Zawiadom Alyson, żeby przygotowała kolacje.- powiedział stanowczo i oblizał usta wyciągając fajki. Ja natomiast ubrałam się i usiadłam jak najdalej od niego. Zapalił jedną,zaciągnął się, a następnie wypuścił dym pozwalając aby ten rozszedł się po całym samochodzie. Zakaszałam odwracając głowę. Zauważyłam, że dojeżdżamy na miejsce. Gdy Mark zaparkował wysiadłam i jak najszybciej udałam się do domu. Przemknęłam niezauważalnie przez dom prosto do swojego pokoju. Zamknęłam się w nim i osunęłam po ścianie, zanosząc się płaczem. Miałam dość tego wszystkiego. Przeniosłam się na łóżko i zawinęłam kołdrą. Usłyszałam jak drzwi się otwierają. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina.
-Po co tu przyszedłeś? - Zapytałam pociągając nosem.
-Nie jadłaś nic od obiadu.- powiedział stawiając tacę x jedzeniem na stole.
-Nie jestem głodna.- mruknęłam.
-Masz jeść. Mam na głowie ważniejsze sprawy niż twoja anoreksja ,do której ci blisko.- powiedzial zdenerwowany.
-Dobrze już nie denerwuj sie tak. -przewróciłam oczami i wzięłam kubek. Justin pokiwał głową i wyszedł. Zjadm to, co mi przyniósł i wykąpałam się. Odświeżona leżałam w łóżku z telefonem w ręku. Po chwili usłyszałam trzask, a moje drzwi się otworzyły. Stał w nich rozczochrany i zdenerwowany Bieber.
-Mamy problem Emily.- Powiedzial pociągając za końcówki swoich włosów.
-Paparazzi dowiedzieli się o twojej bójce? - zaśmiałam się gorzko. Dobrze wiedziałam, że tak się to skończy.
-Gorzej Emily..... Nie zabezpeczyliśmy się.- O cholera.

Od Autora: Tak wiec tu du dum. Nastepnych rozdzialach bedzie sie dzialo. Tak wiem zaskoczenie i te sprawy. Zbierajcie komentarze a jestem zdolna napisac nastepny juz jutro. Ale ma byc ich duzo wiec kazdy komentuje. Kocham was <3

sobota, 15 lutego 2014

Informacje ;D

Wiem ze zawalilam i znowu czekacie 2 tygodnie wiec postanowilam wam to jakos wynagrodzic. Mianowicie zaczelam wlasnie ferie i jutro zamierzam dodac rozdzial. Malo tego. Jezeli bedziecie wspolpracowac (komentarze) to bede dodawala moze codziennie/co drugi dzien. (Moje takie skryte marzenie to 40 na HTL ale pewnie zaz tyylu was nie ma) wiecie to zalezy od ilosci komentarzy. Im wiecej tym lepiej dla was ;) a teraz inna sprawa. CZY JEST KTOS TAK BARDZO KOCHANY I DALBY MI NAMIAR NA OOBE ROBIACA SZABLONY ALBO SAM JE ROBI I MOGLBY MI ZROBIC???  (PISZCIE NA TT) CHODZI MI O OSOBE A NIE ADRES SZABLONIARNI ZEBYM ZAMAWIALA I ZAPEWNE NIE ZOSTALA WYBRANA BO 'Z BIEBEREM NIE ROBIMY'. SERIO JAKOS SIE ODWDZIECZE IDK. TO CHYBA NA TYLE. KOCHAM WAS!!!!

(jezu jak piszecie ze mna na tt i macie podjare to mi nie słodźcie mi bo wygladam potem jak niedojebany świstak. XD)

sobota, 1 lutego 2014

*Chapter Twenty*

Leżałam pod cienką warstwą materiału próbując uspokoić swój oddech. Seks z Justinem był bardzo przyjemny ale zarazem bardzo męczący. Pokłady energii tego mężczyzny są ogromne , a to skąd je czerpie jest dla mnie jedną wielką zagadką. Podobnie jak jego bipolarność, chamstwo oraz egoizm. Życie z nim jest wiecznym biegiem i staraniem się za nim nadążyć. To wszystko wygląda tak, jakby on sam przed czymś uciekał. Tylko przed czym? Odpowiedź na to pytanie, napewno nie łatwo będzie znaleźć ale postawiłam  sobie to, jako cel. I chociażby nie wiem co się działo wyciągnę to z niego. Powoli małymi krokami będę starała się dowiadywać o nim czegoś więcej niż tylko podstawowych informacji. Będę robiła to, do czego zobowiązuje mnie nasza umowa.... zaraz.. Ja jej jeszcze nie podpisałam.

*Rano*

Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Podniosłam się lekko i cicho ziewnęłam, przeciągając się. Zeskanowałam pokój, w którym byłam i przypomniało mi się wszystko co działo się w nocy. Nagle mój wzrok spoczął na- o dziwo- śpiącym obok mnie Justinie. Wyglądał inaczej niż zwykle. Jego zawsze idealnie ułożone na baczność włosy, tym razem opadały swobodnie na jego twarz, która także bardzo się różniła od tej, którą widziałam na codzień. Jego pełne malinowe usta były lekko rozchylone, a czekoladowe, zawsze pełne lodu i obojętności oczy zamknięte. Wyglądał słodko i niewinnie, zupełnie inaczej niż jest w rzeczywistości. W sumie może to być ostatnia chwila gdy widzę go takiego. Gdy tylko wstanie zapewne szybko włoży swoją "maskę" chłodnego i bezdusznego biznesmena. Powoli owinęłam się pościelą i wstałam z zamiarem udania się do swojego pokoju. Gdy tylko doszłam do drzwi zamiary te zostały pokrzyżowane przez zachrypnięty i niski głos Justina, który sprawił ,że przez moje ciało przeszły dreszcze.
-Czyżbyś mnie zostawiała?- Zapytał na co szybko się odwróciłam. Siedział na łóżku przeczesując swoje włosy dłonią.
-Mmmm No tak. Muszę wziąć prysznic i się przebrać..- Przygryzłam wargę wpatrując się w jego karcące spojrzenie.
-A czy pozwoliłem ci odejść?- Zapytał przechylając głowę na bok.
-N-nie..- Wyjąkałam spuszczając delikatnie głowę.
-Nie lubię jak ktoś robi coś takiego albo nie pyta o pozwolenie. Zdenerwowałaś mnie. Wiesz ,że musisz teraz zrobić coś, aby mnie uspokoić?- Zapytał, choć wiem ,ze było to tylko pytanie retoryczne. Oczywiście ,ze czegoś oczekiwał tylko obawiam się ,ze nie mam pomysłu jak załagodzić jego wybuchowy temperament.- Więc.. co proponujesz?- Zapytał unosząc jedną brew i figlarnie się uśmiechając.
-Co powiedziałby Pan na śniadanie.. do łóżka?- Również uniosłam jedną brew.
-Hmm to jest jakaś propozycja..A mam jakiś inny wybór?- Wyszczerzył się na co odpowiedziałam tym samym dodatkowo kręcąc głową. Westchnął wracając do swojej "pokerowej twarzy".- Dobrze więc.. Czekam na ciebie. -Powiedział na co puściłam mu oczko, a na jego twarzy zawitał szeroki uśmiech. Zaśmiałam się pod nosem i wyszłam z jego pokoju kierując się do swojego. Wzięłam prysznic i przebrałam się w czyste ubrania, po chwili schodząc na dół do kuchni. Krzątała się po niej Alyson, przygotowując śniadanie, które zapewne było przeznaczone dla Justina.
-Dzień Dobry..- Powiedziałam z delikatnym uśmiechem, na co ona obdarowała mnie swoim.
-Dzień Dobry złotko. Nie wiesz może czy Pan Bieber już wstał?- Zapytała stawiając na stole jego ulubioną,mocną i nie słodzoną kawę.
-Um tak. Pomyślałam ,ze zaniosę mu śniadanie na górę. Niech dłużej sobie poleży zanim pójdzie do pracy..- Powiedziałam ukrywając prawdziwy powód, dla którego miałam zanieść je Justinowi.
-No dobrze..Zaraz wszystko przełożę na tacę..-Powiedziała odwracając się do szafki.
-Nie, dziękuję Alyson dam sobie radę. Ty zapewne masz jeszcze dużo roboty.-Powiedziałam zabierając jej sprzed nosa tacę i nakładając na nią talerze z jedzeniem.
-No dobrze.. Jak uważasz..- Westchnęła odchodząc w głąb domu. Ja natomiast ruszyłam po schodach na górę z załadowaną po brzegi tacą. Bałam się, aby tylko czegoś nie upuścić. Gdy wreszcie dotarłam do celu zapukałam delikatnie i weszłam do środka zastając widok najseksowniejszego mężczyzny na ziemi leżącego na łóżku ze swoją kamienną twarzą, który pracował przed laptopem.
-Przyniosłam śniadanie- Powiedziałam w przerwie między dźwiękami naciskanej klawiatury, co oderwało go na chwile od pracy. Delikatnie kiwnął w moją stronę i uśmiechnął ponownie spoglądając w monitor. Odstawiłam tacę na biurko i wskoczyłam na łóżko kładąc się obok niego.
-Co robisz?- Zapytałam patrząc mu przez ramię.
-Zestawienie kosztów jednej z lokalnych firm.. Mają spore zadłużenie z tego co widzę. Będę musiał się tam wybrać i zacząć negocjować cenę wykupienia ich. Jeżeli dobrze wszystko obliczyłem za kilka miesięcy gdy spłacę długi mogę zarabiać dwa razy więcej..- Mówił z wielkim przejęciem raz zerkając na monitor, a raz na mnie. Kiwałam głową, dając mu znak,że rozumiem co mówi ale będąc szczera... wszystko to jest dla mnie czarną magią. Uśmiechnęłam się na podekscytowanie Justina. Widać ,ze jego praca sprawiała mu przyjemność, a to przecież jest najważniejsze..Zapewne dlatego też jest tak dobry w swoim fachu.
-Czy ty czasem w ogóle odpoczywasz?- Zaśmiałam się cicho. Byłam ciekawa, ponieważ odkąd tu jestem ani razu nie widziałam go bez telefonu, papierów oraz laptopa.
-Jasne..- Spojrzał na mnie marszcząc czoło.
-Kiedy?- Zapytałam unosząc jedną brew. Myślał przez dłuższy czas po czym zaśmiał się cicho.-Właśnie..- Powiedziałam na wydechu.
-Ale mogę wziąć wolne kiedy tylko chcę.... Po prostu ostatnio pracujemy z jednym z największych koncernów..Muszę przy tym być. Nie może się nie udać. Dlatego wziąłem to na siebie i dzięki temu wiem ,że o wszystko mogę zadbać.- Tłumaczył gestykulując rękoma.Prychnęłam.
-To weź dzisiaj wolne..- Oblizałam usta patrząc na niego.
-Po co?- Zapytał wzdychając.
-Bo musisz odpocząć. Całymi dniami siedzisz tylko przed papierami, dokumentami, umowami i nie wiem co jeszcze. Zrelaksuj się człowieku, bo osiwiejesz..- Przewróciłam oczami.
-Może i masz racje..- Powiedział odkładając laptopa na stolik.
-Oczywiście ,ze mam racje.. -Powiedziałam podchodząc do tacki z jedzeniem.
-Dobra... Nie idę dziś do pracy..- Westchnął.
-I?- Zapytałam z szerokim uśmiechem.
-I? I co?- Zapytał zdezorientowany.

-Dobrze wiesz o co mi chodzi..- Oblizałam usta stawiając tackę na łóżku. Bieber przewrócił oczami.
-Wiem. Okey.. Niech ci będzie... Nie dotknę się dziś do niczego co wiąże się z pracą umowami i innym gównem..- Powiedział na wydechu.
-Okey..- Prawie pisnęłam. Justin natomiast zaczął jeść rogala z serem i popijać go swoją ohydną kawą, za którą zapewne płacił miliony.
-To.. co w takim razie robimy?- Zapytał przełykając i patrząc na mnie, po czym wziął następnego gryza. Wzruszyłam ramionami nie mając żadnego pomysłu.
-Kojarzysz zespół Six-Ninths?-Zapytał, na co zmarszczyłam czoło. Znałam kilka ich piosenek ale nigdy nie byłam nimi specjalnie zainteresowana. Ogólnie ich muzyka była dobra.
-Tak.. A mogę spytać o co chodzi?- Zapytałam , na co on złapał łyka kawy i spojrzał na mnie.
-Mają dziś wieczorem koncert w mieście. Jeżeli zadzwoniłbym teraz może udałoby mi się zdobyć bilety. Pytanie tylko czy chcesz iść..- Powiedział kończąc rogala.
-Jasne ,ze chcę!- Powiedział głośniej niż miałam w planach, na co delikatny uśmiech wpełznął na twarz Justina.
-Okey..-Wstał i zabrał swojego iPhone'a.-W takim razie daj mi chwile..- Powiedział wchodząc do gabinetu i zamykając się tam. Ja natomiast złapałam głęboki oddech i wybiegłam do swojego pokoju aby znaleźć coś, co mogłabym włożyć wieczorem. Po jakiejś godzinie miałam gotowy strój. Zostało mi tylko czekać na wyjście.

Około godziny osiemnastej czekałam przebrana, uczesana i umalowana na Justina. Zaskoczył mnie fakt, że nie włożył garnituru tylko zwykłe ubrania ,w których nie wyglądał na bogatego biznesmena tylko zwykłego chłopaka, który idzie na koncert. Delikatnie przygryzłam wargę na ten widok, po czym wzięłam głęboki wdech aby nie zwariować. Normalni ludzie możliwe ,że mdleliby na jego widok gdy miałby na sobie garnitur lecz ja widzę go tak codziennie, więc ten rzadki widok doprowadza moją wewnętrzną boginię do szaleństwa. Głupia suka. Uśmiechnęłam się do Justina i odwróciłam w stronę drzwi. Ten z kolei złapał moją rękę i zaprowadził mnie do Mark'a, który już siedział za kierownicą Range Rover'a. Wsiedliśmy na tył i zapieliśmy pasy, gdy ten ruszył.
-Więc.. zanim dojedziemy musimy uzgodnić kilka spraw..- Powiedział odwracając się w moją stronę.
-Mianowicie?- Zapytałam oblizując usta.
-Mianowicie, gdy tylko wysiądziemy otoczą nas tłumy paparazzi.- Powiedział na co pokiwałam głową.- Będą oni zadawać masę pytań. I uwierz nie będą to pytania 'Hej, jak się czujesz?' czy 'Jak masz na imię?' Będą zadawać najbardziej osobiste pytania oraz prowokować cię abyś powiedziała im to, co chcą usłyszeć.- Powiedział, a ja siedziałam słuchając uważnie każdego wypowiedzianego przez niego słowa.
-Musimy ustalić co będziesz odpowiadać. Wiesz, najlepiej jakbyś nic im nie mówiła ale różnie może się zdarzyć. Chciałbym abyś mówiła, że jesteśmy razem. Jeżeli zapytają cię o  prostytucję udawaj ,ze o niczym nie wiesz. To wystarczy. Nie mów nic innego.- Powiedział przeszywając mnie swoim lodowatym spojrzeniem.
-O..Okey..- Powiedziałam łapiąc oddech i siadając prosto. Dzięki Bieber, teraz się boję.
W przeciągu 20 minut byliśmy na miejscu. Przygryzłam wargę spoglądając na bruneta, który patrzył przez szybę.
-Zatrzymaj się Mark. Tu jest w miarę czysto..- Powiedział surowym tonem, na co auto się zatrzymało.- Czekaj na nas przy tylnym wyjściu.- Powiedział otwierając drzwi i czekając, aż ja wysiądę. W momencie gdy drzwi się za mną zatrzasnęły, a samochód odjechał usłyszałam biegnący tłum, aparaty i krzyki.
-Kurwa..- Warknął Bieber chwytając moją dłoń i w mirę szybkim krokiem udając się do budynku. Mieliśmy jednak do pokonania tłum szalonych paparazzi. Otoczyli nas z każdej strony zadając masę pytań.
-Jesteście parą?
-Dlaczego tak szanowany biznesmen jak Pan zadaje się z prostytutką?
-Mieszkacie razem?
-To coś poważnego?
-Jak się poznaliście?
-Czy Pan Bieber korzystał z Pani usług?
To był istny koszmar. Nie wiedziałam co mam robić. W pewnym momencie zostałam oderwana od Justina. Stanęłam po środku rozglądając się i szukając Justina ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Otaczający mnie tłum napierał na mnie do tego stopnia, że nie mogłam złapać powietrza. Wiedziałam ,ze muszę coś zrobić.
-Odsuńcie się!- Krzyknęłam nie panując nad tym. Zszokowany tłum odsunął się tak, że utworzył kółko, w którego środku stałam ja. Uspokoiłam swój oddech.
-Odpowie nam Pani na kilka pytań?- Zapytała pewna kobieta wyciągając w moją stronę rękę z mikrofonem.
-Jasne.Słucham.- Powiedziałam w myślach prosząc o to aby wreszcie zjawił się Justin.
-Czy Pani i Pan Bieber są parą?- Zapytała.
-Tak. Jesteśmy z Justinem razem.- Odpowiedziałam patrząc na kobietę. Cały tłum zerwał się i ponownie na mnie naparł zadając miliony pytań.
-Czy Pan Bieber wie ,ze jest Pani prostytutką?- Zapytał mężczyzna.
-Cóż za śmiałe określenie.- Zaśmiałam się gorzko.- Nie wiem skąd macie takie informacje ale z prostytucją nigdy nie miałam nic wspólnego. Dziękuję nie odpowiem na więcej pytań.- Powiedziałam próbując przedrzeć się przez tłumy, gdy nagle ktoś złapał moją dłoń i wyciągnął z tej dżungli, zaciągając do pustego pomieszczenia.Uniosłam głowę i zobaczyłam Justina.
-Nic ci nie jest?- Zapytał patrząc na mnie i dysząc.
-Chyba nie..- Odpowiedziałam biorąc głęboki wdech i siadając na kanapie.
-Teraz już wiesz dlaczego wole pracować i nigdzie nie wychodzę?- Zaśmiał się cicho siadając obok mnie. Pokiwałam delikatnie głową odwracając się w jego stronę.
-Ci ludzie są chorzy.- Powiedziałam przymykając powieki.
-Oni nie są chorzy. On właśnie w ten sposób zarabiają. Szukają sensacji. Oni nie chcą prawdy... Oni chcą czegoś co dobrze się sprzeda.. Czegoś, za co będą mieli kasę i uznanie w całej redakcji. Ich nie obchodzi człowiek, ani to czego dokonał. Interesują się tylko popełnionymi przez niego błędami. I choćby były niewielkie zrobią z niego kryminalistę. Dodadzą kilka zdań, domalują  dodatkową historię i uważają ,ze wszystko jest w porządku.- Mówił, na co patrzyłam na niego współczując mu. W tych czasach nie możesz zaufać nikomu, a każdy czeka tylko na twoje potknięcie.- Idziemy? Zaraz się zacznie..- Powiedział podnosząc się.
-Jasne..- Odpowiedziałam idąc za nim.
-Gdy będziemy wychodzić będzie zupełnie inaczej. Wyjdziemy tyłem, a dodatkowo zadzwoniłem po ochronę.- Powiedział, a ja trochę się uspokoiłam. Nie chciałabym przeżyć tego jeszcze raz. Weszliśmy z Justinem do klubu. Wmieszaliśmy się w tłum i nikt nie miał okazji nas rozpoznać. Gdy tylko zespół zaczął grać skupiłam się na muzyce i oplecionych wokół mnie ramionach Justina. Lubiłam gdy zachowywał się jak normalny facet a ni władca i kiedy nie traktował mnie jak swojej własności...przynajmniej troszkę. Mierzył za to każdego przechodzącego obok mnie mężczyznę i skutecznie odpędzał facetów, którzy chcieli ze mną zatańczyć. W pewnym sensie było to zabawne ale jeżeli tak ma wyglądać reszta mojego życia to..nie, dziękuję. Po jakimś czasie Justin poszedł do toalety, a ja zostałam sama bawiąc się z resztą ludzi, gdy poczułam czyjeś ręce na mojej talii. Byłam już trochę pijana i nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Byłam pewna, ze to Justin, więc postanowiłam zaskoczyć go. Szybko odwróciłam się i wpiłam w jego usta. Chłopak oddał to, a ja delikatnie pogłębiłam i położyłam dłoń na jego policzku. Dziwne... Z tego co pamiętam jego skóra była delikatna i nie pamiętam aby znajdował się na niej nawet ,tak delikatny jak ten, zarost. Może po prostu szybko mu rośnie.. Nie mam się przecież czym przejmować.
-Emily?!- Usłyszałam głos rozwścieczonego Justina przy moim uchu. Zaraz... skoro on jest tu to.... KURWA CAŁUJE JAKIEGOŚ OBCEGO FACETA.



Od Autora: Przepraszam że to przedłużyło się o tydzień ale.
1) Była wywiadówka (znacie mój ból)
2) Napisałam to na telefonie ale niestety straciłam na nim całą pamięć i jest w naprawie.
3) dopiero odzyskałam komputer.
Mam nadzieję ,że jednak to skomentujecie. Ostatnio zastanawiałam się jakim cudem miałam 32 komentarze skoro teraz mam po 20 przez 2 tygodnie... ups... Chyba nie czytacie.. Nic ciesze się nawet z tych 20. Zostawcie komentarz jak czytacie. Zapisujcie też swoje nazwy na tt abym mogła was powiadamiać <3 






poniedziałek, 20 stycznia 2014

*Chapter Nineteen*

Mój oddech był szybki i nierówny podczas gdy próbowałam przetworzyć wszystko co się dzieje. Byłam cholernie przerażona. Miałam cichą nadzieje, ze jak w każdym z filmów zza rogu wyjedzie Justin i mnie uratuje ale to było głupie. On nawet nie jest ciekaw tego co się ze mną dzieje. W sumie to czemu miałoby go to interesować? Ma swoje życie. Z pewnością znajdzie kolejną chętną i naiwną laskę, którą będzie pieprzyć do nieprzytomności. Szczerze nienawidzę tego człowieka. Szarpałam się próbując im wyrwać ale to nic nie dawało. Czułam ,ze nie może być gorzej. Ci ludzie chcieli seksu... ewentualnie- co jest mniej prawdopodobne- tylko zastraszyć. Pieprzyć to. Jestem tylko dziwką. Większość życia się tym zajmowałam.
-Odsuńcie się! Proszę!- Krzyknęłam zrozpaczona.
-Czemu niby mielibyśmy to zrobić?- Zaśmiał się gorzko jeden z nich przyprawiając moje ciało o dreszcze.
-Mam dla was propozycje... Nie ucieknę z resztą i tak mnie dogonicie...- Mówiłam przez łzy. Jeżeli mój plan nie wypali... nie będzie już dla mnie żadnego ratunku. Mężczyźni popatrzyli na siebie i powoli odsunęli zastawiając mi ewentualną drogę ucieczki.
-J-jeżeli mnie puścicie... załatwię wam dziwki... dużo dziwek. w sumie jestem jedną z nich. Wystarczy, ze pojedziecie ze mną na Down Street. -Przygryzłam wargę czekając na ich ruch.
-I ty myślisz ,że ci uwierzymy?-Jeden z nich się zaśmiał.
-Musicie... jeżeli nie... to w dalszym ciągu mnie macie...- Zagryzłam wnętrze policzków. Powoli pokiwali głową, a jeden z nich szepnął coś drugiemu na ucho.
-Dobra. Ale jeżeli nas wkręcasz to przysięgam ci suko marny twój los..- Warknął odsuwając się i otwierając drzwi do właśnie zatrzymującej się taksówki. Wepchnęli mnie do środka i wsiedli. Byłam przerażona ale chociaż miałam nadzieję, że wyjdę z tego cało.

Justin's POV

Po tym, jak Emily wyszła dopiero dotarło do mnie to, co zrobiłem. Nie, żebym żałował, bo zawsze to robiłem i nie przywiązuję do tego zbyt wielkiej wagi ale ..WYSZŁA. Rozumiecie kurwa?! Wszystko co do tej pory osiągnąłem może się zepsuć przez jednego jebanego paparazzi, który znajdzie ją tam, gdzie poszła. Szybko zerwałem się na równe nogi i pomyślałem gdzie mogła pójść. Nie miała wielu takich miejsc , a jednym z najbardziej oczywistych był burdel, w którym wcześniej mieszkała. Zabrałem marynarkę i zbiegłem po schodach wkładając ją.
-Mark!- Zawołałem swojego kierowcę, ponieważ piłem dzisiaj alkohol i nie mogłem prowadzić.
-Słucham Panie Bieber.- Odezwał się głos za mną, a ja lekko podskoczyłem.
-Kurwa wystraszyłeś mnie..-Złapałem się za serce.
-Przepraszam.-Powiedział stojąc w bezruchu z kamienną twarzą. Nie wiem co z tym człowiekiem jest nie tak ale nie wiem czy żartuje, mówi poważnie czy też chuj wie co. 
-Spoko... Zawieziesz mnie na Down Street?- Zapytałem oblizując usta.
-Oczywiście Proszę Pana.- Odpowiedział i skierował się na zewnątrz, zapewne aby odpalić auto. W tym czasie ja włożyłem buty i zabrałem telefon.
-Alison, wychodzę! -powiedziałem do gosposi.- Przypilnuj aby ekipa sprzątająca zrobiła to co do nich należy. Dom ma się błyszczeć, poza tym za to im płace.- Powiedziałem na co pokiwała głową. Później już wyszedłem i wsiadłem na tylne siedzenie auta czekając , aż dojadę na miejsce. Dziewczyna podniosła mi ciśnienie i będzie musiała sprawić, ze ono się zmniejszy.

Emily's POV

Po około 15 minutach byliśmy na miejscu. Powoli wysiedliśmy z taksówki. Moje nogi były jak z waty. A co jeżeli mój kochany alfons ich nie wpuści albo powie, że mnie nie zna? Z trudem przełknęłam ślinę pukając do drzwi, tak dobrze znanego mi domu. Tak jak myślałam otworzyła Megan jedna z największych szmat jakie znam.
-Proszę , proszę... kogo nam tu przywiało...- Powiedziała piskliwym głosem przeżuwając gumę.
-Zamknij się Meg. Muszę pogadać z Georgem..- Przepchnęłam się i skierowałam do jego gabinetu. Wtargnęłam tam bez pukania, czego od razu pożałowałam. Stał półnagi pieprząc od tyłu jakąś dziwkę. Przewróciłam oczami głośno chrząkając. Nie przeszkadzał sobie jednak i doszedł w niej dopiero później się odwracając. Zmierzył mnie wzrokiem zapinając pasek swoich spodni.
-Spierdalaj..- Warknął do dziewczyny, a ta pośpiesznie zebrała swoje rzeczy i wyszła.-Co ty tutaj robisz? Chyba umówiliśmy się ,ze zostajesz u Biebera i nie zawracasz mi dupy?- Powiedział siadając w fotelu.
-Sprawy się skomplikowały... nawet bardzo...- Powiedziałam przygryzając wargę.-Musisz mi pomóc.
-Ja nic nie muszę dziecinko..- Powiedział ze sztucznym uśmiechem.
-Proszę...- Powiedziałam ostatkiem sił, zanim kilka łez nie wypłynęło z moich oczu.
-Dobra... nic nie obiecuje ale mów o co chodzi.- Westchnął.
-Widzisz tamtych kolesi...- Wskazałam przez szybę na ludzi, z którymi tu przyszłam.
-Tak.. co z nimi?- Zapytał przyglądając się im.
-Bo widzisz... Chcieli mnie zgwałcić albo nie wiem co jeszcze... Daj ich do jednego pokoju ze wszystkim dziewczynami.... Oddam ci za to... zrobię co zechcesz.. proszę..- Mówiłam zrozpaczona gotowa upaść na kolana i błagać.
-Nie stać cię.. -Prychnął.
-Zrobię wszystko... proszę...- Jęknęłam masując skronie.
-Dobra.. Mówisz ,że wszystko? -Zmarszczył brwi. Na co w odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową.
-W takim razie poczekaj tutaj...- Powiedział i wyszedł z gabinetu. Moje serce lekko przystopowało swój rytm, a ja opadłam na fotelu dziękując Bogu ,ze to wszystko tak się skończyło.
Nie wiem jak długo tak siedziałam ale zastanawiałam się czego w zamian będzie chciał Georg. Wiedziałam ,ze zawsze był pieprzoną świnią i zrobił z mojego życia piekło, dlatego bałam się jego oczekiwań. Ziewnęłam przeciągając się i patrząc jak wchodzi do środka.
-Więc... czego chcesz w zamian?- Zapytałam.
-Dziewczyny przez najbliższe kilka dni mają wolne... będziesz obsługiwać klientów za nie wszystkie aż nie zbierzesz odpowiedniej sumy..- Oblizał usta.- Myślę, ze to najuczciwsza propozycja.- W sumie miał racje. To było całkiem w porządku ale nie chciałam wracać do bycia dziwką... przynajmniej nie milionów facetów...- Wchodzisz w to?- Zapytał na co ponownie pokiwałam.
-Idź do swojego pokoju... Znowu mieszkasz tam sama. Margaret miała już remont..- Westchnął odwracając się i włączając telewizor. Wstałam i udałam się tam gdzie mi kazał. Zamknęłam za sobą drzwi i położyłam się na łóżku czekajac na nadchodzący dzień i rozmyślając nad wszystkim co się stało.

Justin's POV

Po około godzinie jazdy byliśmy na miejscu. Poprawiłem swój garnitur i wysiadłem z auta kierując się w stronę budynku. Zapukałem lecz nikt mi nie otworzył. Zmuszony byłem wejść sam.Od razu ruszyłem do gabinetu Georga, gdzie akurat się znajdował.
-Jest Emily?- Powiedziałem od progu nawet się z nim nie witając.
-Może by tak dzień dobry?- Zapytał odwracając się w moją stronę.
-Zadałem pytanie.- Nie miałem ochoty na te jego jebane gierki. Wkurwiał mnie i nie miałem ochoty z nim gadać.
-Jest.- Odpowiedział oschle. Ja tylko zawróciłem i poszedłem do jej pokoju bez pukania wchodząc do środka. Dziewczyna zerwała się gdy mnie tylko zobaczyła.
-J-Justin? Co ty tu robisz?- Zapytała podkulając nogi i wciskając się w ścianę.
-Jak to kurwa co?! Przyjechałem po ciebie!- Odpowiedziałem zirytowany. Nie wiem co tak bardzo wyprowadzało mnie z równowagi ale z każdą sekundą robiłem się coraz bardziej wściekły.
-To nie możliwe. Musze zostać i spłacić dług u Georga.- Odpowiedziała kpiącym tonem.
-Jaki znowu kurwa dług?!- Zapytałem, a ona opowiedziała mi wszystko od początku. Byłem zły. Mało. Wkurwiony. Popatrzyłem na nią i trzasnąłem drzwiami wychodząc. Wróciłem do gabinetu robiąc to samo z jego drzwiami.
-Ile jest winna?- Zapytałem od progu oblizując usta.
-Chyba nie chcesz za nią płacić?- Prychnął.
-A jeśli nawet to co? Pytam się ile?- Warknąłem
-10 000$.- Odpowiedział patrząc na mnie zdziwiony.
-Dobra.- Powiedziałem wyciągając telefon i wykonując przelew.- Miło się gadało.- Mruknąłem idąc po Emily.- Wychodzimy.- Powiedziałem podchodząc do niej. Patrzyła na mnie zszokowana.
-Skąd ta pewność ,że chcę z tobą iść?- Zapytała. Westchnąłem siadając obok niej na łóżku.
-Zapłaciłem za ciebie 10 000$. Poza tym nie chcesz tu być. Wiem o tym.- Powiedziałem patrząc jej w oczy.
-Pójdę pod jednym warunkiem.- Powiedziała przygryzając wargę. Uniosłem brew ciekawy jej propozycji.
-Wprowadzam zasadę..zero bicia. Nie masz prawa mnie już uderzyć..- Powiedziała patrząc mi w oczy.
-Okej...- Odpowiedziałem patrząc jak staje i wychodzi. Poszedłem zaraz za nią. Zgodziłem się ale przecież zasady są po to, aby je łamać.

Po około 40 minutach byliśmy pod domem. Wszedłem do niego i powolnym krokiem udałem się do sypialni, gdzie wziąłem prysznic oraz przebrałem w luźną pidżamę. Westchnąłem przeczesując włosy i wychodząc na balkon gdzie zapaliłem papierosa.
-Palenie szkodzi zdrowiu...- Usłyszałem głos za sobą. Byłem pewny, ze to Emily, ponieważ nikt ze służby nie odważyłby się tutaj wejść.
-Jebie mnie to...- Wzruszyłem ramionami zaciągając sie po raz kolejny. Dziewczyna stanęła przede mną,a ja mogłem ujrzeć ją w całej okazałości. Jej włosy były jeszcze wilgotne a ubrana była w jedną z koszuli nocnych od VS, która ostatnio jej kupiłem. Moje oczy dokładnie ją skanowały. Zgasiłem papierosa w popielniczce i podszedłem do niej chwytając ją w biodrach.
-Wyprowadziłaś mnie dziś z równowagi jak nigdy.- Szepnąłem i poczułem jak jej ciało zadrżało.
-I co z tym zrobisz?- Zapytała uwodzicielsko.
-To zależy co możesz mi dać...- Szepnąłem na co z jej ramion spadł szlafrok.
-Wiele..- Powiedziała, a ja nie czekając ani chwili dłużej wpiłem się w jej usta i zaniosłem ją na łóżko. Szybkimi i zwinnymi ruchami pozbyłem się reszty jej ubrań i zacząłem całować jej szyję , a następnie piersi jeżdżąc językiem wokół jej sutków co sprawiało, że cicho jęczała ugniatając kolanem moje krocze. Czułem jak moje ciało napina się pod jej dotykiem. Pozwoliłem jej przejąć na chwilę kontrolę i kiedy ona pozbywała się mojej pidżamy wyciągnąłem z szafki prezerwatywy podając jej jedną. Szybko włożyła ją na mojego kutasa, a ja zawisłem nad nią wbijając się w nią mocno i szybko co sprawiło, że krzyknęła moje imię. Z każdym moim uderzeniem coraz mocniej wbijała swoje paznokcie w moje plecy i jęczała. Lizałem i składałem mokre pocałunki na jej szyli podczas gdy ona wiła się pode mną i kręciła biodrami sprawiając ,ze odczucia były jeszcze mocniejsze. Czułem jak jej ścianki zaciskały się wokół mnie, a przez mój członek zaczęło przechodzić mrowienie, wiedziałem ,ze byliśmy blisko. Przyśpieszyłem tempo uderzając w jej punkt kiedy rozpadła się pode mną, a jaj ciało wygięło w łuk pod wpływem orgazmu, który bądź co bądź zawładnął także mną. Wydałem z siebie warknięcie przedłużając to uczucie tak długo jak tylko mogłem. Po wszystkim opadłem obok niej próbując unormować swój oddech. Przypomniałem sobie moment, w którym ją uderzyłem. Poczułem...poczucie winy?
Nah... Bieber.. Przecież ty nie masz serca.


Od Autora: Joł! Tak więc. wygrał piątek aaale rozdziały będą w weekendy tzn piątek- poniedziałek. Dlaczego? Otóż nowy plan lekcyjny :)))) Tak. też uważam że kulka w łeb i do piachu srdjgslkdhrgkjfdg ugh -.- No ale rozdział jest i bedzie co tydzień ba dum tsy. End Nał. Podziękujcie @huuugmee za to ,że:
a) jest wrzodem na dupie ale ją kocham tak ja wszystkich czytelników <3
b) Dzięku niej jest +18. azała napisać ze na specjalne życzenie)
 Tak więc jak widzicie ja nie gryzę więc walcie do mnie na tt :))) KCKCKCKCKCK 

Ps: Rozdziały będą co tydzień ale jest warynek- Każdy z wask komentuje. Pis Joł.

sobota, 11 stycznia 2014

Chapter Eighteen

Goście przychodzili jeden po drugim. W przeciągu następnych 30 minut dom był pełen ludzi. Byli tu sławni prawnicy i miejscowi przedsiębiorcy. Im bliżej przyjazdu rodziców Justina tym bardziej się denerwowałam. Czułam jak coś przekręca mi się w brzuchu, a serce zaczyna bić coraz szybciej. Nie byłam w stanie wypić ani łyka szampana z kieliszka, który trzymałam już dobre 20 minut. Odłożyłam go i wzięłam głęboki oddech. To było dla mnie za dużo. Nie byłam gotowa ich poznać. W sumie to nawet nie chciałam. Nie jesteśmy z Justinem razem, a z własnego doświadczenia wiem, że rodzice moich partnerów mnie nie lubią. To po prostu nie mogło się udać. Ja- miejscowa prostytutka, której się poszczęściło, miałam udawać dziewczynę Justina Biebera- Największego biznesmena w mieście, a możliwe, że i kraju. To przecież niedorzeczne.Nikt w to nie uwierzy. Justin może mieć każdą dziewczynę. Z trudem przełknęłam ślinę odwracając się. Przeszłam kilka kroków wpadając na kogoś. Uniosłam głowę i ujrzałam Justina. Był tak samo zestresowany jak ja.
-Przepraszam.- Powiedziałam cofając się. Pokiwał tylko głową posyłając mi delikatny uśmiech.- Justin.. ja .. musimy pogadać.- Powiedziałam patrząc na jego zmieszany wyraz twarzy.
-Okey..- Powiedział opierając się o ścianę i patrząc na mnie.
-Na osobności..- Powiedziałam oblizując usta.
-To aż tak ważne? Nie możemy porozmawiać o tym jak już wszyscy pójdą?- Zapytał podchodząc do mnie bliżej. Przymknęłam oczy próbując uspokoić swój oddech.
-Nie Justin. Nie może.- Powiedziałam stanowczo napotykając się z jego zimnym, surowym i pełnym władczości spojrzeniem.
-Więc chodźmy..- Wychrypiał podchodząc do Marka i szepcząc mu coś na ucho. Ten pokiwał głową,a Bieber ruszył schodami na górę. Poszłam zaraz za nim uważając aby się nie przewrócić. Weszliśmy do jego gabinetu,a chłopak zamknął za nami drzwi. Usiadłam na blacie biurka i założyłam nogę na nogę obserwując jego ruchy.
-Więc... O czym chciałaś porozmawiać?- Zaczął Bieber stając przede mną z założonymi rękami. 
-To się nie uda... - Powiedziałam na wydechu. Justin zmarszczył brwi obdarzając mnie swoim słynnym lodowatym spojrzeniem.
-Nie uda się co!? - Delikatnie uniósł głos.
-Wszystko... Nikt w to nie uwierzy. To nie może się udać Justin...- Oznajmiłam biorąc głęboki wdech. Chłopak stał w bezruchu po chwili chichocząc.
-Masz rację...nikt. Może oprócz tych 150 osób, które przed chwilą życzyły mi jebanego szczęścia w związku!- krzyknął na co się wzdrygnęłam.
-Ne krzycz na mnie do cholery!- Odpowiedziałam tym samym tonem co on. Podszedł do mnie i chwycił za gardło.
-Będę robił co tylko mi się podoba.!!- Warknął zaciskając dłoń. Powoli zaczęłam się dusić.-Zrozumiano kurwa!?- Zapytał na co wydusiłam z siebie coś brzmiącego jak "tak". Bieber uśmiechnął się szeroko w końcu mnie puszczając. Opadłam na podłogę tracąc czucie w nogach. Zachłysnęłam się powietrzem głęboko oddychając i masując szyję.- Posłuchaj księżniczko... Masz prawa ale masz też i obowiązki. Jednym z nich jest słuchanie tego co mówię i robienie tego, co ci każę bez sprzeciwów. -Mówił nachylony nade mną z obłąkaniem w jego oczach. Dopiero teraz zauważyłam, że jego źrenice pociemniały i powiększyły się. Drżąc ze strachu na podłodze, nieśmiało pokiwałam głową.Wtedy to doszło do mnie, jak przerażająca jest ta ciemniejsza strona Justina. Ta, którą ukazywał gdy któraś z jego uległych sprzeciwiła mu się. A ja? Byłam kolejną z nich. Najgorsze jest to, że na własne życzenie.Nikt nie zmuszał mnie abym wsiadała do jego auta.  Bałam się. Tak cholernie się bałam...
                                           
                                                                 *Justin's POV*                                                               

Ja pierdole! Co ja robię!? Nie chciałem jej tak wystraszyć. Mogłem wyładować się na czymś innym nie na niej. Ale cóż. Zawsze robiłem to na kobietach. Jestem zimnym skurwielem bez uczuć. I wiecie co w tym najlepsze? Dobrze mi z tym. Ale oprócz tych wszystkich- w oczach innych złych- cech jestem wychowany na uczciwego przedsiębiorcę, pracodawcę, pracownika i miliony innych . W interesach jestem uczciwy. Zapomniałem, że "związek" z Emily jest w pewnym sensie interesem. Ostatnio obiecałem jej, że przez miesiąc pomogę jej się w tym wszystkim połapać. Zawsze dotrzymuję obietnic. Tej także dotrzymam. Muszę tylko naprawić to co teraz zjebałem. Kucnąłem przy jej drobnym ciele, które było zwinięte w kolke i całe drżało.
-Emi- Próbowałem coś powiedzieć ale przerwała mi.
-Zostaw mnie!- Krzyknęła, a z jej dużych brązowych oczu wytoczyły się łzy, które wyznaczyły wilgotne linie na jej pobladłych policzkach.
-Emily.. przepraszam. J-Ja nie chciałem...- Powiedziałem z trudem przełykając ślinę i spuszczając głowę.
-Gówno Prawda! Chciałeś!-Krzyknęła wstając na równe nogi.- Bardzo dobrze wiedziałeś co robisz. Ale nie dziwmy się. Każdą ze swoich dziwek tak traktowałeś. Dlaczego w ogóle pomyślałam ,że przy mnie mógłbyś się inaczej zachowywać?!- Powiedziała siadając na blacie mojego biurka i chowając twarz w dłoniach.
-Masz racje.- Odpowiedziałem wstając do jej poziomu.
-Tylko tyle? Tylko tyle masz do powiedzenia?- Powiedziała unosząc głowę.
-A czego ty oczekujesz? Wiedziałaś na co się piszesz. Pomimo tego wszystkiego co ci powiedziałem nadal tu jesteś. Nikt nie kazał ci wsiadać do mojego auta. Sama to zrobiłaś.- Powiedziałem zaciskając szczękę.
-Gdybym wtedy wiedziała ,że to wszystko będzie tak wyglądać nigdy bym tego nie zrobiła. Trzymałabym się od ciebie z daleka. Jesteś pierdolonym psychopatą. Zasypiam ze strachem ,że następnego dnia znajdą mnie w twojej piwnicy pociętą na kawałki.- Powiedziała machając rękami. Zaśmiałem się gorzko oblizując przy tym usta.
-Nie mam piwnicy. -Powiedziałem wbijając w nią swoje surowe spojrzenie.-Ale czasem żałuje bo mogłaby się przydać.- Warknałem.
-Jesteś nienormalny.Powiniemeś się leczyć!- Wysyczała.
-Gówno mnie obchodzi co sobie o mnie myślisz. Poza tym.. Czego ty się spodziewałaś? Że zabiorę cię do siebie do domu, wybuchnie wielka miłość ,wyjdziesz za mnie będziemy mieć gromadkę dzieci i psa?! Myliłaś się suko! Wy kobiety jesteście tak głupie i naiwne. Nadajecie się tylko do pieprzenia. - Powiedziałem tym samym tonem co ona.
-Dlaczego jesteś takim skurwysynem, co?! Powiedz mi. Może wtedy będę wiedziała jaki jest z tobą problem!- Powiedziałą podchodząc do mnie bliżej.
-Problem jest jeden. Jesteś małą wkurwiającą szmatą.- Warknąłem popychając ją na ścianę i wychodząc z pokoju. Będąc za drzwiami poprawiłem krawat i włosy po czym zszedłem na dół.Przywitałem nowych gości i uśmiechałem się do każdego. Byłem mistrzem ukrywania emocji, choć założę się , że moja twarz była lekko zaczerwieniona ze złości. Poczułem czyjąć rękę na swoim ramieniu co sprawiło ,ze szybko się odwróciłem.
-Synu..- Powiedziała moja matka uśmiechając się do mnie radoście.
-Mamo..- Powiedziałem przytulając ją, a następnie ściskając rękę ojca.
-A gdzie jest Emily? -Zapytała mama marszcząc czoło i rozglądając się po domu.
-Zrobiło jej się słabo i poszła na chwile się położyć.- Skłamałem oblizując usta.
-Mam nadzieję ,ze to nic poważnego..- Powiedziała cicho, głosem pełnym troski.
-Też mam taką nadzieję.. -Westchnąłem wsadzając ręce do kieszeni, ale mrożące spojrzenie matki sprawiło ,że szybko je wyciągnąłem.- Zaprowadze was do stołu.- Powiedziałem chywtając moją matkę pod rękę i prowadząc do reszty gości. Wszystko szło po mojej myśli... Jest tylko jeden problem... Gdzie do kurwy jest Emily!?

*Emily's POV*

Gdy tylko Justin wyszedł wstałam i weszłam do swojego pokoju. Miała tego wszystkiego serdecznie dość. Nie chcaiałam iść na tą całą imprezę ale nie jestem taką suką za jaką mnie uważa. Naprawiłam swój makijaż i rozczesałam włosy. Gotowa stawić czoła wszystkiemu co spotka mnie na dole nałożyłam na swoją twarz sztucznu uśmiech i zeszłam po schodach na dół. Doszło wielu ludzi co sprawiło ,że pozułam się jeszcze bardziej przestraszona niż wcześniej. Nerwowo zaczęłam trzeć dłonie i wzrokiem szukać Justina. Znalazłam go stojącego na gońcu salonu z dwójką starszych ludzi. Wyglądał na szczęśliwego i beztroskiego. Jego bipolarność była jego zaletą. Nie wiem czy nauczył się tego dzięki interesom i temu ,że musiał zachować "pokerową twarz" ale był mw tym cholernie dobry. Nie dziwię się ,ze tyle osiągnął. Potrafi zmanipulować człowieka jak nikt inny. Głośno odetchnełam i pewnym krokiem ruszyłam w ich stronę.
-Państwo Green?- Zapytałam stojąc tuż za nimi. Szybko poczułam na sobie przeszywajace mnie na wylot spojrzenie Justina.
-Och Emily!- Powiedziała jego mama przytulając mnie, co oddałam z takim samym szerokim uśmiechem co ona.- Cieszę się ,że cię widzę.- Powiedziała puszczając mnie.
-Cała przyjemność po mojej stronie Pani Green.- Powiedziałam oblizując usta.- Panie Green..- Kiwnęłam głową w jego stronę , co odwzajemnił.
-Och słonko.. Mówiłam ci żebyś mówiła do nas po imieniu..- Zachichotała. Ta kobieta była niesamowita. Tak ciepła, tak dobra, a przede wszystkim miała w sobie tyle klasy...
-Um..dobrze.. Alyson?- Powiedziałam niepewnie na co kiwnęła.
-Już wszystko w porządku? Justin powiedział nam ,ze źle się poczułaś..- Powiedziała , na co spojrzałam na ukrywającego swoje uczucia Justina.
-Tak, dziękuję za troskę. Po prostu miałam dość...Ciężką noc..- Westchnęłam.
-Rozumiem.. -Alyson uśmiechnęła się przyjaźnie.- Chodź Jake..P[rzywitamy się z resztą..- Powiedziała do swojego męża i odeswzła z nim w głąb domu, znikając z nim w tłumie.
-W co ty co cholery grasz?!- Warknął Justin ściskając moją dłoń tak, ze krew przestała do nie dopływać. 
-W nic! Cholera Justin puść mnie.- syknełam cicho z bólu. Na całe szczęście puścił i odetchnął, co pozwoliło mu ochłonąć.
-Dobra.. ale jeżeli coś kombinujesz to poniesiesz ostre konsekwencje.- Szepnął mi do ucha.
-Nic nie kombinuje.. Najwyraźniej nie jestem taką suką jak uważasz..- Także szepnełam chwytając jego dłoń i idąc z nim do stołu z szerokim uśmiechem na twarzy. Co z tego ,że był fałszywy? Ważne ,że nikt się nie połapał. Ludzie wznosili toasty, rozmawiali, gratulowali nam i dobrze się bawili, łącznie z Justinam. A ja? Ja cierpiałam przy każdym słowie dziękuję, świetnie, Kocham cię, czy też gdy musiałam całować się z Justinem. Czułam jak wypala mi twarz. Miałam wtedy ochotę rzucić to wszystko w cholere i wyjść bez słowa pożegnania. Goście powoli opuszczali dom i robiło się w nim pusto. Z jednej strony dziękowałam Bogu, że to wszystko już się skończyło, lecz z drugiej bałam się co Justin zrobi gdy zostaniemy sam na sam. Udałam się na górę i przebrałam w luźniejsze ciuchy. Chciałam pomóc przy sprzątaniu ale zostało mi to zabronione, możecie się domyśleć przez kogo. Usiadłam na łóżku i włączyłam telewizor równo z otwierającymi się drzwiami. Spojrzałam w ich stronę i odłożyłam pilot widząc w nich Justina.
-Mogę wejść?- Zapytał będąc już w pomieszczeniu.
-Skoro już tutaj jesteś..- Westchnęłam.
-Nie bądź suką..-Powiedział siadając na łóżku obok mnie.
-Znowu zaczynasz? Jak tak to najlepiej stąd wyjdź.- Przewróciłam oczami.
-Nie zapominaj kurwa ,że to jest mój dom.-Warknął.
-Nie unoś się tak Bieber..- Mruknęłam. Pewnie zastanawiacie się , skąd ten mój nagły przypływ odwagi.. Trochę kokainy nikomu nie zaszkodziło..
-Na twoim miejscy uważałbym na słowa..- Syknął patrząc mi prosto w oczy.
-Bo co mi zrobisz? Zgwałcisz? Całe swoje życie tak pracowałam. Bądźmy szczerzy.. nic nie możesz mi zrobić. Jesteś po prostu zagubionym dzieckiem , który chce zniszczyć zycie każdej kobiecie i pokazać jej, że jest nikim. To dlatego ,że twoja matka oddała cię do adopcji , czyż nie tak, Bieber?- Zaśmaiałm się drwiąco.
-Nic o mnie nie wiesz..- Warknął kręcąc głową.
-To może mi powiesz, co? Przestań żywić mnie tymi swoimi kłamstwami straszyć!- Wrzasnęłam, przez co mój prawy policzek wszedł w kontakt z jego lewą pięścią. Odrzuciło moją głowę, a ja upadłam na poduszki. Łzy zaczęły wypływać z moich oczu.-Proszę! Uderz jeszcze raz skurwielu!-Bardzo szybko po tym, ponownie oberwałam. Szybko zerwałam się na równe nogi.-Wiedziałam ,ze to zrobisz.. Jesteś nikim tylko kupą gówna. Przemoca niczego nie osiągniesz. Jesteś nikim! Rozumiesz? Nikim!- Wykrzyczałam mu w twarz wychodząc z pokoju i idąc na dół. Włożyłam swój płaszcz i buty, wychodząc na dwór. Ruszyłam ścieżką do drogi i szłam poboczem do miasta. Przemierzałam oświetlone ulice Nowego Jorku cicho płacząc. To całe moje pierdolone życie. Zawsze muszę trafiać na psychopatów i innych popierdoleńców.Najgorsze jest to, że wsiadając do samochodu Justina pomyślałam o tym ,ze moje życie wreszcie się zmieni, że będę mogła żyć jak zwyczajna dziewczyna i nie martwić się ilu klientów dziennie będę miała. Chciałam się od tego wszystkiego uwolnić. Miałam szczerze dość. Weszłam do jednego ze sklepóc całodobowych i kupiłam w nim butelkę wódki. Kontynuowałam moją drogę popijając ją. Nie wiedziałam dokąd idę i gdzie obecnie jestem. Mimo wszystko ucieczki z domu Justina nie uważałam za błąd. W sumie cieszyłam  się ,że moje życie wreszcie się ustabilizuje.
-Hej Mała!- Usłyszałam głos jakiegoś chłopaka, co sprawiło ,ze się rozejrzałam. Z jednej z z uliczek wyszło kilku pijanych mężczyzn. Przyśpieszyłam lekko krok aby im uciec ale to nie działało. Słyszałam ich kroki coraz głośniej gdy nagle poczułam jak ktoś przyciska mnie do ściany.
-Gdzie się tak śpieszysz kochamie..- Szepnął jeden z nich wypuszczając na mnie powietrze pachnące alkoholem. Moje ciało zadrżało. Zmieniam zdanie. To był błąd.

Od Autora: Tak więc. Zbyt rzadko dodaje rozdziały i stwierdziłam ,ze zrobę taką akcje: W komentarzach napiszcie jeden dzień tygodnia w którym mam dodawać rozdziały. Obiecuje ,że będę się go trzymać, chyba ,ze wypadnie mi serio coś ważnego. Ten który będzie najczęściej wymieniony- W ten będę dodawała. Odpada tylko Środa bo kończę lekcje o 17.00 :c.
Tak , więc. Dziękuję za życzenia tym , którzy mi je złozyli i wgl. Rozdział jest za krótki moim zdaniem ale za to następny napiszę dłuższy.. teraz po prostu mało czasu...Mam nadzieję ,ze nie zawaliłam AŻ tak.. to chyba na tyle. 
ZAPISUJCIE SIĘ DO ZAKŁADKI ,,INFORMOWANI" ORAZ PODAWAJCIE MI SWOJE BLOGI W ZAKŁADCE ,,INNE OPOWIADANIA"!